Kiedy gasną flesze, ich świat się zmienia

Przejść się po wybiegu, zapozować. Wydaje się proste, a jakie jest naprawdę? Ta praca obrosła mitami: zdjęcia na mrozie, seksoferty, narkotyki... Cztery topowe modelki, które zaprosiliśmy na sesję i rozmowę do redakcji, odsłaniają przed nami kulisy modelingu i zdradzają, jak zmienił ich życie.


Kiedy gasną flesze, ich świat się zmienia

Od lewej: Kamila Szczawińska, Bogna Sworowska, Ewa Pacuła oraz Joanna Horodyńska


Mają za sobą kilka lub kilkanaście lat pracy dla najlepszych projektantów. Pokazy kolekcji Calvina Kleina, Chanel, Ralpha Laurena, Marca Jacobsa czy Valentino. To był ich chleb powszedni. Poznały uroki życia w Paryżu, Mediolanie i Nowym Jorku. Teraz częściej można je zobaczyć w Polsce. W ich życiu wiele się zmieniło – poświęciły się innym pasjom, urodziły dzieci. Pytane, czy modeling im pomógł, czy zaszkodził, odpowiadają, że bilans wychodzi na plus. Szybko musiały się nauczyć samodzielnego życia, nabrać pewności siebie – podkreślają zgodnie. Ale wspominają, że lata spędzone na wybiegach, choć dawały wiele satysfakcji i pozwalały zdobyć pieniądze, będą też kojarzyły się z samotnością i tęsknotą za najbliższymi.



Sesja na balkonie, zero kontraktów


Kiedy w latach 80. Bogna Sworowska zaczynała karierę, w Polsce nie było agencji modelek. Na wybiegu pojawiła się jako 16-latka wprost... z bazaru w Rembertowie, gdzie zauważyli ją Lidia Popiel i Marek Czudowski. – Pamiętam sesję na balkonie w prywatnym mieszkaniu, miałam ciuchy z własnej szafy, tak się wtedy pracowało – wspomina. Inaczej, bo w USA, zaczynała Ewa Pacuła.

– Jako studentka AWF pojechałam do Chicago odwiedzić siostrę, Joannę – wspomina. – Na jakimś przyjęciu szef znanej agencji modelek zaproponował mi zdjęcia próbne. Byłam zakompleksiona, niepewna, zgodziłam się z ciekawości. A że zdjęcia wypadły świetnie, moje życie zmieniło się diametralnie – opowiada. Przez trzy lata Ewa mieszkała w Miami z mężem, Przemkiem Saletą. Pracowała głównie jako fotomodelka. Kiedy na początku lat 90. wróciła do Polski, zobaczyła, jak siermiężny jest nasz rynek.

– Tu odbywało się zaledwie kilka pokazów mody w ciągu miesiąca! Obstawiałam wszystkie – śmieje się Ewa. – Szybko zauważyłam różnice między amerykańskim a polskim modelingiem. Tam czas to pieniądz, za każdą nadgodzinę się płaci. U nas zero kontraktów, umowy na gębę, a pieniądze świetne, ale nieporównywalne do stawek w Stanach.


– Pamiętam, że za pokaz dostawałam ogromną sumę: tyle, ile wynosiła połowa pensji taty – Kiedy gasną flesze, ich świat się zmienia dodaje Bogna Sworowska. – Pierwsze pieniądze zainwestowałam w ubrania, bo pochodzę z cudownej, ale skromnej rodziny. Potem kupiłam białego malucha. Namówiona przez znajomych wzięłam udział w wyborach Miss Polski ’87. Tytuł najpiękniejszej przeszedł mi koło nosa, zostałam wicemiss i wygrałam m.in. wycieczkę do Chicago. Pojechałam i pokochałam Amerykę. No i zgłosiłam się do profesjonalnej agencji modelek.


