Domowy scenariusz

Rodzinne święta - zgodnie z tradycją. Dłuższe wizyty - byle nie za często. Jeszcze do niedawna tak wyglądały relacje z babcią. Kiedy pewnego dnia okazało się, że starsza pani jest ostatnią deską ratunku i bez niej sobie nie poradzicie, na wszystkich padł blady strach. Czy to się uda?

Domowy scenariusz

Kochasz swoją mamę, ale kiedy kilka lat temu wyprowadzałaś się z domu rodzinnego na swoje, wiedziałaś, że - po pierwsze - nigdy nie będziesz taka jak twoja mama, po drugie - ty i mama pod jednym dachem to mieszanka wybuchowa. To samo dotyczy teściowej. Przez lata nie mogłaś jej wybaczyć tych zaczepnych pytań: "Mareczek (jej synek, a twój mąż) coś taki bledziutki. Czy ty, kochana, dbasz o niego?". Twoja mama także nie darowała swoich trzech groszy. Toczyłyście boje o to, że za dużo (lub za mało) pracujesz, nie nosisz ciepłej bielizny, jadasz na mieście zamiast gotować obiady itp. Ale najgorsze nastąpiło, kiedy na świat przyszedł wasz pierworodny, oczko w głowie dziadków. Nawet jeśli młode babcie na początku wcale nie skakały z radości ("No wiesz, jestem za młoda na babcię"), to kiedy maluch się urodził, obydwie okazały się ekspertkami od wychowywania. Zaczęły się niezapowiedziane wizyty, telefony w najmniej odpowiednich chwilach, przesyłki z niezbyt trafionymi prezentami i komentarze: "A nie mówiłam?", kiedy tylko wnusio złapał katar.

No cóż, wiadomo - różnica pokoleń. Twój mąż niespecjalnie się tym przejmuje. Zapewnia cię, że w końcu im przejdzie. Ty, z wdziękiem baletnicy, lawirujesz pomiędzy próbą obrony swojego zdania w kwestii własnego dziecka, a nie obrażaniem babci jednej czy drugiej. Na odległość jakoś się to udaje, ale pewnego dnia okazało się, że babcina pomoc jest nieodzowna. Wiem coś na ten temat. Dylemat - babcia czy opiekunka, babcia czy przedszkole - przerabiałam trzykrotnie. Bywało różnie. Czasami w miarę bezkonfliktowo, innym razem na ostrzu noża. Podobnie twierdziły moje bohaterki. Ale zanim poznacie ich historie, mała dygresja. Babcia pojawiająca się na arenie, to dla pary, która już dawno wyzwoliła się spod (nad)opiekuńczych skrzydeł rodziców, nie lada wyzwanie. Ale drugiej stronie też wcale nie jest łatwo...

Z babcią w tle

MAGDA I LESZEK:
Babcia kontra babcia

Magda i Leszek są małżeństwem od 10 lat. Po studiach wynajęli mieszkanie. Potem praca, samochód na kredyt i własne M3. Na dzieci ciągle było za wcześnie. Dziadkowie dopytywali się, kiedy rodzina się powiększy, ale młodzi dojrzewali do tej roli powoli. Jaś pojawił się na świecie w ósmą rocznicę ślubu. Jeszcze w ciąży Magda ustaliła, że wraca do pracy po pół roku, ale okazało się, że w firmie niezbędna jest już dwa miesiące po porodzie. Miała do wyboru - przerwać urlop albo stracić dobrze płatną pracę.

