Zawodowy plan B

Zawsze trzeba być przygotowanym na niespodziewaną utratę pracy. Plan awaryjny warto budować systematycznie, nawet jeśli w tej chwili czujesz się pewnie w swojej firmie. Takie działanie przyniesie ci same korzyści.

Zawodowy plan B

W życiu zawodowym, jak mało gdzie, sprawdza się powiedzenie, że kto nie gdzie naprzód, ten się cofa. Specjaliści od rekrutacji często używają terminu „ścieżka kariery”. Dobrze więc wiedzieć, co chcesz osiągnąć w życiu zawodowym, kiedy, w jakiej firmie... I co, jeśli ci nie wyjdzie.


Ucz się, ucz, bo nauka...


Twój plan awaryjny, budowany systematycznie od dziś, uchroni cię przed bolesnym upadkiem w razie, gdybyś straciła pracę. Sprawi, że twoja kandydatura będzie bardziej atrakcyjna dla przyszłych pracodawców, a przede wszystkim dzięki niemu szybciej znajdziesz coś nowego. Warto więc wiedzieć, jak zabrać się do konstruowania zawodowego planu B. Zawodowy plan B

Firmy – w tym pewnie także twoja – często organizują szkolenia dla pracowników. Z obsługi nowego programu komputerowego, taktyki radzenia sobie ze zdenerwowanym klientem, podstaw telemarketingu... Są bezpłatne, wystarczy się zapisać lub po prostu przyjść. Mimo to bardzo wielu z nas nawet nie czyni wysiłku, by takimi kursami się zainteresować. A szkoda. Na każdym szkoleniu możesz dowiedzieć się czegoś nowego. Co więcej, taki kurs wpisujesz potem do CV w rubryce „Inne”.

Warto sprawdzić, czy pracodawca nie dofinansowuje twojej edukacji, np. lekcji języków obcych. A może szef zgodzi się udzielić takiego dofinansowania konkretnie tobie – na kurs angielskiego, a nawet studia wyższe czy szkołę policealną? Wbrew pozorom szefowie godzą się na to częściej, niż sobie wyobrażasz.

A co do CV – uzupełniaj je regularnie. Bywa, że przez wiele lat nie jest ono nam potrzebne. Potem nadchodzi moment, że trzeba je odgrzebać, wysłać i... klapa. Nie pamiętamy podstawowych danych. A przecież nie umieszczając informacji o odbytym szkoleniu, zmniejszasz swoje szanse. Jeśli pomylisz daty i nazwę zajmowanego stanowiska, a pracodawca pokusi się, aby to sprawdzić, wyjdziesz na krętaczkę. I z pracy nici!

Utkaj sieć kontaktów    


Zgodnie ze statystykami większość Polaków pracę znajduje przez znajomości. Ogłoszenia prasowe zostają daleko w tyle. Możesz westchnąć: wszędzie liczą się tylko krewni i znajomi królika. A co ci szkodzi, by dołączyć do tej paczki? Bez networkingu ani rusz – przekonują w książce „Prymusom dziękujemy” Jacek Santorski, Mirosław Konkel i Bertrand Le Guern. Pod tą z angielska brzmiącą nazwą kryje się rozbudowana sieć kontaktów. Możesz je uruchomić, gdy stracisz posadę. Wszystkich rozlicznych i przekonanych o twoich wybitnych kompetencjach znajomych zawiadomisz, że szukasz nowej pracy. Możesz w ten sposób zostać polecona kilkudziesięciu, czy nawet kilku tysiącom osób!

Pojawia się pytanie: skąd taką sieć wziąć? No cóż, trzeba samemu cierpliwie ją utkać. Na przykład dając się poznać na serwisach społecznościowych, takich jak GoldenLine czy Profeo, skupiających ludzi zainteresowanych rozwojem zawodowym. Pracownicy poszczególnych branż mają tam swoje grupy dyskusyjne. Jeśli będziesz udzielała się w takiej grupie, będziesz lubiana i szanowana, z pewnością któryś z wielu internetowych znajomych poleci cię, gdy w twojej firmie powinie ci się noga. Warto jednak budować swoją pozycję na takim portalu wcześniej.
Posty w stylu: „Hej hej, mam na imię Hania, szukam pracy” nie są mile widziane. Najpierw dołącz do paczki. Dopiero potem z tego korzystaj.

Pamiętaj też, że to działa w dwie strony. Nie kasuj e-maila od znajomego, który przesyła ci CV bezrobotnej koleżanki. Prześlij je dalej, zawiadom o tym kolegę. Gdy ty wpadniesz w tarapaty, możesz liczyć na jego wdzięczność.




Dodał(a): Redakcja , Środa 12.01.2011 (aktualizacja: 2011-07-12)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×