Joanna Horodyńska, podobnie jak Bogna Sworowska, została modelką jako 16-latka i też trochę przez przypadek: koleżanki w tajemnicy wysłały jej zdjęcie na konkurs „Dziewczyny na okładkę”. – Nie uwierzysz, byłam na nim w stroju kąpielowym, a pozowałam między rabatkami pomidorów – śmieje się Joanna. – Kiedy na finał pojechałam z rodzicami do Hamburga, zabłądziliśmy i wpadłam jako ostatnia. Byłam najniższa i najchudsza, jedyna brunetka. Dziewczyny plotkowały: „Co ona tu robi?”. Po trzech tygodniach przyszedł list. Wygrałam! Hamburska agencja zaproponowała mi angaż. Jednak niedługo tam pracowałam – dodaje. – Wróciłam do kraju i zostałam przyjęta do pierwszej w Polsce agencji modelek, warszawskiej Foto-Kino-Film. Chodziłam po wybiegu z Agatą Konarską, Iloną Felicjańską. One były gwiazdami.

Wielkie nazwiska, wspaniałe oferty
Polski rynek modowy zaczął się cywilizować. Powstawały agencje, filie zachodnich gigantów, pojawiali się styliści, konkurencja. Koleżanka Kamili Szczawińskiej namówiła tę 17-latkę, by spróbowała sił w branży.

– Mieszkałam w Jaraczu pod Poznaniem, nosiłam glany, byłam chuda i zakompleksiona – wspomina Kamila. – Zaczęłam pracę w małej poznańskiej agencji. Za pierwszy pokaz w domu handlowym Okrąglak dostałam 50 zł – przyznaje późniejsza ulubienica domu mody Chanel. – Tam zauważyła mnie agentka z Mediolanu, zadzwoniła kilka tygodni później i rzuciła krótkie: „Kamila, wyjeżdżasz!”. Bałam się. Akurat runął World Trade Center, a ja miałam ruszyć w świat? Jechałam 16 godzin i wyłam całą drogę – opowiada. – Chciałam spróbować swoich sił, a nie opuszczać dom!

Niemal od razu zaczęła prezentować kolekcje Valentino, Armaniego. Wkrótce zmieniła agencję, bo poprzednia wymagała od niej rzucenia szkoły. Wyjechała do Paryża, by chodzić dla najlepszych: Chanel, Yves’a Saint-Laurenta, Diora, Gucciego.

Kiedy Bogna Sworowska została modelką w Chicago, europejskich modelek było tam niewiele. – Widziałam w sobie same braki – opowiada. – Byłam nieśmiała, nie znałam języków. Wychowana w komunizmie dopiero poznawałam świat. Trafiłam na czasy popularności Claudii Schiffer. Czasami chodziłyśmy razem w pokazach. Zimą w Miami pracowałam po kilkanaście godzin dziennie w studiu i plenerze. Latem mieszkałam w Nowym Jorku, brałam udział w sesjach do magazynów, które przynosiły prestiż, ale małe zarobki.

Joanna osiągnęła w Polsce szczyt, więc wyjechała do Mediolanu, a potem do Paryża. Zatrudniła ją filia słynnej amerykańskiej agencji Ford. Po dwóch dniach miała już cztery propozycje, w tym od projektantki Sonii Rykiel. – Sonia mówiła mi, że jestem podobna
do jej ulubionej top modelki: Heleny Christensen – wspomina Joanna. – Brałam udział we wszystkich jej pokazach. W życiu prywatnym też się układało: związałam się z Francuzem, planowałam, że zostanę w Paryżu.

Czasem sukces ma gorzki smak


– Cóż z tego, że żyłam w wielkim świecie, kiedy metropolie oglądałam przez okna samochodu – wspomina Kamila Szczawińska. – Mogłam spacerować po plaży w Brazylii, ale byłam sama i nie cieszyły mnie nawet piękne miejsca. Nie chodziłam na afterparty, gdzie starsi panowie podrywają dziewczyny. Zostawałam w hotelu z książką. Albo dzwoniłam do domu. Przez kilka lat płaciłam po dwa tysiące złotych miesięcznie za telefon! Bywało, że z Nowego Jorku, do którego poleciałam jako 20-latka, przyjeżdżałam do rodziców raz w miesiącu! Nawet w środku nocy musiałam od razu rozpakować i wynieść walizkę. Rano miałam poczucie, jakbym w ogóle nie wyjeżdżała z domu.

