Nie odbieraj mi siebie

Dziś mija kolejny dzień, w którym nie zrobiłam nic. Napisałam do Sławka e-mail. Teraz czekam. Przeglądam jego fotografie, choć wiem, że nie powinnam.

Nadmierne przywiązanie do partnera

Gdyby przed trzema laty ktoś powiedział mi, w co się wpakuję, posłałabym go do diabła. Ale tamta Marta i ta dzisiejsza to dwie różne osoby. Wtedy ważyłam dziesięć kilo więcej, ale byłam szczęśliwa. Obecnie jestem strzępkiem nerwów, obgryzam paznokcie i zdecydowanie za dużo piję. Mój świat kręci się wokół jednego: Sławek, Sławek, Sławek... Chciałabym, żeby mi ktoś pomógł. Sama nie umiem, już nie potrafię.Trzy lata temu byłam mężatką, wychowywałam 11-letniego syna, miałam firmę handlową. Tamtego deszczowego dnia czekałam w biurze na dostawcę. Spóźniał się. Weszłam na portal społecznościowy. Zaintrygował mnie jeden z wpisów i zdjęcie. "Fajny facet" – pomyślałam. Zaczęliśmy przerzucać się komentarzami. Następnego dnia przyszło zaproszenie do grona znajomych. Bez namysłu kliknęłam: "Potwierdź". Mężczyzna nazywał się Sławek, pracował w mieście oddalonym od mojego o 100 kilometrów, lubił grać w piłkę. Kawaler, młodszy o sześć lat, ale spod tego samego znaku zodiaku.

Wydawało mi się, że znajomość zakończy się na wymianie poglądów, jak w przypadku innych facebookowych kontaktów, ale się myliłam. Tego samego dnia przyszła wiadomość: "Cześć, co porabiasz?". Tak zaczęła się nasza korespondencja. Początkowo błaha: o pogodzie, filmach, pracy. Potem  wysyłaliśmy sobie fotografie, a na każdej podobał mi się coraz bardziej.  Prędko przeszliśmy do zwierzeń. Sławek miał za sobą nieudany związek i masę przelotnych znajomości. "Wciąż nie znalazłem tej jedynej" – pisał. E-maile od niego stawały się coraz dłuższe, wciągające. Zaczęłam na nie czekać. Pewnego razu milczał przez kilka dni. Przestraszyłam się, że zniknie, więc  szybko zaproponowałam wymianę numerów telefonów. Zadzwonił natychmiast, a mnie ścięło z nóg. Miał piękny, niski głos.

Kochanek doskonały

W kolejnych tygodniach moje dotychczasowe życie powoli schodziło na drugi plan. W biurze z trudem skupiałam się na pracy, w domu myślałam tylko o chwili, kiedy wszyscy pójdą spać, a ja włączę Skype’a. Na rozmowach ze Sławkiem trzy godziny upływały jak kwadrans. Nasze spotkanie stało się nieuniknione. Bałam się tylko, że okażę się
nieatrakcyjna. Rozpoczęłam dietę, poszłam do kosmetyczki, kupiłam szpilki, bo on uwielbiał kobiety na wysokich obcasach. Spędziłam ze Sławkiem urocze popołudnie. Potem nasza znajomość nabrała tempa. Przestały mi wystarczać sporadyczne randki i rozmowy telefoniczne. Sławek był inteligentny, dowcipny, opiekuńczy. Okazał się
też zazdrosny. Dąsał się, kiedy nie miałam dla niego czasu, wypytywał o moje stosunki z mężem. Byłam zachwycona – do tej pory nikt nie był mną zainteresowany w ten sposób. Odnosiłam wrażenie, że jestem jedyną ważną osobą w jego życiu – kolegów miał niewielu, z rodzicami się kłócił. Nigdy co prawda nie wyznał mi uczucia, ale okazywał
je na inne sposoby: zawsze znajdował dla mnie czas, pisał wspaniałe e-maile... Życie z mężem stało się nie do zniesienia, nie umiałam dłużej udawać, że oprócz dziecka coś nas łączy. Moją decyzję o odejściu przyjął spokojnie. Dziś wiem, że spotykał się z inną kobietą, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nasz związek od dawna był fikcją. Od tej chwili wypadki potoczyły się błyskawicznie. Namówiłam Sławka, by przeniósł się do mnie. Właśnie stracił pracę,
w moim mieście miał większe szanse na znalezienie czegoś nowego. Zdecydowaliśmy się rozpocząć wspólne życie.

