O czym mówimy, gdy się kłócimy?

"Ludzie, którzy się kochają, nigdy nie podnoszą na siebie głosu" – mówią jedni. Inni są przekonani, że skoro się nie spieramy, to znaczy, że nie mamy o czym rozmawiać. Problem w tym, że gdy się kłócimy, to rzadko na temat! O cokolwiek się wściekamy, często tak naprawdę chodzi nam o coś zupełnie innego.

O czym mówimy, gdy się kłócimy?

Lepiej się nie kłócić – tak uważa większość z nas. Obawiamy się zazwyczaj, że spory i ostra wymiana zdań wróżą koniec związku: "Skoro podnosi na mnie głos, to znaczy, że już mnie nie kocha, nie rozumie, działam mu na nerwy". Boimy się też, że gdy okażemy negatywne emocje, druga strona nam tego nie wybaczy i zemści się lub odejdzie. Są też tacy, którzy twierdzą, że relacja bez odrobiny pieprzu jest nudna, i wierzą, że kto się czubi, ten się lubi. Nie widzą nic złego w ciągłych sporach. Psycholodzy uważają, że zwłaszcza zwolennicy swobody i wolności w związku, nastawieni na obronę swojej odrębności, dają sobie prawo, by się kłócić otwarcie. Mogą walczyć codziennie. O sprawy ważne i zaskakujące drobiazgi.

Z czasem jednak dostrzegają, że oddalają się z partnerem od siebie. I jedni, i drudzy nie rozumieją, że kłótnia jest jak rozmowa w obcym języku. W nerwach zazwyczaj nie udaje nam się jasno i wprost wyrazić, o co nam naprawdę chodzi. John Gray, specjalista od relacji męsko-damskich (w swojej książce przekonywał, że kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa), uważa, że wszystkie dyskusje przeradzają się w zażarte kłótnie tylko z jednego powodu – ponieważ nie czujemy się kochani.

Z kolei Serge i Carolle Vidal-Graf, znani francuscy psycholodzy, są zdania, że każdy związek ma swój czuły punkt, który – podrażniony – staje się przyczyną żywiołowej wymiany zdań. To może być podział obowiązków domowych, wychowywanie dzieci, spotkanie z dalszą rodziną, stan konta czy po prostu sposób spędzania czasu. Każda kłótnia to znak, że coś nie gra, potrzeby jednej ze stron są niezaspokojone lub jakaś norma, zasada została naruszona.

Kłótnia sama w sobie nie jest niczym złym. Problem w tym, że często nie pojmujemy, o czym nas informuje. Kiedy mówimy np.: "Czemu zawsze stawiasz buty byle gdzie?! Dlaczego nie odłożysz ich na miejsce?!", to zwykle prawdziwy sens tych uwag wcale nie jest jednoznaczny. – Co mamy na myśli? – pytam Pawła Droździaka, psychologa i psychoterapeutę. – Wcale nie musi chodzić o buty ani o "sprawę". Trzeba zwrócić uwagę na ton wypowiedzi, sytuację i kontekst –tłumaczy.


Dlaczego on się nie domyśla,, czyli wieczna wojna o śmieci

Typowa scenka małżeńska: ona wścieka się, że z kosza na śmieci już się wysypuje, ale on się nie kwapi, by je wynieść. Czy rzeczywiście chodzi jej o przepełniony kubeł? Nie, irytuje się, bo czuje, że on się z nią nie liczy, nie myśli o niej, odpowiedzialność "za wszystko" zrzuca na innych domowników! – Gdy tylko partnerka demonstracyjnie
zaczyna upychać śmieci w koszu, według niej mężczyzna powinien natychmiast zareagować i je wyrzucić. Pokazać, że mu zależy, że się o nią troszczy – mówi Paweł Droździak. – Jeśli będzie zmuszona zażądać, by je wyniósł, awantura gotowa. Fakt, że on je w końcu uprzątnie, nie zmieni sytuacji, ona dalej będzie zła.

A mężczyzna tego nie zrozumie, bo dla niego śmieci to po prostu śmieci. Skomentuje: "Przecież wyniosłem! O co ci chodzi?!" i też zacznie się denerwować. Kobieta będzie zdziwiona jego poirytowaniem, bo mówiąc o śmieciach, naprawdę chciała powiedzieć: "Za mało interesujesz się mną i domem". Chciała, by on sam się domyślił. W pierwszej fazie związku ulegamy rozmaitym iluzjom. Na przykład takiej, że jeśli partner nas kocha, to odczyta nasze intencje, oczekiwania i spełni je nawet kosztem własnych potrzeb – twierdzi Brigitte Lämmle, niemiecka terapeutka. Na początku zazwyczaj rzeczywiście tak bywa. Partnerzy odgadują swoje pragnienia. Po jakimś czasie jednak przestają "się domyślać".

Nasze oczekiwanie, iż druga strona "się domyśli", wynika z marzenia o doskonałej symbiozie, o porozumieniu bez słów. Psycholodzy uważają, że ma to źródło we wczesnym dzieciństwie, w relacji z matką, która próbuje odgadnąć i spełnić pragnienia bezradnego niemowlaka. To głęboko zapisane wspomnienie pozostawia w nas podświadome oczekiwanie, aby w bliskich relacjach nie było żadnych barier ("Zawsze będziesz częścią mnie, a ja ciebie, i zawsze będę czuć, domyślę się, czego tak naprawdę potrzebujesz"). Takie przekonanie sprawia, że często oczekujemy, iż druga strona bez trudu odgadnie nasze życzenia.