– Samotność to rzeczywiście największy problem w tej branży – przyznaje Bogna Sworowska. – Przez dziesięć lat jeździłam do rodziców tylko raz w grudniu, na Boże Narodzenie. Cały rok podróżowałam, ale miałam patent na tęsknotę: udomawiałam pokoje hotelowe. Na szafkach stawiałam zdjęcia bliskich w ramkach, zapalałam świeczki, stawiałam
pantofle blisko łóżka...

– Mnie to nie przeszkadzało, jestem typem samotnika – mówi Joanna Horodyńska. – Modeling i show-biznes to samotność w tłumie. Kiedy gasną światła, zostajesz sama.

Gorzkich chwil było sporo. A plusy? Jeden z największych to honoraria.
– Ta praca rozpuszcza dziewczyny. Przynosi w miarę łatwe i szybkie pieniądze – przyznaje Ewa Pacuła. – I to za sam wygląd! – dodaje.

– Pieniądze spływały na konto, widziałam tylko cyferki – wspomina Kamila Szczawińska. – Nie kupowałam drogich ciuchów, poza tym zero alkoholu, papierosów. Zainwestowałam w samochód, wybudowałam dom i stajnię. Na tym mi zależało.

Bogna dodaje, że miała szansę spotkać niezwykłych ludzi. W USA poznała Roberta De Niro, Sylvestra Stallone, Julia Iglesiasa. W Paryżu przez półtora roku mieszkała razem z Carlą Bruni, obecną prezydentową Francji! Wprowadzała Bognę w wielki świat.

Kiedyś musi przyjść przełom


Jeszcze w latach 90., w Paryżu, Bogna myślała o zakończeniu pracy modelki. Zakochała się. Poznała mężczyznę, planowali wspólne życie.

– Podsumowałam swoje dobre i słabe strony i uznałam, że najlepiej czułabym się w public relations lub w marketingu – mówi. – Wtedy, nieoczekiwanie, śmierć zabrała mojego ukochanego. Straciłam balans. Pięć lat dochodziłam do siebie... Kiedy w końcu zaczęłam pracę w marketingu paryskiej firmy, usłyszałam, że nowa stacja TVN szuka rzecznika prasowego. Chciałam udowodnić, że modelka nie musi być głupia – opowiada Bogna. – Wygrałam, ale część pracowników mnie nie akceptowała. W mojej ojczyźnie, a nie w Paryżu, napotkałam barierę. Było mi bardzo przykro. Półtora roku później otworzyłam firmę, którą prowadzę do dziś z moją wspólniczką Moniką Błasikiewicz.

Joanna też zostawiła modeling dla telewizji. Wygrała casting na prezenterkę Atomic TV. Kiedy któregoś dnia bookerka z agencji Ford zadzwoniła z propozycją, odmówiła bez wahania. Tym bardziej że akurat rozstała się ze swoim francuskim chłopakiem. – Zawsze ciągnęło mnie do stylizacji – przyznaje. – Wkrótce ubierałam prezenterów stacji MTV Polska. Skończyłam też drugie studia – dziennikarstwo. Pierwszy kierunek studiowałam w trybie indywidualnym, krążąc między Polską a Francją.

Ewa Pacuła postanowiła zawalczyć o pracę w Canal Plus i wygrała. Potrafiła sobie ułożyć zajęcia tak, żeby modeling nie kłócił się z nagraniami w telewizji i z życiem rodzinnym (już w Miami została mamą Nicole). Praca pomagała jej, gdy sypało się życie osobiste. Najpierw rozwód z Przemkiem, potem przeszczep nerki u Nicole. Ewa musiała pracować, by opłacać czynsz i rachunki. Z pokazu mody wracała do szpitala, zmywała makijaż, kładła się na podłodze obok łóżka córki. Rano jechała na nagrania do telewizji. Tydzień po przeszczepie, gdy wiedziała, że z Nicole i Przemkiem jest dobrze, wystąpiła w pokazie Natalii Jaroszewskiej.

– Niektórzy mnie nie rozumieli, ostro krytykowali. Nie wiedzieli, jak dobrze mi zrobiły trzy godziny poza szpitalem, że wróciłam do córki o wiele silniejsza – wyznaje Ewa.

