Mały książę mody

Miksuje kobiecą klasykę z elementami science fiction i motocyklowym szykiem. NICOLAS GHESQUIÈRE dokładnie wie, co chce nosić współczesna kobieta.

Mały książę mody

Każdego roku wyznacza jeden z najważniejszych trendów sezonu. Tej wiosny do obcisłych motocyklowych spodni dołączyły ramoneski z grubej skóry, męskie koszule z metalicznymi kołnierzykami, a przede wszystkim buty. Płaskie i ciężkie, skrzyżowanie martensów z pantoflami Mary Jane w wersji "total chic": z lakierowanej skóry, z klamrami i tłoczeniami. Krytycy nie mieli wątpliwości: tylko Ghesquière mógł wymyślić coś takiego! Jak nikt inny potrafi łączyć najbardziej odległe przeciwieństwa. Jego znaki rozpoznawcze to dopasowane kroje, opływowe kształty i futurystyczne materiały przypominające plastik, folię lub skrawki metalu. Wszystko proste, efektowne i genialne. Jak płaszcz z kołnierzykiem w stylu lat 60., który uszył z grubej, lśniącej skóry, z wytłoczonym wzorem w dużą pepitkę!

Ma niespełna 40 lat i pochodzi z małego miasteczka we Francji. Jego ojciec był zamożnym właścicielem pola golfowego, matka marzyła o karierze w świecie mody.  Jako chłopiec trenował jeździectwo i szermierkę, co do dziś widać w fasonach jego kreacji. Już w wieku dwunastu lat wiedział, że będzie projektantem. Wykradał mamie magazyny z modą i szkicował wypatrzone w nich sukienki. Najciekawsze modele odszywał ze starych zasłon, a z żyrandoli wyrabiał biżuterię. – Mieszkałem w małym miasteczku, więc miałem do wyboru bycie popularnym, albo zepchniętym na margines. Wolałem to pierwsze – wspomina. Przyjaźnił się z dziewczętami, a popularność zdobywał, udzielając im lekcji stylu i organizując garderobę. Kiedy miał 18 lat, rozpoczął praktykę u Jeana Paula Gaultiera. – Zaczynałem od parzenia kawy i obserwowania mistrza przy pracy – opowiada.

Nie skończył żadnej ze szkół dla designerów. Pracował dla różnych firm, projektując nawet stroje żałobne na rynek japoński. W połowie lat 90. trafił do domu mody Balenciaga. Marka o hiszpańskich korzeniach słynęła niegdyś z kreacji haute couture, projektowanych przez jej założyciela Cristobala Balenciagę. Gdy skończył się na nie popyt, przestała liczyć się w świecie mody. Szefowie firmy szukali kogoś, kto zrewolucjonizuje markę, a jednocześnie doceni jej tradycję. Wybór padł na Nicolasa, który w wieku 25 lat został dyrektorem artystycznym. Chciał robić prêt-à-porter, ale fascynowały go projekty słynnego Cristobala. Godzinami buszował w archiwach w poszukiwaniu szkiców, które można uwspółcześnić. W ten sposób wypracował niepowtarzalny styl, który łączy kobiecą klasykę z elementami science fiction i zamiłowaniem do lat 80. Widać je w mocnym akcentowaniu ramion, kimonowych rękawach, wąskich spodniach i szerokich marynarkach.

To on przed laty zapoczątkował modę na rurki. – Dziewczyna Balenciagi jest szczupła i trochę rockandrollowa. Porusza się z gracją, podkreśla sylwetkę, ale musi być nieco męska – wymienia Gesquière. Jednym słowem: ma wyglądać jak Charlotte Gainsbourg, która od 10 lat jest muzą i przyjaciółką mistrza. Nie ukrywa, że myśli właśnie o niej, kiedy projektuje! Razem stworzyli perfumy "Paris", których aktorka jest twarzą. Czegokolwiek by jednak nie wymyślał, zawsze przyświeca mu jeden cel. – Efekt ma być zaskoczeniem. Patrząc na ubranie, muszę czuć, że stworzyłem coś zupełnie nowego. Tylko wtedy mogę zainteresować innych moimi projektami – zdradza. A jak bardzo mu się to udaje, najlepiej określiła Kate Moss. – Mam w szafie mnóstwo ubrań od Balenciagi, ale ciągle mi mało...


Tekst: Anna Frątczak
Foto: BE&W
Źródło: Hot Moda&Shopping



Dodał(a): Redakcja , Niedziela 22.05.2011 (aktualizacja: 2011-05-23)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
MariolciaK
Dziękujemy za rurki:)
Dodano: 2011-07-21 17:44:42 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×