Krok za krokiem do samodzielności

Od narodzin dziecko rozstaje się z rodzicami i do nich wraca, aby w końcu odejść na dobre i zacząć samodzielne życie. Ich mądra, a nie zaborcza miłość sprawi, że gdy dorośnie, będzie czuło się bezpiecznym i szczęśliwym człowiekiem.

Krok za krokiem do samodzielności


Patrzę w oczy swojego nowo  narodzonego wnuka i myślę  o jego ojcu. Przypominam sobie  ten dzień, kiedy po raz pierwszy  zszedł z moich kolan i podreptał  w stronę otwartych drzwi. Bałam się, że  się przewróci, zrobi sobie krzywdę. Chciałam  zawołać: "Uważaj, synku!", ale matczyny  instynkt podpowiedział mi, że to bardzo  ważny moment, że dziecko potrzebuje  słów otuchy, zapewnienia, że sobie poradzi,  pochwalenia, że jest takie dzielne,  i pokazania, że jestem obok.

Minęło kilka  lat i syn poszedł do przedszkola. Pamiętam,  jak z trzęsącą się bródką zniknął  w sali maluchów, a ja stałam pod drzwiami,  ukradkiem ocierając łzy, i nasłuchiwałam,  czy nie płacze. Od tego dnia oddalał  się ode mnie coraz bardziej. Do kolegów,  którzy stopniowo stawali się tak samo  ważni jak rodzice. Do swojej pierwszej  nastoletniej miłości. I wreszcie do kobiety,  z którą się związał. Dziś wrócił do mnie  na chwilę jako dorosły mężczyzna i oddał  mi pod opiekę swojego synka. Kiedy siedzieliśmy  obok siebie, patrząc na śpiące  maleństwo, powiedział: "Mamo, nie  wyobrażam sobie, że on kiedyś odejdzie  z domu, założy swoją rodzinę. Popatrz, jest  taki kruchy i bezradny".

Maleństwo mówi: "Ja sam"

Psychiatra i psychoanalityk Yves-Marie  Granjon twierdzi, że to odchodzenie  od rodziców ma początek bardzo wcześnie. Po urodzeniu matka i dziecko stanowią  jedność. Jednak w pewnym momencie  ojciec bierze dziecko w ramiona, stając  się dla niego równie ważną osobą jak matka. Pierwsze samodzielne kroki to  moment, kiedy maluch zaczyna poznawać świat  na własny rachunek. Ucieka  na oślep, nie zważając na nasze ostrzeżenia,  chce wszystkiego dotknąć, wszystko  zobaczyć. A kiedy się przewróci albo uderzy, biegnie do rodziców, by ukoić ból  i lęk.

Trzylatek po raz pierwszy uświadamia sobie, że jest niezależną osobą. Mówi  o sobie "ja", coraz częściej protestuje, kiedy  mama chce mu pomóc przy jedzeniu czy ubieraniu. Jego powtarzane na okrągło: "Ja sam" to duży krok na drodze do powolnego  uniezależniania się od rodziców. Potem ta potrzeba samodzielności coraz  bardziej rośnie, a ty cieszysz się, że twoje  dziecko radzi sobie w przedszkolu, potem – w szkole. Z drugiej strony czujesz żal, że  nie jest już słodkim maleństwem, które  tak bardzo cię potrzebowało. Pamiętasz,  kiedy twój siedmiolatek powiedział: "To sekret, mamo, a sekretów się nie zdradza"  albo "Nieprawda, pani w szkole powiedziała,  że jest inaczej"? Zrozumiałaś, że w życiu twojego dziecka są też inne ważne osoby, że ma ono swoje tajemnice  i już nie będzie do ciebie przybiegać z każdą sprawą.

Własny świat nastolatka

I wreszcie on: dziwaczny twór, już nie  dziecko, ale jeszcze nie dorosły. Przewrażliwiony  na swoim punkcie, czuły na najdrobniejsze słowo krytyki, zbuntowany i oceniający każde twoje słowo. W jednej chwili trzaskający drzwiami  i krzyczący ze złością: "Jestem już dorosły!", w drugiej – płaczący w ukryciu, "bo świat jest taki niesprawiedliwy". A ty – zdezorientowana i rozdarta pomiędzy  daniem dziecku większej swobody i niezależności  a potrzebą chronienia. Co robić?  Pozwolić mu na późne powroty do domu,  bo w końcu ma już 16 lat? A może zabronić – z lęku, że wpadnie w złe towarzystwo, pozna smak alkoholu i narkotyków? 

