Marzenia się spełniają

Gabriela chce założyć przedszkole, Basia wydać książkę. Mają plany, ale nie wiedzą, jak je zrealizować. Pomogliśmy im zrobić pierwszy krok – 15 czytelniczek zaprosiliśmy na nasze warsztaty.

Marzenia się spełniają

Dostaliśmy wiele zgłoszeń na warsztaty psychologiczne "Marzenia się spełniają", organizowane przez PZU oraz Ośrodek Rozwoju Osobistego Kobiet Dojrzewalnia Róż. Autorki najciekawszych listów przyjechały do Villa Park Wesoła pod Warszawą, aby na zajęciach prowadzonych przez trenera z PZU oraz trenerki rozwoju osobistego z Dojrzewalni Róż dowiedzieć się, jak osiągać cele, oszczędzać na ich realizację i na przyszłość oraz jak czerpać radość z życia. Nasze Czytelniczki nie były przygnębione deszczem, który je przywitał. Przeciwnie, emanowały entuzjazmem, energią i radością.

Cieszyły się z tego, że spotkały kobiety podobne do siebie: takie, które nie chcą spocząć na laurach lub narzekać, że jest źle. Takie, które nie tylko mają marzenia, ale też chcą zrobić wszystko, by je spełnić. Co więcej, mają odwagę przyznać się do swoich słabości i odkryć to, co najbardziej im przeszkadza w osiągnięciu upragnionego celu. Na warsztatach mogły posłuchać wykładów, a także wziąć udział w praktycznych ćwiczeniach pokazujących, jak przejść od snucia marzeń do zaplanowania działań i zrealizowania swoich zamierzeń.Na nasze spotkanie nie byliśmy w stanie zaprosić wszystkich Czytelniczek. Ale pewne zasady dotyczące tego, jak osiągać wyznaczone cele, może zastosować każda z nas.


Daj sobie prawo do pragnień

Wbrew pozorom to wcale nie takie proste. Bo od kobiet oczekuje się tego, żeby dbały o innych: męża, dzieci, rodziców, sąsiadów. Tego jesteśmy uczone od dziecka, ponieważ w naszej kulturze prawdziwa kobieta ma być opiekuńcza, troskliwa. Nawet jeśli buntujemy się przeciwko takim stereotypom, to w głowach tkwią nam nakazy: "Nie mogę być egoistką", "Rodzice muszą być ze mnie zadowoleni", "Rodzina jest na pierwszym miejscu".
– Bywa też tak, że wydaje się nam, że dobrze wiemy, na czym nam zależy – mówi Iza Ziemińska, trenerka z Dojrzewalni Róż, jedna z prowadzących warsztaty. – Od dziecka marzymy o domku z ogródkiem, o rabatkach z astrami, między którymi stałaby huśtawka dla dzieci.

Pracujemy na dwóch etatach, wieczorem nie mamy czasu porozmawiać z mężem, bo padamy ze zmęczenia. Decyzję o dziecku odkładamy do czasu, aż postawimy dom i wyhodujemy astry. Gdy się jednak przyjrzeć bliżej, to często okazuje się, że wcale nie chodzi nam o domek z ogródkiem, tylko o poczucie, że kochamy i jesteśmy kochane, że tworzymy szczęśliwą rodzinę. A do tego potrzebujemy czasu dla bliskich, nie domu za miastem. I tak naprawdę był on marzeniem naszej matki, która nie znosiła mieszkać w bloku. Słysząc o tym od dziecka, wzięłyśmy to za własne pragnienie.

Jak więc rozpoznać swoje prawdziwe marzenia? – Po pierwsze, należy przyjrzeć się sobie – radzi Ewa Tyralik z Dojrzewalni Róż. – Jeśli ciągle jesteśmy niezadowolone, czujemy, że czegoś nam brakuje, to może oznaczać, że nie spełniamy swoich marzeń lub realizujemy pragnienia innych. Warto wtedy spotkać się z kilkoma koleżankami, by pogadać o tym, o czym marzyłyśmy w dzieciństwie, w szkole średniej. To może przypomnieć nam, czego chciałyśmy, zanim wpadłyśmy w codzienny kierat. Albo zanim uległyśmy namowom rodziców, że lepiej pójść na farmację i mieć pewną pracę w aptece wujka, niż pracować jako przedszkolanka.– Czasami nasze pragnienia uświadamia nam powieść, poradnik psychologiczny, a nawet artykuł – dodaje Iza Ziemińska. – Kilka lat temu mój synek spytał mnie: "Mamo, a kim ty tak naprawdę chciałabyś być, gdybyś mogła sobie wybrać każdy zawód świata?". Zastanowiłam się chwilę i odpowiedziałam: "Trenerką". Pytanie zadane przez dziecko, chwila przemyśleń i danie sobie prawa do posłuchania siebie zaowocowały tym, że teraz robię to, co naprawdę sprawia mi satysfakcję: jestem trenerką rozwoju osobistego.


