Niewidzialne dziecko

Kasia wydukała, że ma właściwie tylko jedno marzenie: chciałaby mieć ADHD albo być chora, żeby rodzice kochali ją jak siedmioletniego Tomka.

Niewidzialne dziecko

Tomek od małego był trudnym dzieckiem. Już jako trzylatek zdawał się nieokiełznany: krzyczał, tupał, każdy przedmiot musiał wziąć do rączki, włożyć do buzi. Raz kopnął go prąd, kiedy indziej zerwał zasłonę w łazience. Miał pięć lat, gdy zdiagnozowano u niego ADHD. Olga i Marek, rodzice Tomka, stawali na rzęsach, żeby pomóc synkowi. Bawili się z nim w gry edukacyjne, zabierali na zajęcia i warsztaty z psychologami. Gdy zaczął już chodzić do szkoły podstawowej, uczyli go metod koncentracji. Wszystko po to, żeby mógł rozwijać się razem z innymi dziećmi. Poza tym był taki bystry, inteligentny... Olga była przekonana, że Tomek jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, tylko wymaga znacznie więcej troski. Przecież to się kiedyś zwróci i jej ukochany synek pięknie rozkwitnie. Ciągle to wszystkim powtarzała, a Marek przytakiwał. Była jeszcze Kasia – starsza o dwa lata siostrzyczka Tomka. Uczyła się dobrze, nawet bardzo dobrze. W szkole była grzeczna (przewodnicząca klasy), w domu – zawsze pomocna i cierpliwa, zwłaszcza gdy trzeba było posiedzieć z Tomkiem nad lekcjami. O Kasi rodzice mówią mniej, no bo naprawdę nie bardzo jest o czym. Zuch dziewczyna i tyle.Trudna rola małego dorosłego. W gabinecie psychoterapeuty Olga i Marek pojawili się z powodu Tomka – szkolna psycholożka podpowiedziała im terapię rodzinną. Byli bardzo zdumieni, gdy terapeuta poprosił, by przyszli całą rodziną, a więc także z Kasią. "Po co z Kasią? Przecież z nią jest wszystko w porządku!" – zdziwiła się Olga. W trakcie kolejnych sesji Kasia mówiła niewiele. Jeśli już, to tylko żeby potwierdzić słowa rodziców, podać mamie chusteczkę do nosa.

Gdy przyszedł czas na standardowe w terapii rodzinnej formułowanie celów (każdy z członków rodziny ma określić, po co właściwie chce przychodzić na sesje, jakie są jego oczekiwania, czego chciałby dla siebie), Kasia miała wyraźną trudność, by w ogóle mówić o sobie. Powtarzała, że marzy tylko o tym, żeby rodzice byli szczęśliwi, Tomek dobrze radził sobie w szkole. W końcu zaczęła płakać. Wydukała, że jeśli chodzi o jej marzenia, to właściwie ma jedno: chciałaby... mieć ADHD albo być chora, żeby rodzice kochali ją tak jak siedmioletniego Tomka. O Kasi psychologowie powiedzieliby: niewidzialne dziecko albo zapomniane dziecko. Tego terminu zwykle używa się na określenie dziewczynek i chłopców (rzadziej) w rodzinach, w których uwaga rodzicielska skupiona jest na jakimś problemie. Bywa, że na alkoholizmie jednego z dorosłych, czyjejś chorobie albo innym dziecku. Tym, które sprawia problemy wychowawcze, ma trudności w nauce. Zapomniane dziecko musi znaleźć dla siebie jakąś niszę w świecie swojej rodziny, wypełnionym szczelnie "problemem" (z rodzeństwem, nałogiem, chorobą itp.). Robi to, by przetrwać, by zasłużyć na miłość – bo dla dziecka przede wszystkim liczy się miłość mamy i taty, to jest dla niego najważniejsza gwarancja bezpieczeństwa. Wchodzi więc w rolę małego dorosłego, pomocnika rodziców, który zawsze jest pod ręką. Ktoś taki zrobi obiad, bo mama nie może, przejmie opiekę nad rodzeństwem. Nie ma dzieciństwa, nie ma miejsca na beztroskę, zabawę. Dorasta bez akceptacji, pochwał ze strony taty i mamy. Niewidzialnego dziecka się nie chwali, bo... przecież jest niewidoczne. "Ona taka już jest, moja mała gospocha", "On jest po prostu bardzo odpowiedzialny, od maleńkiego tak ma" – niesamowite, że sami rodzice święcie wierzą w te stwierdzenia.

