Czas suszenia sieci

Żyjesz z zegarkiem w ręku. Z terminarzem wypełnionym po brzegi. Z perfekcyjnym planem na najbliższe pół roku. W tym pędzie nic nie jest w stanie cię zatrzymać. Ani choroba dziecka, ani kryzys w związku, ani małe dramaty bliskich ci ludzi. I tylko czasami przystajesz na moment, gdy na twojej drodze pojawi się bolesne rozczarowanie.

Czas suszenia sieci

Kiedy zwykle czujesz się rozczarowana? Gdy postawisz na niewłaściwego konia. Gdy wychodzi na jaw, że coś lub ktoś, kto był naprawdę ważny, okazał się jedynie mydlaną bańką, ułudą, wytworem twojego życzeniowego myślenia. Na przykład praca. Spędzasz w niej sporą część życia, inwestujesz czas, energię, starasz się, zostajesz po godzinach, pracujesz w weekendy, doskonalisz swoje umiejętności, żeby być jeszcze lepsza. Wydaje ci się, że jesteś częścią firmy, w którą włożyłaś tak wiele, a nagle, pewnego dnia okazuje się, że nie jesteś potrzebna, że: "Pani już dziękujemy", że jest wiele osób, które z powodzeniem cię zastąpią.

Albo przyjaciółka... Ile razy wybierałaś ją, zamiast siebie? Pomagałaś, zabiegałaś, wysłuchiwałaś, pocieszałaś, a ona pewnego dnia odwróciła się na twój widok i nawet nie wyjaśniła, o co chodzi. Rozprawmy się teraz z miłością. Przecież miłość jest najważniejsza. Też tak myślałaś. Mężczyźnie swojego życia chciałaś rzucić świat do stóp. A on? Szkoda gadać...Mądre chińskie przysłowie mówi: "Jest czas łowienia ryb i czas suszenia sieci". Jeśli bez przerwy zarzucasz sieci, które nie zostały dobrze wysuszone, nigdy nie uda ci się złowić złotej rybki. A nawet jeśli kiedyś przypadkiem wpadnie, nie zauważysz jej, skoncentrowana na wyławianiu byle jakich płotek.

Od prezesa do gońca

Kariera przez duże "K" zwykle przypomina wspinanie się po drabinie. Pierwszy szczebel to goniec, ostatni – prezes. Jednak czasami warto zatrzymać się na przedostatnim szczeblu, obejrzeć się za siebie i z pełną świadomością ruszyć w dół albo przynajmniej przystanąć gdzieś w połowie drogi. Tak właśnie zrobiła Magda. Jest po czterdziestce, czyli w wieku, w którym kobieta sukcesu powinna zacząć odcinanie kuponów. "Chyba zgubiłam nożyczki, te do odcinania" – mówi. "Tuż przed kolejnym awansem na kierownika działu w liczącej się na rynku firmie, spakowałam plecak i wyjechałam do Londynu. W Polsce zostawiłam męża, nastoletniego syna, rodziców, dwie przyjaciółki i kota. Tego ostatniego brakowało mi najbardziej. Kupiłam bilet w jedną stronę i dwa dni po przyjeździe rozpoczęłam pracę w... angielskim domu spokojnej starości. Do dziś nie wiem, dlaczego to zrobiłam. To był impuls."

Kiedy byłam jeszcze w Polsce, pewnego dnia przeczytałam w gazecie ofertę pracy w Londynie, byłam pewna, że tego mi właśnie potrzeba. Przez pierwsze pół roku pracowałam po trzynaście godzin na dobę. Do mieszkania wynajmowanego razem z pięciorgiem emigrantów wracałam tak zmęczona, że marzyłam jedynie o tym, by się porządnie wyspać. W siódmym miesiącu pobytu powoli zaczęło do mnie docierać, co ja takiego zrobiłam. Był jeden taki dzień, kiedy miałam ochotę spakować się i najbliższym samolotem wracać do domu, ale następnego zrozumiałam, że pierwszy raz od dawna jestem naprawdę, może nie tyle szczęśliwa, co spokojna. Pracowałam fizycznie przy zniedołężniałych ludziach.

Dodał(a): Olga Wap , Wtorek 11.10.2011 (aktualizacja: 2011-10-19)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (2)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
passionfruit
Ja planowałam, skrupulatnie, do czasu
Dodano: 2011-10-12 00:22:40 Zgłoś nadużycie
paula2509
ja tam nigdy niczego nie planuje;)
Dodano: 2011-10-11 18:15:25 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×