– Wcześniej miałam wiele kryzysów, chciałam odejść – mówi Kamila. – Mąż, który kiedyś też był modelem, rozumiał to. Opowiadałam mu, że tęsknota mnie zabija. Podczas wyjazdu na pokazy do Japonii rysowałam na ścianie kreski jak w więzieniu: zostało mi 20 dni i 3 godziny! Wiosną dwa lata temu pojechałam ostatni raz do Nowego Jorku. Uznałam, że nie mam siły. Zaszłam w ciążę, nie było mi żal modelingu – mówi.

Żyć jak wolne ptaki
Kamila obliczyła, że jednego roku leciała samolotem 120 razy. Miała dość. Była przemęczona, brała leki uspokajające. Dziś przyznaje, że czasami brakuje jej podróży. Od kiedy jednak na świecie pojawił się syn Julek, odmawia zagranicznych wyjazdów. Gdyby chciała, mogłaby zrobić wielką karierę. W Nowym Jorku otwierała najważniejsze pokazy: Very Wang, Ralpha Laurena, Calvina Kleina. Rzuciła modeling trzy lata temu, kiedy poznała męża. – Uwielbiam zwykłe życie. Robię mężowi kanapki do pracy, gotuję obiady, spaceruję z Julkiem – wyznaje. Za trzy miesiące urodzi drugiego synka, Frania. Jest na trzecim roku psychologii klinicznej, uczy się portugalskiego. Krąży między Warszawą, gdzie pracuje mąż, a domem na wsi pod Poznaniem. Tam hoduje kury, trzyma konia, psy i koty. To jej odskocznia po siedmiu latach życia w stresie i pośpiechu.

Joanna Horodyńska, tak jak Bogna, Ewa i Kamila, pojawia się gościnnie na wybiegach, choć modeling to dla niej epizod, który minął. – Mam jeszcze wiele do zrobienia, i to nie na wybiegu – mówi z przejęciem. – Nie jestem tylko twarzą, potrafię pisać i wykładać o modzie. Teraz pracuję nad doktoratem.

– Wiele się zmieniło, odkąd sześć lat temu zostałam mamą Ivana – mówi Bogna. – Pracowałam do ósmego miesiąca, przestałam się odchudzać. Pojechałam do Chicago, by urodzić dziecko. Syn mnie odmłodził, dodał energii, nie boję się starości.

Ewa Pacuła przyznaje, że dla niej najważniejsze było i jest macierzyństwo: – Kiedy Nicole była mała, dostałam propozycję od francuskiej agencji. Musiałabym zostawić córkę w Polsce, nie zgodziłam się. Zimą urodziłam Zuzię. I choć trzy tygodnie po porodzie kręciłam w studiu program „Dobre Nocki”, gdyby zaszła potrzeba, zrezygnowałabym bez wahania. Jestem wolnym ptakiem. Sama steruję życiem – śmieje się. – Przetrwałam trzy pokolenia modelek. Na wybiegu pojawiam się jako ciekawostka. Starzejąca się modelka potrzebuje zajęcia, które wypełni lukę. Ja uwielbiam pracę w telewizji. A modeling? To słodki dodatek.

Dzięki pokazom mody oraz kontaktom z projektantami i stylistami wypracowały swój styl, co nie znaczy, że starają się być ikonami mody. – Modelki mają przesyt ciągłego przebierania się – wyjaśnia Bogna. – Ja elegancka? Szczytem jest to, co mam dziś: dżinsy, T-shirt, marynarka. Włosy związałam gumką recepturką, bo była pod ręką. Nie muszę się przebierać. Dorastałam do tego latami.

Kamila na spotkanie włożyła mini i szpilki. – Od niedawna sobie na to pozwalam, kiedyś chodziłam zgarbiona, niepewna siebie. Przez ostatnie lata nauczyłam się gotować, poznałam języki, podróżowałam, odłożyłam sporo pieniędzy. Grzechem jest mówić, że to ciężka praca!


Tekst: Magdalena Kuszewska





Dodał(a): Redakcja , Poniedziałek 07.02.2011 (aktualizacja: 2011-07-12)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
MariolciaK
Wreszcie powiedziały jak to jest na prawdę;)
Dodano: 2011-07-21 18:04:56 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×