Jak skutecznie wołać o pomoc

Po zmroku skrzętnie omijasz ciemne zaułki. Przecież ktoś mógłby cię napaść i nikt nie usłyszałby twojego wołania o pomoc. Będziesz zdziwiona, ale szansa, że ktoś zareaguje na twoje: "Ratunku!" w biały dzień na zatłoczonej ulicy, też jest minimalna. Co więc robić?

Jak skutecznie wołać o pomoc

Dookoła ludzie, jasno – co może mi się tu stać? Pewnie myślisz tak, wchodząc do rzęsiście oświetlonego, zatłoczonego centrum handlowego. W środku miasta, na ulicy, w sklepie czy urzędzie czujemy się bezpiecznie. Dopóki... nie zdarzy się coś, co brutalnie uświadomi nam, że wśród ludzi często jesteśmy bardziej samotni niż na pustyni czy w leśnej głuszy.

Właśnie coś takiego przytrafiło się Amerykance Eleonorze Bradley, której historię opisał w książce "Człowiek. Istota społeczna" psycholog Elliot Aronson. W samo południe robiła zakupy w Nowym Jorku. Nagle upadła i złamała nogę. Doznała szoku. Nie była w stanie poprosić, by ktoś wezwał pogotowie. Leżała na chodniku 40 minut. Minęły ją setki osób. Niektórzy nawet się zatrzymywali i patrzyli na dobrze ubraną kobietę leżącą na chodniku. A potem... szli dalej. Psychologowie mówią, że im więcej osób znajduje się w miejscu, w którym spotyka cię coś złego, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś przyjdzie ci z pomocą.

Obcy i obojętni


To zjawisko nazywa się rozproszeniem odpowiedzialności. Jeśli jesteśmy sami i stajemy się świadkami jakiegoś wypadku, wiemy, że tylko my możemy pomóc, że tylko my jesteśmy za to odpowiedzialni. To sprawia, że szybko ruszamy do akcji. Ale gdy ktoś jest obok... Po pierwsze, patrzymy na tę drugą osobę. Co ona na to? Ona jednak nic nie robi, bo... patrzy na nas. Im więcej osób, tym trudniej po prostu podejść i zapytać: "Przepraszam, czy coś się stało?". Bo pan w wojskowej kurtce jest wysoki i potężnie zbudowany – czemu on nie rzuci się na pomoc? Im dłużej zwlekamy, tym mocniej narasta w nas przekonanie, że być może reszta osób, które nic nie robią, wie coś, o czym nie wiemy my. Na przykład że leżący człowiek jest pijany w sztok. Nie interweniujemy więc, bo boimy się zbłaźnić, wyjść na durniów. Czy tak właśnie sądzili przechodnie na nowojorskiej ulicy, na którą w biały dzień z jednego z biurowców wybiegła zakrwawiona, półnaga sekretarka, krzycząc: "Pomóżcie mi! On mnie zgwałcił!"? To zdarzenie opisał 6 maja 1964 roku dziennik "The New York Times". Na oczach kilkudziesięciu gapiów napastnik schwytał ofiarę i zaczął ciągnąć ją z powrotem po schodach. Nikt nie zareagował. Dziewczynę uratował przejeżdżający obok patrol.

Kto szybciej pomoże

Psychologowie dowodzą jednak, że są sytuacje, gdy możemy szybciej spodziewać się pomocy. Wyjaśniają również, dlaczego tak się dzieje. Gdy, na przykład upadniesz w autobusie czy tramwaju, raczej ktoś natychmiast ci pomoże. To zamknięta przestrzeń, nie można po prostu minąć ofiary i pójść sobie dalej. Gdy napadnie cię pies na biwaku, na dźwięk wrzasku i szamotaniny błyskawicznie ruszy odsiecz z sąsiednich namiotów. Elliot Aronson nazywa to "zjawiskiem moich towarzyszy z kempingu". Zawsze chętniej pomagamy komuś, kto jest podobny do nas. Gdy dostaniesz ataku astmy na ulicy Wiejskiej w Warszawie, a akurat będzie tamtędy przeciągała demonstracja kolejarzy, także ktoś ci pomoże. Członkowie grup formalnych są bardziej skłonni nieść ratunek. No i – jak dowodzi Aronson  - szybciej zainteresuje się twoim losem mężczyzna niż kobieta. Co robić, by niezależnie od tego, kto jest obok i w jakim miejscu wszystko się dzieje, być pewną, że ktoś pomoże?

Dodał(a): Karolina Czaja , Środa 06.07.2011 (aktualizacja: 2011-07-05)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (4)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
MariolciaK
Niektórym jest zwyczajnie głupio jak ktoś im pomaga i mówią "nic się nie stało", choć widać że potrzebują pomocy...
Dodano: 2011-07-14 23:03:04 Zgłoś nadużycie
szyszka094
bardzo dobry tekst, i również uważam że w Polsce jest znieczulica, tak jak określiła to koleżanka poniżej
Dodano: 2011-07-10 20:16:24 Zgłoś nadużycie
passionfruit
Dobre rady. A znieczulica panuje nie tylko w Polsce.
Dodano: 2011-07-09 22:23:02 Zgłoś nadużycie
nick6
Ludzie są strasznie obojętni!!! Pamiętam jak w zeszłe wakacje szłam z chłopakiem i leżał na chodniku facet który leżał i próbował wstać (wyglądał na pijanego) ,ale co mnie zaciekawiło to fakt ,że ma rozbitą głowę...! Ludzie mijali go jakby był jakimś śmieciem:ja i mój chłopak podeszliśmy i mu pomogliśmy wstać - okazało się ,że nie jest pijany tylko chory na padaczkę i przewracając się uderzył głową o betonowy kosz!!! W sumie pijanemu też kiedyś pomogliśmy - zasnął na ulicy ,obudziliśmy go i spytaliśmy gdzie mieszka.Odprowadziliśmy go pod sam blok i zadzwoniliśmy do domofonu pod podany przez niego nr po jego żonę:) Nienawidzę patrzeć jak ktoś leży na ulicy ,albo jak jest ranny lub nawet jak coś się dzieje...Nie potrafię przejść obojętnie...
Dodano: 2011-07-06 11:09:30 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×