Może uda się uratować tę miłość?

Masz tego dosyć. Masz powyżej dziurek w nosie tego związku, tego mężczyzny, tego życia. Widzisz w zasadzie tylko jedno wyjście – rozstać się. Ale to nie musi być wcale jedyne rozwiązanie. I być może, nie jest ono najlepsze. Kryzys w miłości może paradoksalnie stać się punktem zwrotnym, początkiem czegoś lepszego. Czy trzeba zabić tę miłość? Może warto spróbować ją reanimować.

Może uda się uratować tę miłość?


Rozglądasz się po znajomych. Ci się rozeszli, tamci się rozwiedli, kolejni żyją w pustym związku podtrzymywanym dla dobra dzieci. "Epidemia się szerzy. Postępująca choroba kończy się prawie zawsze śmiercią – rozwodem. Związki rozsypują się gwałtownie i szybko, jak domki z kart" – pisze w książce "Kochaj siebie, a nieważne, z kim się zwiążesz" niemiecka terapeutka Eva-Maria Zurhorst. Książka jest niezwykła. To zapis przemyśleń kobiety, której małżeństwo stanęło na krawędzi przepaści. Tak, chcieli się rozejść. Ale są razem.

Zurhorst stawia przewrotną tezę: to, co wydaje nam się stacją końcową związku, wcale nie musi nią być. Być może, zamiast wysiadać z tego pociągu, powinniśmy poczekać, aż skład ruszy w drugą stronę. Być może nie jest tak, że miłość się wypala. Może mamy pod dostatkiem drewna, by rozniecić jej płomień na nowo. Tylko nie wiemy, jak to zrobić.

Fazy miłości

Miłość nie jest niezmienna mimo upływu lat. Jak każde uczucie podlega przemianom. Psychologowie przemiany te nazywają fazami miłości. Opisuje je bardzo dokładnie w "Psychologii miłości" prof. Bogdan Wojciszke. Najpierw więc mamy zakochanie, w żołądku latają nam motyle, a wybranek zdaje się być ósmym cudem świata. Potem jest związek romantyczny: kolacje w restauracjach, kwiaty i wspaniały seks. Kolejny etap to związek przyjacielski: działacie jak dwa dobrze naoliwione trybiki, znacie się i lubicie, ale już bez kwiatów, fajerwerków i motyli. I w końcu następuje związek pusty: nic was nie łączy oprócz dzieci, kredytu, przyzwyczajenia i... strachu przed samotnością, rozstaniem, sądowymi przepychankami. Jak długo trwają te fazy? Zakochanie najkrócej – maksymalnie rok. Związek romantyczny – około dwóch lat. Przyjacielski może trwać i kilkanaście lat.

Związek: koniec trasy?

Przy przechodzeniu z jednej fazy do drugiej przeżywacie zawsze kryzys. Mówi się o załamaniu drugiego roku, poślizgu roku trzeciego i niepokoju czwartego. W zasadzie każdy z tych kryzysów może być, i często bywa, odczytany jako stacja końcowa miłości. Słysząc komunikat: "Ostatni przystanek", automatycznie zbieramy rzeczy i wysiadamy.

Rozwody i rozstania stały się chlebem powszednim. Nasi dziadkowie nie mieli tej możliwości, więc musieli nad związkiem pracować (wielu powiedziałoby: "Musieli się w nim męczyć, czy chcieli, czy nie"). Znikła psychologiczna bariera, rozwód stał się łatwo dostępny i wielu wybiera tę drogę. Bo przecież ewentualne przezwyciężenie kryzysu często wymaga od nas jednak więcej determinacji, bólu, wysiłku niż złożenie pozwu w sądzie. Gdzieś w głębi serca czujemy, że musielibyśmy zmienić także siebie. Bardzo się przed tym wzbraniamy.

A do tego właśnie namawia w swojej książce Eva-Maria Zurhorst. Jej zdaniem rozstanie tylko odracza ewentualne rozwiązanie problemu, ale nie zmienia samej jego istoty. Niemiecka psychoterapeutka pracująca z parami na zakręcie nazywa to zjawisko fenomenem Borisa Beckera.