Właśnie okres dojrzewania jest największym sprawdzianem rodzicielstwa: twojej wyrozumiałości, tolerancji, odpowiedzialności,  umiejętności stawiania dziecku granic, zgody na emocjonalne uniezależnianie  się, czyli mądrej miłości. To jakby powtórzenie  etapu samodzielnej nauki chodzenia. Wiedziałaś, że malec nieraz nabije  sobie guza, ale dodawałaś mu odwagi,  jednocześnie będąc czujną i gotową do pomocy, gdyby naprawdę mocno się potłukł. Dlatego ze spokojem i wyrozumiałością  przyjmij fakt, że zbuntowana  pociecha czasami traktuje cię jak największego wroga, ciągle powtarza, że poradzi  sobie bez ciebie, że chce żyć inaczej niż ty,  ma swój świat, do którego broni dostępu,  bywa agresywna. Czasem wstydzi się ciebie  przed kolegami, nie dotrzymuje danych ci obietnic, nie mówi, gdzie i z kim spędza czas, zamyka się w swoim pokoju i słucha dziwnej muzyki. I choć otwarcie temu zaprzecza, bardzo potrzebuje twojej miłości. Bo świat przeciętnego nastolatka rozpada się jak domek z kart.

Bezpowrotnie kończy się czas beztroskiego dzieciństwa, kiedy to mama i tata chronili przed całym złem. Sam musi odpowiedzieć sobie na  pytania: "Kim jestem?", "Jaki jestem?"  i "Czego chcę?". Stara się określić swoją tożsamość, neguje wszystko, co było do tej pory. Bywa, że stajesz się dla niego workiem treningowym, na którym wyładowuje swoje porażki: "To przez ciebie nie przyjęli mnie do zespołu muzycznego",  "Ty mnie tak rozpieściłaś".

To trudne i dla was, jako rodziców, i dla waszego  dziecka. Nadal powinnaś je chronić. Stawiać granice, co wolno, a czego nie, ale nie awanturując się: "Ja ci pokażę, kto tu  rządzi!", tylko w spokojnych negocjacjach, kończących się porozumieniem, ustaleniem praw i obowiązków dziecka. Musisz uważnie go słuchać i starać się je zrozumieć.  Szanować jego uczucia. Być przyjacielem, ale nie partnerem, bo nastolatek potrzebuje rodziców, kolegów już ma.

Rozstanie z dziecięcym pokojem

Potem nadchodzi czas, kiedy twoja pociecha na coraz dłużej odchodzi z domu. Wyjeżdża na studia do innego miasta, wynajmuje z kolegami mieszkanie albo pomieszkuje  u swojej sympatii. Psychologowie twierdzą, że najlepiej, kiedy okres odchodzenia dziecka z domu trwa około dwóch lat, bo to czas potrzebny i jemu, i wam do bezpiecznego rozstania. Kiedy wpadnie do mamy, żeby uprać ciuchy, opróżnić lodówkę czy zjeść pomidorową, to dobry moment na  rozmowę o tym, jak to jest żyć na własny rachunek, wysłuchanie, bez zbędnych rad, komentarzy, lęku i biadoleń: "Dziecko, jak sobie samo radzisz?".

Choć oczywiście jest ci trudno, kiedy widzisz, że twój  synek zeszczuplał albo że twoja córeczka ma podkrążone oczy ze zmęczenia. Czujesz się odrzucona, coraz mniej potrzebna. Może też złości cię, że dziecko niby takie samodzielne, a brudną bieliznę podrzuca do twojej pralki, ciągle pożycza pieniądze.

To kolejny ważny moment, by na nowo ustalić granice. Powiedzieć dziecku, że  zawsze może liczyć na waszą pomoc, ale wasz dom nie jest hotelem, do którego  można wracać, ilekroć zabraknie pieniędzy  na wynajmowane mieszkanie, zrezygnuje się ze studiów, pochopnie rzuci się pracę itp. Powtarzać na okrągło, że  człowiek, który decyduje się na wyprowadzkę  z domu rodzinnego, musi liczyć sam na siebie, brać odpowiedzialność za swoje życie. Takim symbolicznym rytuałem pogodzenia się z odejściem pociechy z domu jest uprzątnięcie dziecięcego pokoju.  Najlepiej wspólnie z dzieckiem spakować do kartonów wszystkie jego rzeczy, pomalować ściany, zmienić wystrój pokoju  i powiedzieć: "To zawsze będzie twój dom, ale nie potrzebujesz już tego pokoju, bo nie  jesteś już dzieckiem".


Tekst: Ewa Klepacka-Gryz, psycholog



Dodał(a): Redakcja , Piątek 08.04.2011 (aktualizacja: 2011-07-12)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
nana27
Artykuł który mogłaby przeczytać moja kuzynka. Ma 3 córke którą we wszystkim wyręcza, mała nawe nie umie trzymać porządni łyżeczki i samodzielnie jeśc, bo ta ją wyręcza...szkoda gadać, szkoda dziecka :(
Dodano: 2011-06-13 19:36:40 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×