Dorosłe choroby w dziecięcym świecie

Coraz częściej dzieci mają kłopoty zdrowotne, które kiedyś były typowe tylko dla osób dojrzałych. Kilkulatki chorują nawet na osteoporozę czy nadciśnienie. O to, dlaczego tak się dzieje, zapytaliśmy pediatrę neonatologa.

Dorosłe choroby w dziecięcym świecie

Redakcja: Kiedy pani, pediatra z wieloletnim doświadczeniem, zauważyła, że dzieci zaczynają chorować na to, na co chorują ich rodzice?

Małgorzata Gołkowska: Jeszcze 10 lat temu takie choroby, jak nadciśnienie, otyłość, cukrzyca, osteoporoza czy kłopoty z układem krążenia, występowały u dzieci rzadko. Niestety, zanieczyszczone środowisko, przetworzona żywność, którą kupujemy, i szybkie tempo życia sprawiają, że cierpią na tym najmłodsi.

O.: Czyli to my, rodzice, odpowiadamy za to, że dzieci są bardziej chorowite? Przecież dbamy o nie jak najlepiej!

M.G.: Oczywiście, że rodzice starają się dbać o zdrowie swoich maluchów! Ale często nie zdają sobie sprawy, że niezdrowa dieta, brak ruchu, zwłaszcza na świeżym powietrzu, nałogi dorosłych, jak palenie papierosów (dzieci wdychają dym w domu!), sprawiają, że maluchy są w większym stopniu narażone na wystąpienie wielu chorób. Na stan zdrowia najmłodszych źle wpływa również stres. Ten, na jaki są narażeni zarówno w domu (przemęczeni, zdenerwowani rodzice), jak i w szkole (przeładowany program nauczania, zbyt dużo zajęć dodatkowych). Czasami więc wystarczy sobie uświadomić, że niektóre nasze zachowania szkodzą dzieciom, i je zmienić.

O.: A może winę ponosi nie tylko niehigieniczny tryb życia, ale i skłonności genetyczne do pewnych chorób?

M.G.: Geny rzadko odpowiadają za pojawienie się schorzeń, o których mówimy, np. otyłości. Przychodzą do mnie rodzice z małym grubaskiem i proszą, żeby wyleczyć go z otyłości (lub nadciśnienia, które często jej towarzyszy). Są przekonani, że przekazali malcowi skłonność do nadwagi w genach. Wystarczy jednak analiza ich sposobu odżywiania, żeby wykluczyć powiązanie genetyczne. Trzeba jasno powiedzieć: dorośli i dzieci tyją, bo jedzą za dużo potraw zawierających tłuszcze zwierzęce i cukier, a za mało się ruszają.

Dzieci codziennie piją słodzone i gazowane napoje, jedzą hamburgery i chipsy. Takie jedzenie typu fast food można kupić maluchowi od czasu do czasu. Ale wcale nie trzeba pozbawiać go ulubionych smakołyków, wystarczy wprowadzić kilka zmian do diety. Hamburgery przygotować w domu z grillowanego mięsa i razowej bułki z dodatkiem warzyw. Do picia dać dziecku wodę mineralną z plastrem pomarańczy czy truskawką. Na deser mus owocowy albo baton z musli. I nie ma mowy, żeby przepisać dietę dziecku, a rodziców zostawić w spokoju. Efekt da tylko zmiana trybu życia i odżywiania całej rodziny.

O.: Czy otyłość dzieci to aż tak poważny problem?

M.G.: Nadwaga jest jednym z najczęściej występujących kłopotów zdrowotnych dzieci. A pamiętajmy, że otyłość u kilkuletniego malucha to prosta droga do cukrzycy, miażdżycy i nadciśnienia, które mogą się ujawnić nawet u nastolatka.

O.: A jak takie tłuste, słone albo zbyt słodkie jedzenie wytrzymują żołądki dzieci?

M.G.: Nie wytrzymują. Coraz więcej maluchów choruje na refluks żołądkowo-przełykowy (mimowolne cofanie się treści pokarmowej z żołądka do przełyku). U niemowląt  jest to stan fizjologiczny związany z niedojrzałością dolnego zwieracza przełyku. Ale u starszych dzieci to poważna choroba. Powodują ją, często związane z nieprawidłową dietą, stany zapalne przełyku. Dzieci skarżą się na pieczenie w żołądku, budzą się w nocy z bólami brzucha, mają nieprzyjemny smak w ustach. Często kaszlą, cierpią na nawracające stany zapalne gardła, krtani, oskrzeli. Refluks trzeba koniecznie leczyć, ponieważ zlekceważony może doprowadzić do nowotworu przełyku.

O.: Czy z niewłaściwego sposobu odżywiania wynikają jeszcze inne kłopoty ze zdrowiem u dzieci?

M.G.: Niestety tak. Nasze dzieci mają słabe kości. Kiedyś problem ten dotyczył zwykle osób po 50. roku życia. Dzisiaj – kilkulatków. Dlaczego? Dzieci jedzą zbyt mało produktów mlecznych, głównego źródła wapnia. Zawartość wapnia w diecie dzieci powyżej 3. roku życia pokrywa tylko od 50 do 60 proc. potrzebnej dawki dobowej. A ok. 90 proc. dzieci w Polsce nie dostaje witaminy D (też odpowiada m.in. za mocne kości) w ilości zalecanej – do 18. roku życia powinny przyjmować codziennie w okresie jesienno-zimowym 400 jednostek tej witaminy. Na zły stan kośćca i stawów maluchów ma też wpływ siedzący tryb życia. Gdy ja byłam dzieckiem, większość czasu po lekcjach spędzałam z kolegami na podwórku. Biegaliśmy, wyginaliśmy się na trzepakach. Dzisiaj dzieci popołudniami siedzą przed komputerem i telewizorem. Tymczasem ruch powoduje, że krew w organizmie krąży szybciej, kości są lepiej odżywione, stawy – bardziej elastyczne, a kręgosłup (zmęczony siedzeniem w ławce i noszeniem ciężkiego tornistra) odpoczywa.


Dodał(a): Edyta Zlomaniec , Poniedziałek 10.10.2011 (aktualizacja: 2011-10-10)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Senf
Zachęcam wszystkich rodziców, dla których zdrowie ich dzieci to kwestia absolutnie najważniejsza, do zapoznania się z kampanią "Świadomi rodzice - zdrowe dzieci", którą od jakiegoś czasu można znaleźć pod tym linkiem: http://www.swiadomirodzice.mojealergie.pl/.

Mnóstwo porad, ciekawych artykułów i wypowiedzi znanych rodziców - m.in. to wszystko można tam znaleźć. Dodatkowo można też wziąć udział w głosowaniu na firmę, najbardziej przyjazną zdrowiu dzieci - w wyniku głosowania w grudniu przyznany zostanie Laur Konsumenta Świadomych Rodziców. Fajna akcja;)
Dodano: 2011-11-10 14:24:46 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×