Rozpoznaj przeszkody

Lęk, niepokój to naturalne uczucia, które pojawiają się, kiedy chcemy zmienić coś w swoim życiu. – Bo każdy z nas ma swoją sferę komfortu, w której czuje się bezpiecznie – tłumaczy Iza Ziemińska. – Obejmuje ona wszystko, co jest nam znane i co z łatwością stosujemy. Nawet jeśli ceną jest niezadowolenie z pracy i z tego, jak wygląda nasze życie prywatne. Narzekamy, szukamy pocieszenia u koleżanek i dalej tkwimy w swoim kokonie. W rozwoju osobistym chodzi o to, żeby swoją strefę komfortu stale poszerzać, a żeby to zrobić, trzeba ją opuścić i wejść w strefę dyskomfortu, czyli ryzyka.

Bo tylko tam zdobywamy nowe doświadczenia i dzięki nim możemy się dalej rozwijać. Warto to robić  z uważnością na własne granice, stopniowo i świadomie. Tutaj szczególnie ważne jest zrozumienie tego, co już mamy i czego potrzebujemy, do jakiego momentu jesteśmy w stanie znieść stres, a kiedy musimy poszukać wsparcia. Przeszkodą w zmianie swojego życia i realizacji pragnień jest też to, że koncentrujemy się na tym, czego nie mamy: perfekcyjnej znajomości języka, idealnej figurze, zasobnym koncie. Jak znaleźć w sobie motywację do pokonania lęków i rozpoczęcia działań?


Doceń swoją siłę

– Podstawową rzeczą jest docenienie swoich umiejętności, cech i talentów, na których możemy się oprzeć – mówi Ewa Tyralik. – To zasoby, z których trzeba czerpać. Skuteczną metodą na wzmocnienie się jest ćwiczenie wdzięczności. Brzmi może zaskakująco, ale działa. Warto zacząć od porannych ćwiczeń życzliwego myślenia. Po przebudzeniu trzeba pomyśleć o pięciu rzeczach, za które jesteśmy wdzięczne sobie i innym. Na przykład jestem wdzięczna sobie, że zrobiłam prawo jazdy, że w sklepie internetowym wyszukałam sukienkę i podjęłam decyzję, by ją kupić. Była niedroga, a mam ciuch, w którym dobrze wyglądam.

Jestem wdzięczna mamie, że odbiera moją córkę z przedszkola, więc nie stresuję się, gdy muszę dłużej zostać w pracy. A mężowi – że pomasował mi wczoraj plecy i poczułam się lepiej. Dzięki temu zaczynamy dostrzegać więcej pozytywów w życiu. – Zwykle gdy na warsztatach proponujemy uczestniczkom wymyślenie 25 powodów do wdzięczności, protestują: skąd aż tyle wezmę? – dodaje Iza Ziemińska. – Po paru minutach okazuje się, że bez trudu potrafią znaleźć 50. To tak naprawdę kwestia przestawienia się z myślenia typu: „Brakuje mi” na myślenie: "Mam wiele" – wiele dobrego do oferowania innym i sobie. Wiele do wykorzystania w realizowaniu tego, na czym mi zależy.Warto też jak najczęściej używać słowa "dziękuję". Z badań Chrisa Petersona, profesora psychologii na Uniwersytecie Michigan, wynika, że dziękując nawet za banalne rzeczy, np. za przyniesienie herbaty, poprawiamy sobie nastrój.

Bo to dla nas sygnał, że komuś na nas zależy, skoro coś dla nas robi. Jesteśmy warte tego, by coś miłego dla nas zrobić.– Kolejne ćwiczenie polega na popatrzeniu na siebie jak na przyjaciółkę – mówi Ewa Tyralik. – Bo najczęściej my same jesteśmy swoimi największymi wrogami: krytykującymi, dostrzegającymi najmniejsze potknięcie. Wobec przyjaciółki potrafimy być życzliwe i wspierające. Gdy mówi: "Przytyłam i pies z kulawą nogą się za mną nie obejrzy", umiemy rozsądnie zauważyć: "Jesteś seksowna i masz poczucie humoru, które podoba się mężczyznom!". Gdy więc mamy gorszy dzień, postarajmy się stanąć z boku i popatrzeć na siebie jak na kogoś, kogo lubimy. Skierowanie życzliwości na siebie poprawi nasze samopoczucie i doda wiary w siebie, potrzebnej do wprowadzania planów i marzeń w życie.  


Potyczka z finansami

Jest taki dowcip: człowiek ma pretensje do Boga: "Panie Boże, przez 30 lat modliłem się do ciebie o wygraną w lotto, ale ty mnie zawiodłeś i wciąż jestem biedny". Na to Pan Bóg: "Trzeba było kupić kupon". Niestety, wiele z nas zachowuje się jak w tym dowcipie: ma pretensje do rodziców, że pieniądze pożyczyli bratu; do męża, że za mało zarabia; do szefa, że awansował kogoś innego... A winne jesteśmy my same, bo nie dałyśmy sobie szansy.
– Kolejną przeszkodą w realizowaniu planów życiowych – tych bardziej ambitnych, takich jak założenie przedszkola, i tych skromniejszych, takich jak podróż do Hiszpanii – jest nasza polska mentalność – mówi Michał Kędziora, trener z PZU, który prowadził warsztaty dla naszych Czytelniczek. – Jeżeli Amerykanin kupuje nowy samochód, jest dumny. Bo to dowód, że go stać, że zapracował na coś, co inni będą podziwiać.