Kiedy treść nie zgadza się z formą

Specjaliści od negocjacji i komunikacji mówią: chcesz, by twoje potrzeby zostały zaspokojone, wypowiadaj je jasno, dosłownie. Mów na temat. Mają rację? Nie zawsze.
– Kłopot w tym, że to jest męska postawa albo raczej męski cel – tłumaczy Paweł Droździak. – Kiedy np. mężczyzna mówi, że chce iść do kina, chodzi mu o kino. A co ma na myśli kobieta, mówiąc: "Dawno nie byliśmy w kinie"? Komunikuje, nie wprost, niestety, że to on ma ją tam zabrać. Partner musi coś wymyślić, być romantyczny, dać dowód, że się dla niej postarał, że w ogóle o niej pomyślał. I że jest dla niego ważna. Niestety, mężczyzna często nie umie trafnie odgadnąć intencji partnerki.

"Wprawdzie były to moje urodziny, ale przecież musiałeś pracować..." – słyszy niewinne zdanie. Kryją się w nim dwie sprzeczne informacje. Pretensja zakamuflowana pozornym zrozumieniem. Taki komunikat psycholodzy nazywają wielowarstwowym. W tym przypadku warstwy się nie zgadzają i konflikt gotowy. On słyszy, że ona w zasadzie rozumie jego nieobecność, ale czuje w jej słowach wyrzut. Treść nie zgadza się z formą, tonem. Podobnie gdy ktoś mówi np.: "Bardzo mi zależy na naszych wspólnych wakacjach", ale jednocześnie ziewa.

  Nieporozumienie wisi w powietrzu. – Jeśli w tym momencie odniesiemy się do treści, a nie do ziewania, oznaczać to będzie, że milcząco zgadzamy się na ziewanie i na wszystko, co ono oznacza – mówi Paweł Droździak. – A ziewanie być może dla kogoś oznacza lekceważenie, nudę, brak uwagi. Za chwilę wybuchnie nierozwiązywalny konflikt. Bo coś między nami pozostanie niewypowiedziane – tłumaczy. – Cały czas będziemy mówić o tym, że chcemy się wspólnie znaleźć na wakacjach, ale nie będziemy mogli zrozumieć, dlaczego nie możemy się dogadać, czy lepiej w góry, czy nad morze. Gdybyśmy od razu wyjaśnili sobie ziewanie (czyli formę), pewnie oszczędzilibyśmy sporo czasu i nerwów.

Często bywa tak, że treść i forma się zgadzają, ale kontekst się z nimi kłóci. Na przykład ktoś zapewnia: "Zależy mi, żebyśmy razem spędzili weekend", ale dzień wcześniej mówił: "Nie wiem, czy powinniśmy ze sobą być". Czego się trzymać w takiej sytuacji? – Zawsze trzeba najpierw odnieść się do tzw. warstwy dolnej, czyli pierwszej wypowiedzi – radzi psycholog. – I powiedzieć: "Twierdzisz, że ci zależy, ale chwilę wcześniej nie wiedziałeś, czy chcesz ze mną zostać. Więc dopóki się tego nie dowiesz, nie mogę rozmawiać o weekendzie". Większość ludzi jednak tego nie robi. Na ogół reagujemy na treść, a nie na kontekst. I nic dziwnego, że nieporozumienia się mnożą.   


Jeden szczegół, który uruchamia lawinę

"Czy tak trudno jest zakręcić tubkę z pastą?", "Czy zawsze musisz wyciągać klucz od domu w ostatniej chwili?" – wściekasz się znów na ukochanego. Dlaczego np. niewinna niedokręcona tubka czy ociąganie się z kluczem tak nas irytuje? – Może dlatego, że myślimy, iż druga osoba niesolidnie traktuje związek? Byle jak, nieporządnie – podpowiada Paweł Droździak. – Za pretensją o taki szczegół mogą kryć się głębokie obawy o nietrwałość relacji, żal o niedostateczne zaangażowanie drugiej strony.

Pasta tylko coś uruchamia. Coś, czego sobie nie uświadamiamy, ale przez co czujemy niezrozumiałą irytację tym szczegółem. Podobnie jest z kluczem wyciąganym w ostatniej chwili. Może taka sytuacja znów boleśnie uzmysławia nam, że partner nie jest przewidujący, nie myśli odpowiedzialnie, na zapas. Dlatego nie skończył studiów i dlatego niczego dotąd się nie dorobił. To ty musisz myśleć o wszystkim. Uwaga o kluczu zdradza, jak wielka złość kryje się pod spodem. Zwykle nie odbieramy świadomie tego, co nas irytuje w podobnych drobnostkach.

Nie zdajemy sobie sprawy, że mają one dla nas znaczenie symboliczne. Dlatego wywołują tak wielką irytację. I jeśli pozostaniemy na poziomie kłótni o tubki i klucze, zamiast nazwać prawdziwą przyczynę zdenerwowania, nie zrozumiemy i nie rozwiążemy naszych problemów. Zwłaszcza gdy jesteśmy ze sobą silnie związani. Ponieważ, jak uważa John Gray, kiedy dwojga ludzi nie łączy więź seksualna, jest im znacznie łatwiej zachować dystans i obiektywizm podczas scysji czy dyskusji. – Ludzie związani emocjonalnie i erotycznie zwykle wszystkie uwagi odbierają bardzo osobiście – dodaje Paweł Droździak.


Dodał(a): Olga Wap , Środa 14.09.2011 (aktualizacja: 2011-09-14)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (2)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
mrs cobain
Que interesante ;) Szkoda, że tak ciężko te `złote rady` wprowadzić w życie.
Dodano: 2011-09-20 21:41:20 Zgłoś nadużycie
paula2509
hah
Dodano: 2011-09-15 14:56:40 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×