Przez pierwsze tygodnie byłam w euforii. Sławek okazał się doskonałym kochankiem. Zastanawiałam się, jak mogłam dotąd żyć, nie zaznając emocji, które dopiero on przede mną odkrył. W małżeństwie zdarzało się, że nie spałam z mężem miesiącami, bo przygniatały nas kłopoty i zmęczenie. Ze Sławkiem kochaliśmy się kilka razy dziennie.
"Wyglądasz, jakby ubyło ci dziesięć lat" – mówiły z zazdrością koleżanki. Ale zauważyłam, że nie odwiedzały mnie tak chętnie jak kiedyś. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że mój nowy facet nie jest lubiany. Wszystkich krytykował. Martwiły mnie też jego układy z moim synem. Próbował mu ojcować, ale robił to nieudolnie. Pisał jakieś
regulaminy, musztrował, był zazdrosny, kiedy Maciek chciał porozmawiać ze mną na osobności. "Taki duży dzieciak powinien zająć się sobą i nie zawracać ci głowy" – narzekał. W ogóle miał tendencję do dyrygowania innymi. Decydował, jak powinnam się ubierać, z kim się przyjaźnić. Coraz częściej dochodziło do kłótni. Nawet gdy wybuchały z jego winy, nigdy nie przepraszał, a kiedy się zdenerwował, nie panował nad sobą. Usprawiedliwiałam go stresem związanym z brakiem pracy, ale miałam wrażenie, że tak naprawdę szuka czegoś w stolicy albo za granicą. Nie mogłam nie zauważyć, że prowadzi korespondencję z ludźmi, o których mi nie opowiada. Teraz to ja stałam się podejrzliwa i zazdrosna. Sławek tłumaczył, że kontaktuje się z wieloma osobami, które mogą mu ułatwić znalezienie pracy, a moja nieufność mu ubliża. Przez skórę czułam, że nie mówi prawdy.

 Do utraty zmysłów

Seks był wciąż wspaniały, ale między nami działo się coraz gorzej. Kłótnie stały się codziennością. Wystarczył byle pretekst. Nie wypominałam mu niczego, ale męczyło mnie, że od prawie roku pozostaje na moim utrzymaniu. Jego wkład we wspólne gospodarstwo był minimalny: robił zakupy i drobne naprawy, zajmował się samochodem. Był coraz gwałtowniejszy, aż zaczęłam się go bać. Któregoś wieczoru doszło do ostrego spięcia. Następnego dnia spakował walizki i pojechał do rodziców. A ja... Po tygodniu, gdy opadły emocje, zaczęłam tęsknić. Wyrzucałam sobie, że upokorzyłam go wyzwiskami. Był przecież bezrobotny, sfrustrowany. Dzwoniłam do niego po kilka razy dziennie,
bez skutku. Po trzech tygodniach odebrał. Przeprosiłam i zaproponowałam, by wrócił. Do dziś się tego wstydzę, ale wymyśliłam bajeczkę o podejrzeniu ciężkiej choroby. Na tę wiadomość znowu stał się czuły i troskliwy jak na początku znajomości. Jednak nasze ponowne zejście okazało się katastrofą.

Większość czasu Sławek spędzał na kanapie przed telewizorem. Kłóciliśmy się. W furii potrafił nazwać mnie szmatą. Poprosiłam jedną z jego koleżanek o szczerą rozmowę. Potem płakałam cały dzień. Sławek skarżył się jej, że jestem toksyczna i niezrównoważona. Mówił, że nic już do mnie nie czuje, że gdy tylko znajdzie pracę, to się wyprowadzi. Spytałam go o to. Przyznał, że powinniśmy się rozstać, bo oprócz seksu nic nas nie łączy. W tej chwili nie jest w stanie dać mi niczego poza przyjaźnią. I znowu się wyprowadził. Przez kolejny miesiąc nie odbierał telefonu, a ja odchodziłam od zmysłów. Byłam gotowa na wszystko, byle tylko wrócił. Sławek wciąż mieszka u rodziców. Gardzę sobą, bo czasem posyłam mu pieniądze.Nie śpię, coraz mniej obchodzi mnie firma, nawet własny syn. Waruję przy komórce, non stop ściągam e-maile. Czasem, w przebłysku zdrowego rozsądku, dochodzi do mnie, że straciłam resztki godności. Gdy Sławek puka do drzwi, nie umiem ich zatrzasnąć. Spędza u mnie 2-3 dni, a ja z bijącym sercem zastanawiam się, czy zostanie na dłużej.  

 Tekst: Alicja Nowierska

Przeczytaj również:

Kim on dla Ciebie jest?

Czuję, że on mnie zdradza 

Jak stworzyć udany związek?

Dodał(a): Magdalena Milewska , Środa 09.05.2012 (aktualizacja: 2012-05-07)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×