Zadowolony przewozi ciocię po okolicy, pozwala małemu bratankowi siąść za kierownicą, rozmawia z sąsiadem o silniku i przyspieszeniu. Gdy Polak kupuje taki sam samochód, najpierw zamyka go w garażu, a dalsza rodzina zwykle dowiaduje się ostatnia. A gdy ktoś mówi: "Ale masz brykę!", tłumaczy: "E, nie planowałem takiego drogiego samochodu, trafiła się wyjątkowa okazja. Podejrzewam, że coś z nim jest nie tak". W realizacji swoich planów zazwyczaj potykamy się o drobne, codzienne sytuacje. Na przykład mówimy: "Zrobię to jutro" i zamiast rozpisać plan na następny tydzień, surfujemy po internecie. Obiecujemy sobie: "Od następnego tygodnia koniec z obiadami na mieście", ale dajemy się wyciągnąć koleżance do restauracji i machamy ręką: „Oszczędzać zacznę w następnym miesiącu". Odkładanie na później pracy czy oszczędzania lub inwestowania pieniędzy to powszechna bariera w realizowaniu swoich zamysłów.

Wielu osobom trudno też zaakceptować ryzyko i zmianę. Większość z nas woli trzymać się zasady: "Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu". Czyli: "Wolę nie ryzykować, bo nie wyjdzie i się zbłaźnię". Dlatego często boimy się np. inwestowania pieniędzy. – A "zdrowy" finansowo człowiek myśli o tym, jak zarobić, żeby zainwestować, a nie jak zarobić, żeby zaraz wydać – mówi Michał Kędziora. – Ogranicza swoje koszty. Zamiast kupić na wyprzedaży kolejną zbędną rzecz, odkłada pieniądze. Zamiast ulegać chęci szybkiego wzbogacenia się i wykładania swoich oszczędności na ryzykowny biznes kolegi, myśli rozsądnie i zastanawia się, jakie są pewniejsze możliwości pomnażania kapitału. Poza tym "zdrowy" finansowo człowiek dba o stan swoich dochodów i wydatków i układa plany. Jednak dotyczące nie tylko tego, na co będą potrzebne pieniądze w następnym tygodniu, miesiącu czy roku, ale też na emeryturze. Myśli o swoich przyszłych finansach w perspektywie kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat.

Pomóż marzeniom zarabiać na siebie:

■ Pamiętaj, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli przyzwyczaimy się do pewnego poziomu życia, trudno nam będzie z niego zrezygnować. Ale skuteczne realizowanie swoich planów wymaga realistycznej oceny sytuacji: nie możemy mieć wszystkiego, czyli wymarzonej firmy, obiadów w restauracjach, zagranicznych wakacji.

■ Na kartce wypisz, z czego możesz zrezygnować. Z plotkowania przez telefon, oglądania telewizji, wydawania pieniędzy na obiady w restauracjach, drogich kosmetyków czy
nowych mebli?

■ Zadbaj o finansowe zabezpieczenie się na rok życia bez jakichkolwiek wpływów. Bo zanim inwestycja zacznie przynosić korzyści, trzeba mieć za co żyć. Kiedy uruchamiamy swój biznes, musimy liczyć się z tym, że zyski będziemy mieli nie wcześniej niż po 12 miesiącach od rozpoczęcia inwestycji.

Przeczytaj również:

Słaba płeć to nasza broń kobieca

Kobiety biznesu łączcie się!



Dodał(a): Olga Wap , Czwartek 15.09.2011 (aktualizacja: 2012-03-01)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (3)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
eyepet
Ja myślę, że założę jakis biznes związany z projektowaniem ogrodów. Bardzo mi się to podoba. Teraz właśnie przeglądam materiały http://www.castorama.pl/produkty/ogrod/architektura-ogrodowa/obrzeza-i-palisady.html
Dodano: 2016-02-28 00:15:18 Zgłoś nadużycie
drzwi
Sama chciałabym założyć własny opłacalny biznes- jednak na razie to tylko marzenia
Dodano: 2011-12-10 19:54:36 Zgłoś nadużycie
mojeori24
marzenia zawsze sie spełnia kiedy Ty wierzysz i działasz,moje spełniaja sie obecnie ,mam wspaniała prace rowijam sie i doskonale ,mam własny biznes i polecam ZAWSZE MIEJ I WIERZ W MARZENIA www.mojeori24.pl
Dodano: 2011-11-29 21:19:05 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×