Mów, mów jak najwięcej!

Umiejętność płynnego mówienia jest dziś bardzo cenioną zaletą. Tymczasem coraz więcej przedszkolaków ma wadę wymowy. Od rodziców zależy, czy będzie to chwilowy kłopot, czy też problem na długie lata.

Mów, mów jak najwięcej!

Sposób, w jaki dziecko mówi, ma ogromne znaczenie dla rozwoju jego osobowości. Maluch słucha, jak i co mówią do niego inni. Za pomocą słów zaczyna wyrażać swoje potrzeby, uczucia i spostrzeżenia. W pierwszych latach życia, które są zarazem okresem najintensywniejszego rozwoju, to rozmowy z rodzicami pozwalają mu doskonalić umiejętność mówienia, wzbogacają jego słownictwo i kształtują wiedzę o świecie. Od najbliższych więc zależy, czy maluch nie będzie miał problemów z mówieniem.

Im więcej rozmów, tym lepiej

Małe dziecko uczy się w każdej chwili, bo wszystko jest dla niego nowe. Dlatego pozwól mu mówić, ile chce, a odpowiadając na jego pytania, prowokuj kolejne. Staraj się wypowiadać tak, żeby widziało, jak to robisz. Zwracaj więc uwagę na swoją dykcję, poprawne formułowanie zdań. Nie używaj spieszczeń. Dziecko nie wie, że mówisz "piesiek" zamiast "piesek" specjalnie dla niego, i zapamiętuje niepoprawne słowo. Warto też posłuchać, jak do wnuka zwracają się dziadkowie. Oni jeszcze częściej spieszczają słowa.

Dziecko komunikuje się ze światem przede wszystkim za pomocą słów. Kłopoty z wymową znacznie mu to utrudniają. Rówieśnicy wybierają tych towarzyszy zabaw, z którymi łatwiej im się "dogadać", unikają mówiących w sposób niezrozumiały. – Dziecko z wadą wymowy czuje się przez to gorsze i nieakceptowane – mówi Ewelina Galuba, logopeda z przedszkola Żyrafa na warszawskim Ursynowie. Później często ma problemy w szkole. Nie tylko gorzej wypada przy tablicy, ale ma też kłopoty z czytaniem i pisaniem. Odrabianie lekcji okupuje ciężką pracą. Trudno więc oczekiwać, że szkoła stanie się jego ulubionym miejscem.

Na początku – równe szanse

Nie ma czegoś takiego jak dziedziczna wada wymowy. Owszem, jeżeli mama sepleni, dziecko najprawdopodobniej też będzie tak mówiło. Ale tylko dlatego, że naśladuje mamę, bo od niej uczy się sztuki mówienia. Patrzy, jak ona układa usta, język, i próbuje robić to samo.

Możliwe jest dziedziczenie pewnych cech anatomicznych, które mogą mieć wpływ na pracę aparatu mowy. Jeżeli w rodzinie zdarzają się przypadki zbyt krótkiego wędzidełka podjęzykowego, jest ryzyko, że i dziecko będzie je miało (za krótkie wędzidełko może być przyczyną kłopotów z wymawianiem głosek "r", "sz", "cz", "ż", "dż").

Jednak tego rodzaju ograniczenia nie stanowią teraz bariery nie do pokonania. Wędzidełko podcina się w czasie niekłopotliwego zabiegu bądź rozciąga odpowiednimi ćwiczeniami lub masażami. Aparat mowy, który tworzą: jama nosowa i jama ustna, gardło, krtań, tchawica, oskrzela oraz płuca, po narodzinach dziecka nie jest w pełni gotowy do pracy. Potrzebne mu są wytrenowane mięśnie i właściwa ich koordynacja. Niemowlę pracuje nad nimi przez cały czas. Na początku tylko podczas ssania, płaczu i krzyku, potem – gdy zaczyna naśladować dźwięki, najpierw wymawiając pojedyncze głoski, potem sylaby.

W drugim roku życia maluch potrafi wymówić wszystkie samogłoski, zna kilkadziesiąt słów i buduje najprostsze zdania. Między trzecim a piątym rokiem życia następuje przełom. Dziecko umie wymawiać najtrudniejsze głoski, w tym "dż", "ż", "sz", "cz". W wieku sześciu lat powinno wymawiać wszystkie głoski, budować logiczne i poprawne językowo zdania. – Jednak z badań przesiewowych, które przeprowadzamy w przedszkolu, wynika, że ok. 50 proc. dzieci idących do zerówki potrzebuje pomocy logopedy – ocenia Ewelina Galuba.

Dodał(a): Ola Wójcik , Piątek 10.02.2012 (aktualizacja: 2012-02-09)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×