Magda: Moja mama od lat deklarowała pomoc przy dziecku, więc poprosiliśmy ją, by zajęła się Jaśkiem. Zgodziła się na dwa dni w tygodniu. Przez resztę dni naszym synem opiekowała się babcia Jadzia. Czułam, że to nie będzie łatwe. Moja mama nie roztkliwiała się nad wnuczkiem. Pomimo moich protestów, zamiast na spacer, zabierała Jaśka, np. do kawiarni na spotkanie z przyjaciółką. Za to babcia Jadzia poświęcała się maluchowi, ingerując przy tym w nasze życie. Np. gotowała zupy na mięsie, choć jesteśmy wegetarianami. Moja mama znikała, gdy któreś z nas pojawiało się w drzwiach, a babcia Jadzia najchętniej zamieszkałaby z nami. Obydwie panie skakały sobie do oczu, bo każda z nich miała swoją koncepcję zarządzania naszą rodziną. Z moją mamą sobie radziłam, choć było mi przykro, że opiekę nad wnukiem traktuje jak obowiązek. Teściowej trudniej mi było zwracać uwagę. Prosiłam o interwencję Leszka, ale on twierdził, że przesadzam. Między nami zaczęły się nieporozumienia. Ja jak lwica walczę o swoją intymność. Mój mąż to synek mamusi, który nie umie przeciwstawić się rodzicom.

Babcia Jadzia: Mój syn wybrał sobie kobietę robiącą karierę, która na żonę i matkę niespecjalnie się nadaje. To jego sprawa, ale Jasia skrzywdzić nie pozwolę. Nie chcę też, by traktowano mnie jak płatną opiekunkę, która spełnia polecenia pracodawczyni. Jestem przyzwyczajona do tego, by stale coś robić, więc kiedy mały śpi, sprzątam, piorę, gotuję. Zamiast słowa "dziękuję", widzę obrażoną minę synowej.

Babcia Teresa:
Magda nie wyobraża sobie życia bez pracy i siedziałaby w firmie do nocy, ale też roztkliwia się nad Jaśkiem, jakby był ze szkła. Kto to słyszał, żeby córka uczyła matkę zajmowania się niemowlakiem? Wychowałam trójkę dzieci. Od roztkliwiania się nad Jaśkiem jest druga babcia. Jednak z tego, co wiem, to i z niej Magda nie jest zadowolona. Chyba nikt jej nie dogodzi.

Iwona i Tomek:
Na ratunek babci

Iwona i Tomek są rodzicami pierwszoklasistki. Kiedy Kasia chodziła do przedszkola, miała zapewnioną opiekę do osiemnastej. Teraz niechętnie siedzi w świetlicy do tak późnych godzin, a żadne z rodziców nie może odbierać jej wcześniej. Kiedy kilka miesięcy temu zmarł ojciec Tomka, młodzi wpadli na pomysł, żeby sprzedać mieszkania swoje i dziadków, a za te pieniądze kupić coś większego.

Iwona: Teściowa bardzo przeżyła śmierć męża. Pomyśleliśmy, że wspólne mieszkanie będzie najlepszym rozwiązaniem. Babcia dostała pokój, nowy telewizor... Niestety, nie układa się między nami najlepiej. Najgorsze jest to, że strasznie rozpieszcza Kasię. Ilekroć któreś z nas zwróci małej uwagę, ta natychmiast ucieka na skargę do babci. Tyle razy prosiłam teściową, żeby się nie wtrącała, ale ona twierdzi, że babcia ma prawo rozpieszczać wnuki.

Babcia Krysia:
Kiedy młodzi zaproponowali mi wspólne mieszkanie, nie byłam w stanie odmówić. Wiedziałam, że prędze czy później będę potrzebowała ich opieki. Ale starych drzew się nie przesadza. Tęsknię za moją kuchnią, łóżkiem, w którym przez czterdzieści lat spałam razem z mężem, sąsiadkami itd. Czuję się tu obco. Staram się, jak mogę nie ingerować w ich życie. Doceniam to, co dla mnie robią, ale potrzebuję chwil samotności. Stary człowiek ma swoje przyzwyczajenia. Najbardziej boli mnie sposób w jaki wychowują Kasię. Sama wychowałam dwóch chłopaków i nie musiałam stosować kar. Uważam, że do dziecka trzeba z dobrocią, a oni ciągle krzyczą. Kiedy mała ucieka do mnie, również mnie się dostaje. A to przecież moje oczko w głowie. Ona jedna zapytała mnie: "Babciu dlaczego jesteś taka smutna. Tęsknisz za swoim domkiem?".

