Dlaczego nasze dziecko się zepsuło?!

Ostatnio twoje dziecko sprawia kłopoty, przynosi złe stopnie, przeklina i niechętnie podchodzi do swoich obowiązków. Jest na nie. Zastanawiasz się, co się z nim dzieje. A być może to nie ono ma problem, tylko wasza rodzina.

Dlaczego nasze dziecko się zepsuło?!

Piętnastoletnia Milenka była spokojną nastolatką. A jej rodzice, czyli Basia i Adam, oraz jej starszy brat Tomek – kochającą się rodziną. – Wszystko zaczęło się pół roku temu. Milena ni stąd, ni zowąd przefarbowała włosy na czarno. Potem były wagary, późne powroty do domu, alkohol – relacjonuje Basia. – Zaczęły się awantury, doszło do szamotaniny. Byliśmy zszokowani tym, jak bardzo jest agresywna! Poszliśmy z nią do psychologa, żeby jej pomóc. Zdumienie Basi i Adama było ogromne, gdy po jednym spotkaniu konsultacyjnym w gabinecie specjalista zaproponował im terapię rodzinną. I zasugerował, że problem nie leży w Milenie, jej znajomych, ale w rodzicach dziewczyny.

Co się dzieje w domu

To bardzo częsta sytuacja. Duża grupa pacjentów zgłaszających się na terapię rodzinną to rodzice z "zepsutym dzieckiem". Ale zdaniem terapeutów psuje się cała rodzina, a dziecko jedynie to pokazuje. Jest objawem choroby, a nie jej przyczyną – podobnie jak kaszel może być symptomem astmy, a ból odczuwany za mostkiem – sygnałem zawału serca. Na co może chorować rodzina? Domowe kryzysy, przez które psuje się dziecko, można podzielić na trzy główne grupy.

Konflikt między rodzicami

Kłótnie, pretensje, oskarżenia, straszenie rozwodem. Ale także pojawiający się dystans: mama i tata się nie spierają, jednak coraz mniej ze sobą rozmawiają. Ich kontakty ograniczają się do przekazywania próśb: "Kup mleko i chleb, jak będziesz wracał z pracy" czy poleceń: "Idź z psem na spacer".

Zmiana, której rodzina nie jest w stanie sprostać

Każda rodzina ma własne, sprawdzone sposoby na radzenie sobie z trudnymi sytuacjami, wzorce komunikacji. Bywa, że są one trudne do zrozumienia dla postronnego obserwatora. Na przykład niektóre małżeństwa toczą nieustającą wojnę podjazdową, awanturom nie ma końca, ale jakoś to wszystko działa. A gdy coś się zmienia, powiedzmy, że do ich domu wprowadza się babcia, ta wątła równowaga, która gwarantowała spokój rodziny, zostaje zachwiana. To, co wcześniej funkcjonowało – balansując na granicy, ale jednak – teraz zaczyna się walić.

Zatrzymanie w rozwoju

Każda rodzina przechodzi kolejne etapy. Czym innym jest życie w początkach związku, czym innym wtedy, gdy dzieci idą do szkoły. Odmienne są radości i zadania, które rodzice muszą wykonać, by cała rodzina mogła pójść naprzód. Rodzina Basi i Adama wchodzi w okres opuszczania gniazda – Milena i Tomek lada chwila wyfruną spod rodzicielskich skrzydeł. Aby jednak im na to pozwolić, rodzice muszą poluzować kontrolę, dać synowi i córce wolną rękę, odrobinę samodzielności. Ale oni boją się kolejnego etapu, czyli pustego domu, w którym zostaną we dwójkę. Starają się więc jedno z dzieci na siłę w tym domu zatrzymać. Wypadło na Milenkę.

Słabe ogniwo

Dlaczego jednak właśnie dziecko ogniskuje objawy choroby całej rodziny? Dzieci są bezbronne. Dlatego łatwo wchodzą w rolę tzw. delegatów. Rodziny w nieuświadomionym procesie wyznaczają jednego z członków do tego, by stwarzał problemy. Ktoś taki spaja rozpadającą się rodzinę (np. rodziców w kryzysie), bo trzeba wokół niego chodzić, pilnować. To, która z latorośli zostanie delegatem, także nie jest przypadkowe. Staje się nim dziecko najbardziej związane z jednym z rodziców i przez to bardziej czułe na wysyłane sygnały. Nie bez znaczenia jest też wiek. Milena, przeżywająca burzę hormonalną i nastoletni bunt,  okazała się idealną kandydatką, tym bardziej że była zżyta z matką. Tomek jest już pełnoletni, ma własny świat, nie będzie więc dobrym "odbiornikiem".


Dodał(a): Edyta Zlomaniec , Poniedziałek 31.10.2011 (aktualizacja: 2011-10-31)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×