Jak czapla i żuraw...

Wśród nas jest coraz więcej par, które się rozchodzą i do siebie wracają. Za każdym razem wierzą, że tym razem im się uda, bo rozstanie to jedynie regenerująca przerwa. Czy rzeczywiście i czy taki związek ma szansę przetrwać?

Jak czapla i żuraw...

Scenariusz rozstań i powrotów jest zwykle taki sam. Najpierw jesteście przekonani o wielkiej miłości, która zdarza się tylko raz. I że nigdy z nikim nie było tak dobrze. Potem pojawiają się pierwsze rozczarowania, drobne nieporozumienia, kłótnie o drobiazgi. W końcu jedno z was pakuje walizki i odchodzi. Każde zaczyna zaniżać wartość partnera i łączącego was uczucia. Dostrzegacie w sobie same złe cechy: "To dziwkarz, bankrut, nieudacznik", "Bez niej będę bardziej szczęśliwy", "Ułożę sobie życie z kim innym". On demonstracyjnie prowadza się po mieście z nową kobietą. Przyjaciele donoszą mu, że podobno ty powiedziałaś, że za żadne skarby nie pozwoliłabyś mu wrócić i dobrze ci bez niego. Ale mijają tygodnie, a czasami miesiące, i każde z was  przypomina sobie wspólne miłe chwile. Okazuje się, że "ten dziwkarz" był cudownym kochankiem, a "ta awanturnica" ciągle porusza jego serce. I marzycie, cierpicie, tęsknicie. Postanawiacie dać sobie jeszcze jedną szansę. Czujecie, że tym razem na pewno wam się uda, tylko musicie się bardziej postarać. Coś zmienić, dodać jakiś nowy element. Może dziecko? Albo nowe mieszkanie? W sypialni jest cudownie, jeszcze lepiej niż przed rozstaniem. A poza nią? No cóż, próbowaliście, ale... Tym razem nie ma wielkich awantur. Pewnego dnia jedno z was nie wytrzymuje. Pakuje walizki i odchodzi...


Cenna lekcja


Zdaniem psychologów, krótkie rozstanie może rzeczywiście wzmocnić związek. Z dystansu łatwiej docenić zalety partnera, zrozumieć, co tak naprawdę was łączyło, wyłapać błędy i starać się ich więcej nie popełniać. Zwolennicy wchodzenia drugi raz do tej samej rzeki przekonują, że "woda jest już inna, nurt zmienił koryto, złagodził zakola", a więc nie jest to już ta sama rzeka. Wystarczy, aby w kolejnej rundzie nie popełniać błędów z poprzedniej, zamiast tego wyciągać cenne lekcje. Oczywiście pod warunkiem, że scenariusz „rozstania i powrotu” nie zagościł na stałe w waszym związku. Bo jeśli rozstajecie się po raz kolejny, to znaczy, że nie jesteście pilnymi uczniami, a tłumaczenie: "Bo my inaczej nie potrafimy" to tylko zasłona dymna. Po prostu uciekacie przed problemami. Można tak do końca życia, tylko po co? Ewa Czarnecka, psychoterapeutka, uważa, że rozstanie zawsze jest objawem jakiegoś ważnego problemu w związku. Powinniście więc dokładnie go rozpoznać i umówić się, że kiedy następnym razem jedno z was, uciekinier, poczuje, że zbliża się krytyczny moment i chce wziąć nogi za pas i wiać jak najdalej, zatrzymacie się i spokojnie o tym porozmawiacie.

Dodał(a): Karolina Czaja , Piątek 15.07.2011 (aktualizacja: 2011-07-14)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (5)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
szyszka094
zależy o co te kłótnie są
Dodano: 2011-07-17 22:02:03 Zgłoś nadużycie
zarapowana
niektórzy potrzebują trochę napięć. Sama nie chciałabym być w związku nudnym jak flaki z olejem. Czasem trzeba się pokłócić. Uważam, że to zdrowe.
Dodano: 2011-07-17 21:29:13 Zgłoś nadużycie
pilusx3
nie wiem, to chyba indywidualna sprawa...
Dodano: 2011-07-15 23:23:54 Zgłoś nadużycie
passionfruit
Sa i takie związki, ale ... szczerze, ja sobie nie wyobrażam rozstac się i wrócic do kogoś więcej niż raz.
Dodano: 2011-07-15 15:50:24 Zgłoś nadużycie
szyszka094
niektóre związki o tym dawno wiedzą
Dodano: 2011-07-15 11:08:25 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×