RODZINKA, ACH RODZINKA

Rodzina to system, zupełnie jak trybiki w jednej maszynie, a każda zmiana powoduje chwilową destabilizację. Tak się dzieje, kiedy dorosłe dzieci same zostają rodzicami. Pojawia się wówczas naturalny kryzys. Wszyscy członkowie muszą wcielić się w nowe role. To proces, który zachodzi stopniowo. Jeśli obydwie strony żyją osobno, docieranie się przebiega mniej burzliwie. Bywa, że rozciąga się w czasie na wiele lat i nasila się, kiedy np. babcia zostaje poproszona o opiekowanie się wnuczkiem lub wszyscy zaczynają dzielić wspólne terytorium. Okazało się też, że dziadkowie mają większe problemy z zaakceptowaniem wnuka ze strony syna niż ze strony córki. To skutek podświadomego, archaicznego lęku o to, czy to na pewno jest dziecko ich syna. Te wszystkie podświadome dylematy ujawniają się na zewnątrz w formie:

A tymczasem w tej wojnie nie ma wygranych. Obydwie strony mają swoje racje. Utrzymywanie iluzji w postaci – każde z nas ma swoje życie – powoduje, że nigdy nie przestajemy pełnić roli dzieci naszych rodziców, kosztem pełnienia roli dojrzałych rodziców naszych własnych pociech. Dlatego włączenie babci do opieki nad wnukiem, choćby od czasu do czasu, jest dobrym wyjściem, pod warunkiem że mamy pełną świadomość tego, co to oznacza.
To ty pierwsza musisz zacząć wychodzić z roli dziecka swojej mamy. Zamiast np. obrażać się jak nastolatka, że ignoruje twoje prośby, porozmawiaj z nią jak dorosła z dorosłą. Nie używaj argumentów typu: "Nigdy nie liczyłaś się z moim zdaniem". Zamiast tego, doceń rolę jej doświadczenia życiowego w sprawach, w których wiesz, że ma rację.

W chwili, gdy zostawiasz dziecko pod opieką babci, ona ma prawo do dbania również o swoją wygodę. Na początku poinformuj babcię o przyzwyczajeniach wnuczka, ale nie licz, że będzie z kartką w ręku wypełniać twoje polecenia. Zaufaj, że babcia kocha swojego wnuka i chce dla niego jak najlepiej. Nie walcz o drobiazgi.

W sprawach poważniejszych trzymajcie z mężem wspólny front. Delegowanie jego do ustawiania teściowej, a ciebie do reformowania własnej mamy nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Kiedy konieczna jest poważna rozmowa, posłuchajcie również zdania babci. Może razem uda wam się osiągnąć kompromis.

Proces przekazywania decyzyjności w ręce średniego pokolenia, bywa dla dziadków bolesny. Po obydwu stronach pojawią się przykre emocje. Starajcie się być w tym razem, a nie przeciwko sobie.

Dzielenie wspólnego terytorium zawsze jest trudne. Babcia ma prawo mieć problemy z zaakceptowaniem nowego miejsca i nowych relacji. Zadbaj o to, by miała swoją przestrzeń.

Od chwili, kiedy babcia zaczęła zajmować się waszym dzieckiem, jest tak samo odpowiedzialna za jego wychowanie, jak wy. Dlatego najlepiej będzie, jeśli uda wam się wypracować wspólny front. Uwierz, że mnóstwo mam dałoby wiele, by zostawiać dziecko z babcią, nie opiekunką.

Tekst: Ewa Klepacka-Gryz, psycholog




Dodał(a): Redakcja , Wtorek 10.05.2011 (aktualizacja: 2011-07-12)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Mariola
To się nie może udać. Marzę o jak najszybszej wyprowadzce z domu i nie wyobrażam sobie angażować rodziców w moje dorosłe życie. W żadnym wypadku.
Dodano: 2011-05-15 21:10:06 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×