Wychowaj mężczyznę, nie maminsynka

Jeśli chcesz, by Twój syn wyrósł na porządnego faceta, najpierw uwierz w siebie! A potem pozwól mu być niegrzecznym

Jak wychować mężczyznę, a nie maminsynka

Kamil, 20-latek, właśnie został wyrzucony ze studiów. A przecież nie miał nic więcej do roboty, niż tylko się uczyć. Rodzice wynajęli mu mieszkanie, kupili samochód, zapłacili czesne. Kiedy skreślono go z listy słuchaczy, przestali mu przesyłać pieniądze i kazali wrócić do domu. Kamil zaczął grozić, że więcej go nie zobaczą. Ustąpili, nadal robili przelewy. Ale do czasu. W końcu nie mogli dłużej utrzymywać jedynaka na takim poziomie jak poprzednio, bo ich dochody w czasie kryzysu znacznie się zmniejszyły. Kamil się załamał i zaczął sięgać po alkohol. To z kolei sprawiło, że rozpadł się jego związek z Martą. "Jest egoistą, mam dość tego, że wszystko jest na mojej głowie. Rozpieściliście go, wychowaliście na maminsynka!" – wykrzyczała, gdy matka Kamila spytała ją, dlaczego od niego odchodzi.

Mamie zrobiło się przykro. Rzeczywiście, zawsze uważali, że ich syn jest wyjątkowy i należy mu się to, co najlepsze. A oni, rodzice, są przecież po to, by mu pomagać. Kamil dostawał od nich drogie zabawki, modne ubrania i gadżety. Dzięki temu w szkole bardzo imponował rówieśnikom. Zawsze był otoczony kolegami. Kiedyś jednak, jako jedyny z grupy rówieśników, nie dostał się na obóz sportowy. Rodzice starali się jakoś mu to załatwić, ale przy rekrutacji liczyły się osiągnięcia, którymi Kamil nie potrafił się wykazać.

Niepowodzenie sprawiło, że coraz częściej znikał z domu na długie godziny i szukał wsparcia wśród kolegów pod sklepem z dopalaczami. Teraz z kolei, po wyrzuceniu ze szkoły i rozstaniu z Martą, pociesza się alkoholem. – Kamil jest maminsynkiem nowego typu – mówi dr Tomasz Srebnicki, psychoterapeuta z warszawskiego Centrum Terapii Behawioralno-Poznawczej CBT. – Był wychowywany przez rodziców w pogardzie i lekceważeniu dla innych. Wiele rzeczy dostawał, bo "był lepszy”, bo "mu się należało". Nie zwracał uwagi na potrzeby innych.

Mężczyźni tacy jak on zazwyczaj dopiero ok. 35. roku życia dochodzą do wniosku, że coś jest z nimi nie tak – tłumaczy Tomasz Srebnicki. – Wtedy zaczyna się ich droga do dojrzałości i samodzielności. Do tego czasu traktują świat jak wielki sklep z zabawkami. Oczekują od życia i od innych tego, co dostawali w domu. Chcą mieć stylowe gadżety, modne ubrania, sportowe samochody. To ich świat.Rozpieszczanie i brak jasnych zasad demoralizują młodego mężczyznę, nie kształtują jego charakteru, nie uczą współczucia, panowania nad emocjami, zdrowej rywalizacji. Maminsynek nie musi być zalęknionym okularnikiem, jak stereotypowo go sobie wyobrażamy. Może być pozbawionym współczucia draniem. – Pod tą maską jest jednak nadal bezradnym, niewierzącym w siebie chłopcem, któremu nie było dane wyrosnąć na mężczyznę – tłumaczy psycholog.

Długa droga do poznawania uczuć

Ania, 28-letnia urzędniczka, chce się rozwieść z Adamem, błyskotliwym grafikiem. Złożyła pozew w sądzie. – Mam już dość tego, że on nie zrobi kroku bez mamy, a ma 30 lat! – opowiada. – Kiedy na wakacjach nas okradziono, nie zastanawiał się ani chwili, co robić. Od razu zadzwonił do niej po pomoc. A ona wysłała jego ojca, by bezpiecznie przywiózł nas do domu. Adam nie wie, czy jest na Anię zły, czy tylko mu przykro, że przestała go kochać. Nie wie nawet, czy ją kocha. Może nawet jej nie lubi? Przecież po tym, co mu zrobiła, nie jest go warta. Zresztą mama od początku ostrzegała Adama, że Ania to dziewczyna nie dla niego. Ale był taki zakochany! Teraz stoi zagubiony przed salą sądową.