Ten utalentowany tenisista wielokrotnie zmieniał żony. Za każdym razem jego wybranka wyglądała i zachowywała się jak siostra poprzedniczki. Zurhorst twierdzi, że powtarzamy swoje związki i za każdym razem, w każdym kolejnym docieramy do tego samego etapu – do kryzysu, z którym nie potrafimy sobie poradzić, więc się rozchodzimy i wchodzimy w następną relację. I tak w kółko. Trzeba coś zmienić w sobie, żeby ta płyta przestała się zacinać. I dalej stawia śmiałą tezę, że ludzi tych "prześladuje od każdego rozstania do kolejnego związku to samo zjawisko, co innych: tkwi w nich świadome pragnienie związku, któremu przeciwdziała nieświadomy program. Wykrycie i uznanie tego konfliktu jest naszym zadaniem".

Nienawidzę cię, lustro!

Ludzie w partnerze szukają drugiej połówki jabłka, dopełnienia. Często się mówi, że przeciwieństwa się przyciągają. Karol jest poważny, a Marta – wesoła. Michał jest spontaniczny i impulsywny, a Ewa uporządkowana, działa zawsze według planu. Piotr jest zamknięty w sobie, bardzo się kontroluje, a Mira to wulkan energii, ma seksapil, zwierzęcy magnetyzm.

Już Carl Gustav Jung, jeden z twórców psychologii analitycznej, pisał, że w każdym mężczyźnie żyje anima, nieświadomy kobiecy archetyp, a w kobiecie animus, nieuświadomiony aspekt męski.

Wiążemy się, bo szukamy ucieleśnienia tego aspektu w drugim człowieku. Karol związał się z Martą, bo zachwyciło go, że jest taka radosna. Ewę w Michale pociągało, że żyje chwilą. Piotr zakochał się w Mirze, bo była wyzwolona i zafascynował go jej erotyzm. To był ten nieuświadomiony program, który wpłynął na świadome wybieranie życiowego partnera.

Ale z czasem Karola zaczęła męczyć trzpiotowatość Marty. Ewa miała już dosyć tego, że Michał idzie przez życie jak dziecko, niesiony falą wydarzeń. Piotr coraz częściej wstydził się rozbuchanej seksualności Miry, miał wrażenie, że jest prymitywna.

Często to, co uwielbialiśmy w partnerze, staje się po latach fundamentem naszej niechęci, a wręcz nienawiści do niego. Odchodzą powody, dla których weszliśmy w ten związek, niestety, sam związek i ten drugi człowiek zostają. Jak pusta skorupa po czymś, co miało być wspaniałe, niezwykłe, a zawiodło nasze oczekiwania. Dlaczego tak się dzieje? Być może dlatego, że partner nie może dać nam tego, co mamy w sobie, a czego nie chcemy uznać. Partner jest zwierciadłem, w którym odbija się utracona, odepchnięta część naszej osobowości.

W Marcie odbija się niedojrzałość i chłopięcość, którą Karol musiał w sobie wykorzenić. Wychowywał się w tradycyjnej rodzinie. Wymagano od niego, by był poważny, małomówny, męski. Polski macho. W Michale odbija się spontaniczność Ewy. Gdy miała dziesięć lat, porzucił ją ojciec. Matka nie za bardzo potrafiła poradzić sobie z otaczającą rzeczywistością. To Ewa musiała planować wydatki, dopinać domowy budżet, pomagać w zakupach, gotować, sprzątać. W Mirze odbija się erotyzm Piotra: wychowany w religijnym otoczeniu od małego słyszał, że ma się "tam" nie dotykać, że nagość jest zła i brudna.

Oczywiście te odbicia działają vice versa. W Karolu odbija się coś, co utraciła Marta, w Ewie coś z Michała, w Piotrze – z Miry. Dopóki jednak nie odnajdziemy tej utraconej części w sobie, nie będziemy potrafili docenić jej w partnerze. A przecież wykorzystując to niezwykłe zwierciadło, możemy nie tylko udoskonalić siebie samych, odnaleźć to, co nam zabrano, a za czym tęsknimy. Możemy także dostrzec, jak niezwykły podarek złożył nam partner. Dał nam nie tylko siebie, dał także klucz do części naszej duszy.

Dodał(a): Michalina Gruszka , Poniedziałek 30.04.2012 (aktualizacja: 2012-09-11)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (2)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
AleXandra83
Celne, mądre słowa, czyta się lekko. Do przemyśleń...
Dodano: 2012-05-06 16:35:48 Zgłoś nadużycie
no name
Warto poswiecic kilka minut na przeczytanie artykulu....bardzo mi sie podoba.
Zastanawiam sie nawet nad kupnem ksiazki "Kochaj siebie, a nieważne, z kim się zwiążesz" bo wlasnie jestem w takim punkcie jak ten artykul opowiada.....
Dodano: 2012-04-30 18:04:19 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×