Ucieczka w zapomnienie

Zapomniane dziecko nie umie dostrzec miejsca dla siebie, ponieważ jego osobowość, marzenia, dążenia i dokonania po prostu nie mieszczą się w tym rodzinnym światku, w którym wszystko kręci się wokół jednego, najważniejszego tematu. W przypadku rodziny Kasi tematem tym jest oczywiście Tomek i jego ADHD. Anna pojawiła się w gabinecie tego samego terapeuty kilka miesięcy po wizycie Olgi i Marka. Można powiedzieć, że Anna  to Kasia, tylko ćwierć wieku później. Też miała brata, choć starszego, Janka. Wychowywała ich tylko mama, która każdą wolną chwilę poświęcała Jankowi. Ten w wieku kilkunastu lat uzależnił się od narkotyków. Anna wiele razy jeździła z matką autobusami, szukając po całym mieście zaćpanego Janka. To ona zawsze pocieszała matkę, dodawała jej sił, gdy Janek znowu uciekł z odwyku. Jej własne dzieciństwo i nastoletni czas "durny i chmurny" minęły niepostrzeżenie. Skończyła z wyróżnieniem renomowane liceum, potem studia ekonomiczne. Janek zmarł z przedawkowania dokładnie miesiąc przed obroną jej pracy magisterskiej.

Pomimo tragedii i żałoby Anna zdała egzamin na piątkę, ale matce, pogrążonej w żałobie po ukochanym synu, nawet o tym nie wspomniała. Bo i po co? Mama miała ważniejsze sprawy. Anna zdecydowała się na terapię, bo od dłuższego czasu nie radzi sobie z własnym życiem. Od kilku lat nadużywa alkoholu. Mieszka sama, choć tylko przecznicę od matki. W jej rodzinnym domu nie ma już dla niej pokoju – mama urządziła tam sobie niewielki warsztat krawiecki. Za to pokój Janka został nienaruszony – teraz pełni funkcję małego sanktuarium, pełno tu zdjęć z dzieciństwa, przedmiotów z przeszłości. W wazonie pod oknem zawsze stoją świeże kwiaty. Z niewidzialnych dzieci, takich jak Anna, wyrastają bardzo nieszczęśliwi dorośli. Dzieciństwo to przecież okres życia, w którym przed rozwijającym się człowiekiem staje bardzo istotne zadane: zbudowanie w sobie poczucia bezpieczeństwa, siły i własne wartości. A jak Anna miała to wszystko osiągnąć, skoro żyła w nie przepartym przeświadczeniu, że dla matki, najukochańszej osoby świecie, była przez te wszystkie lata przezroczysta? Na jej akceptację, pochwałę: "Jaka ty jesteś dzielna, córciu, co ja bym bez ciebie zrobiła..." Anna zabiegała, zapominając o sobie samej i stawiając pierwszym miejscu brata.


Dodał(a): Agata Koschmieder , Poniedziałek 26.09.2011 (aktualizacja: 2011-09-26)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (2)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
chinskafilizanka
smutne ale często tak jest niestety, rozbrykanym dzieciom poświęcamy więcej czasu niż tym grzecznym..
Dodano: 2011-10-21 11:52:29 Zgłoś nadużycie
paula2509
smutne...
Dodano: 2011-09-26 13:23:35 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×