Według psychologa Adam prawdopodobnie nie miał wielu okazji, żeby nauczyć się odczytywać swoje emocje. Mama nie pozwalała mu na to, by mógł poczuć smutek, żal, by musiał pomyśleć, czego chce. Kiedy był dzieckiem, mama nie spuszczała go z oka. Jeśli zdarzyło się, że dzieci w piaskownicy zabrały mu foremki, albo gdy nauczyciel stawiał jedynki – z miejsca podsuwała mu coś na pocieszenie. Smakołyk, zabawkę, a z czasem – modny gadżet. W ten sposób odwracała jego uwagę od trudnych uczuć i od niepowodzenia, zwracając ją na "pocieszajki". W rezultacie Adam nie zastanawiał się nad tym, co go spotkało i co może zrobić z tym problemem.– W dorosłym życiu nie potrafi nazwać swoich uczuć, a ponieważ to one pomagają nam odkryć, co jest dla nas ważne, nie wie również, czego tak naprawdę chce i jak ma reagować w trudnych sytuacjach. Przecież sam nigdy nie musiał sobie radzić z przykrościami, mierzyć się ze smutkiem. To wszystko robiła za niego mama, kupując mu na pocieszenie fajne prezenty – wyjaśnia Tomasz Srebnicki.

Jakie życie czeka mężczyzn takich jak Adam czy Kamil? Co spotka kobiety, które ich pokochają? Na te pytania próbuje odpowiedzieć w książce "Pomocy! Żyję z chłopcem" amerykańska psychoterapeutka Betty McLellan. Twierdzi ona, że najważniejsze to starać się nie wzmacniać w synu poczucia zależności i niesamodzielności, nie wyręczać go i mu nie doradzać. Taki mężczyzna musi sam chwycić się za bary ze światem, uwierzyć w siebie, obudzić w sobie myśliwego, wojownika. Jednym słowem – dorosłego. Nadrobić te doświadczenia, które nie były mu dane w dzieciństwie.

Trudny matczyny lęk

Mama Adama po urodzeniu syna wciąż słyszała od swojej matki: "Czy ty dasz sobie radę? Jak ty go wychowasz?!". To sprawiało, że sama zaczynała się obawiać. I to tłumaczy jej stosunek do syna. Lęk matki powoduje, że wychowuje dziecko na maminsynka. Zdarza się, że wszyscy wokół niej ten strach podsycają – już od momentu, kiedy okaże się, że jest w ciąży. Zwłaszcza najbliższa rodzina bardzo często podkopuje w niej wiarę w to, że będzie umiała należycie zająć się swoim dzieckiem. Przyszłe babcie straszą: "Czy ty dobrze się odżywiasz, czy dostarczasz dziecku wszystkich niezbędnych składników? Powinnaś już przestać pracować, bo dziecku może zaszkodzić twoje siedzenie przez tyle godzin za biurkiem!".

W rezultacie jeszcze zanim malec pojawi się na monitorze USG, matka podejrzewa, że może być słaby, chorowity, zbyt delikatny. – Przyszłą mamę straszą także koleżanki i media – dodaje Tomasz Srebnicki. – Od nich dowiaduje się, że musi iść do szkoły rodzenia, regularnie ćwiczyć. Pytają, czy chce rodzić w szpitalu, bo może lepiej z położną w domu? To ustawiczne zastanawianie się, co będzie lepsze dla dziecka, budzi w przyszłej mamie obawy i poczucie winy, że nie potrafi właściwie wybrać. Sama konieczność decydowania stwarza atmosferę niepewności. Lęk matki dziecko odbiera całym sobą, bo jest przecież jej częścią – tłumaczy psycholog.Bywa i tak, że nawet po urodzeniu zdrowego i pięknego dziecka matka nie odczuwa ulgi. Ani na chwilę nie spuszcza go z oka. Nieustannie sprawdza, czy nic mu się nie stało, czy oddycha, czy nie jest mu za ciepło, czy nie jest głodne, czy nie ma temperatury. Jej nadopiekuńcza i lękowa postawa powoduje, że dziecko nabiera przekonania, iż matka musi je wciąż ochraniać. Z czasem to uczucie zamienia się w obawę przed światem, przed rozstaniem z mamą, przed zerwaniem pępowiny, słowem – przed samodzielnością.




Dodał(a): Magdalena Milewska , Czwartek 02.02.2012 (aktualizacja: 2012-02-01)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×