Jak uczyć dzieci słuchać

Czytaj kilkulatkowi książki, puszczaj słuchowiska albo bajki w postaci audiobooków. To rozwija wyobraźnię i pomaga w nauce. O tym, jak ważne w rozwoju dziecka jest słuchanie, rozmawiamy z aktorką Edytą Jungowską.

Jak uczyć dzieci słuchać

Redakcja: Czy kiedy twój syn Wiktor był mały, czytałaś mu książki?

Edyta Jungowska: Pewnie! Starałam się co wieczór przytulić do niego i przeczytać chociaż jeden rozdział dobrej powieści czy kilka wierszy dla dzieci. Znaliśmy na pamięć powiedzonka Tygryska z "Kubusia Puchatka". A przy "Pippi" oboje zaśmiewaliśmy się do  łez. Takie wspólne czytanie, zabawy i rozmowy o bohaterach książek, o ich przygodach budują mocną więź między rodzicami i dziećmi. Maluch słucha historii, które budzą silne emocje, ale wie, że obok jest mama czy tata, i czuje się bezpieczny. Poza tym słuchanie książek wycisza dziecko, uczy skupienia i koncentracji.

O.: Jesteś ogromnie zapracowaną osobą. Czy Wiktor nie żali się, że masz dla niego za mało czasu?

E.J.: Teraz mój syn ma prawie 17 lat i woli spędzać wolny czas z kumplami i koleżankami. Ale zawsze, nawet jeśli kręcę jakiś serial albo biorę udział w innym absorbującym projekcie, staram się przebywać z nim jak najwięcej. Kiedy Wiktor był mniejszy, a ja więcej czasu spędzałam w studiu nagraniowym niż w domu, zabierałam go ze sobą do pracy. Cieszyłam się, że jesteśmy razem, a on miał frajdę, że mi pomaga. Przez kilka lat kręciłam program dla dzieci "Ala i As", w którym Ala (czyli ja) i jej pies – kudłata pacynka – śpiewają, opowiadają dzieciom zabawne historyjki, ciekawostki przyrodnicze, uczą liczyć. Podczas jednego z odcinków Wiktor wcielił się w listonosza, który roznosi listy od dzieci. Zgodnie ze scenariuszem miał je przynieść i wyjść, ale zaprotestował. Chciał koniecznie zostać do końca programu. Postawił na swoim. Na szczęście pracowałam z fajnymi reżyserami, którym nie przeszkadzały takie urozmaicenia.

O.:  Niedawno wydałaś audiobooki z powieściami Astrid Lindgren o Pippi. Wybrałaś je, bo lubił je twój synek?

E.J.: W pewnym sensie tak. Znajomi przypadkiem usłyszeli, jak czytam Wiktorowi "Pippi Pończoszankę", i namówili mnie, żebym wydała ją w formie audiobooka (w przyszłości chcę nagrać kolejne książki Astrid Lindgren, m.in. "Dzieci z Bullerbyn", "Karlssona z Dachu"). To świetna powieść, ma szybkie tempo, zaskakujące zwroty akcji. Poza tym, choć została napisana w latach 40., wcale się nie zestarzała. No i ma najbardziej zwariowaną bohaterkę, jaką tylko można sobie wyobrazić:  śpi z głową pod kołdrą i butami na poduszce, tłucze naczynia, zamiast je zmywać, i ma tyle pieniędzy, że może kupić nawet cyrk.  

O.: W dzieciństwie też byłaś taką małą buntowniczką?

E.J.: Kiedy miałam dziewięć lat, jak Pippi, chodziłam do szkoły muzycznej i byłam spokojną uczennicą. Wychowywano nas wówczas na grzeczne panienki. Nam nie wypadało bawić się w wojnę i łazić po drzewach, jak chłopakom. Pippi była pierwszą dziecięcą bohaterką, która łamała stereotyp "miłej dziewczynki" i udowadniała, że my też mamy prawo być postrzelone. Posiadała nadprzyrodzoną siłę – podnosiła ręką konia – nagradzała dobrych, dawała nauczkę złym i miała tatę pirata przyjeżdżającego do niej z walizką złotych monet. To nic, że sąsiadki uważały ją za niewychowaną. Inne dzieci uwielbiały Pippi. Ja oczywiście też. W liceum, jako nastolatka, zaczęłam się interesować teatrem i sama zmieniłam się w anarchistkę. Nie chciałam chodzić w grupie i robić tego, co inni. Wolałam własne ścieżki. Odkryłam też, jakie to fajne uczucie zbuntować się i zacząć mówić prawdę prosto w oczy, nawet jeśli może to sprawić kłopoty. Zresztą ta filozofia Pippi jest mi bardzo bliska do dziś.

O.: Gdyby Pippi poszła do współczesnej szkoły, trafiłaby do psychologa. A on uznałby pewnie, że mała ma ADHD...

E.J.: Pippi zawsze uznawana była za trudne dziecko. Książki Astrid Lindgren w kilku krajach, m.in. we Francji, były cenzurowane jako powieści szkodliwe wychowawczo. Cóż, wielu dorosłym do dziś brakuje poczucia humoru i denerwują się, kiedy Pippi kpi sobie ze wszystkiego i wszystkich czy wyśmiewa absurdy dorosłego  świata – "podatki kominalne", czyli podatki komunalne, na przykład. A ona ma fantazję i nie pozwala się zaszufladkować. I wspaniale! Takie powinny być dzieci. Oryginalne, twórcze, potrafiące zbudować swój własny świat. Bierzmy Pippi za wzór, bo w czasach wszechobecnej władzy telewizji rośnie nam pokolenie takiego... średniactwa bez wyobraźni.

O.:  Ale, jak sama mówisz, nasze dzieci wychowują się w kulturze obrazkowej: telewizja, komputer, komiksy... Myślisz, że zechcą słuchać powieści na audiobooku?

E.J.: Jasne! Oglądanie bajek w telewizji jest przyjemne, bo nie wymaga wysiłku. Dziecko dostaje gotowy produkt, np. bajkę Disneya – i widzi ją jego oczyma: producenta, który wybrał jakieś kolory, nadał twarzom bohaterów określony wygląd itp. Jeśli tę samą bajkę obejrzy kilkuset małych widzów, to każdy zobaczy to samo. Ale jeśli kilkuset dzieciom przeczytamy tę samą opowieść, to każde z nich "ujrzy"  świat w niej zawarty zupełnie inaczej! Dzieci uwielbiają wymyślać i konstruować w wyobraźni własne Wille Śmiesznotki i widzieć tyle piegów na nosie Pippi, ile same chcą. A dla fanów obrazków dodam, że do płyty z audiobookiem dołączona jest "książka do nieczytania". Można z nią zrobić to, co pewnie Pippi by zrobiła: wyciąć zawieszkę na klamkę, robić z kartek samolociki czy pisać kartki z wyspy Kurrekurredutt. A gdzie jest ta wyspa i jak wygląda? Nie wiecie? To posłuchajcie.


Rozmawiała: Dorota Mirska-Królikowska

Przeczytaj również:

Różnią ich nie tylko kokardki

Temperament w prezencie

O czym marzy twoje dziecko




Dodał(a): Edyta Zlomaniec , Piątek 21.10.2011 (aktualizacja: 2012-03-01)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×