Pokój bez widoku?

U rodziny. Bo taniej, bo wszystkim będzie łatwiej i wygodniej. I rzeczywiście, wspólne mieszkanie z rodzicami, teściami, babcią czy siostrą ma plusy. Ale z czasem ujawniają się minusy. Okazuje się, że taki pokój często nie daje młodej parze widoków na szczęśliwą przyszłość, samodzielność, dojrzałość. Być może dlatego, że nie da się zbudować jednego gniazda w drugim.

Pokój bez widoku?


Coraz trudniej jest podjąć decyzję o zakupie mieszkania – ceny nieruchomości szaleją, a oprocentowanie kredytów rośnie. W perspektywie – rata kredytu sięgająca połowy pensji przez 30 lat... Dlatego odwlekamy tę decyzję, szukamy czegoś na przeczekanie. A czasami wydaje się nam, że mieszkanie z rodziną jest niezłym rozwiązaniem. Przecież ludzie od wieków mieszkali w wielopokoleniowych rodzinach i miało to wiele zalet.

Jednak zamieszkanie z rodziną może być dla wielu związków jak stąpanie po równi pochyłej, prowadzącej do rozpadu małżeństwa. Jakie niebezpieczeństwa mogą się pojawić? I jak za pobiec ewentualnej katastrofie?


Justyna (26) i Michał (28):
Dwa nowe pisklaki w gnieździe

Justyna i Michał chcieli mieć własne mieszkanie, ale po dokonaniu obliczeń okazało się, że stać ich na dwa pokoje w bloku z wielkiej płyty, i to w dodatku w kredycie na 20 lat. Wtedy z pomocą przyszli rodzice Justyny. Zadeklarowali, że oddadzą młodym piętro swojego domu. Młodzi przyjęli propozycję z radością. Wprowadzili się na użytkowy stryszek willi i zaczęli go urządzać. Nie starczyło im pieniędzy na własną kuchnię i wykończenie łazienki. Ale mogli przecież korzystać z tych pomieszczeń na dole. I Justyna z nich korzystała. Michał sądził, że po tym, jak razem zamieszkają, ich związek przeobrazi się z relacji chłopak – dziewczyna w relację mąż – żona. Nadal jednak żyli jak para zakochanych nastolatków, którzy piją piwo i jedzą chipsy przed telewizorem, a na obiad idą do mamusi. "Z każdym kolejnym tygodniem miałem wrażenie, że Justyna dziecinnieje. Nie była w stanie zrobić sama nawet kanapki, uprać jednej bluzki i pary majtek. Miałem dość" – wzdycha Michał.

Nie da się pełnić dwóch ról naraz. Nie można być jednocześnie dojrzałą kobietą, panią domu, żoną, i córeczką, kimś, kto wymaga opieki. Trzeba dokonać wyboru. Najczęściej robimy to nieświadomie, w sposób naturalny. Urządzamy własne mieszkanie, budujemy swoje gniazdo i siłą rzeczy wchodzimy w rolę żony, matki, samodzielnej kobiety. Justyna nie miała na to szansy. Została więc na swojej dawnej pozycji dziecka. Nie próbowała oderwać się od rodziców, nie chciała też rozmawiać z Michałem o ich problemach w związku. Zarzucała mężowi niewdzięczność – że nie docenia, jak bardzo jej rodzice im pomagają. Michał doceniał, ale chciał... sam. Pomoc teściów stawała mu kością w gardle.

Ich życie małżeńskie powoli przestawało istnieć. Mieli budować własne gniazdo. A tymczasem stali się nowymi pisklętami w gnieździe rodziców.

  • Jeśli wprowadzacie się do twoich rodziców, zadbaj o to, byście mogli stworzyć w ich domu samodzielny dom. I metaforycznie, i dosłownie. Najlepiej, żebyście mieli oddzielne wejście, jeśli to niemożliwe – by można było od drzwi przejść od razu do waszej części mieszkania. Musicie mieć własną kuchnię – wystarczy czajnik i kuchenka elektryczna, żeby czasem upichcić coś własnego.
  • To fajnie, że twoi rodzice chcą cię wspierać, tata pomaga przygotować wasz "apartament", żeby wygodnie wam się żyło, a mama proponuje, że będzie gotować wam obiady. Istnieje jednak ryzyko, że jeśli pozwolicie rodzicom roztoczyć nad wami specjalną opiekę, staniecie się dla nich dwójką dzieci, a nie parą dorosłych. A więc: umów się z mamą, że owszem, ona gotuje wam obiady trzy razy w tygodniu, ale dwa razy w tygodniu ty gotujesz dla was i dla rodziców, a w pozostałe dni jecie coś na mieście albo przygotowujecie posiłek dla was dwojga w waszym mieszkanku. W relacjach między dorosłymi ludźmi ważna jest wzajemność.
  • Niezależnie od tego, czy wprowadzacie się do twoich rodziców, czy teściów, przed uwiciem gniazdka ustalcie z partnerem reguły dotyczące tego, jak ma wyglądać wasze życie w wielopokoleniowej rodzinie. Do jakiego stopnia oboje życzycie sobie symbiozy z rodzicami? Na ile chcecie im pozwolić? Gdzie ma się zaczynać wasz związek, wasza odpowiedzialność? Trzymajcie się tej umowy.


Ula (28) i Tomek (33):
Kochana córeczka i ten nowy

Tomek i Ula też zdecydowali się zamieszkać w jednym mieszkaniu z jej rodzicami. Zajęli jeden, niezbyt duży pokój. "Najgorsze było poczucie, że wciąż nie jestem u siebie. Nie było dnia, żeby mama Uli słodkim głosem nie spytała, kto nie odstawił na miejsce pieprzniczki, kto poprzestawiał pojemniki na makaron... Wiadomo kto – ja. Jako jedyny nie znałem zwyczajów tego domu i wciąż robiłem coś nie tak. Ciążyło mi to, ale pocieszałem się, że to czasowe, że kiedyś przecież kupimy własne M" – mówi Tomek.

Ten partner, który wprowadza się do rodziny małżonka, jest od razu na gorszej pozycji. Jest tak, jak mówi Tomek: każdy dom ma własne tradycje i reguły. Wszyscy członkowie rodziny oczekują, że "nowy" dostosuje się do ich systemu wartości. Ale "nowy" nie tylko go nie zna, czasami po prostu nie chce wpasowywać się w zastany w domu układ. Także dlatego, że chce stworzyć własną rodzinę, mieć swoje zwyczaje i reguły. Tomek liczył, że gdy pojawi się dziecko, Ula zajmie się bobasem i trochę odłączy się od rodziców. "Ale stało się przeciwnie. Ula, jak pewnie każda młoda matka, nie radziła sobie z synkiem, a ja nie potrafiłem jej pomóc, choć starałem się. Wszystko było takie nowe: przewijanie, karmienie, kolki. Kubuś płakał, a myśmy nie wiedzieli, dlaczego. Wpadaliśmy w panikę. I wtedy z pokoju obok przybywała odsiecz"  – opowiada Tomek.

Gdy rodzi się pierwsze dziecko, niedoświadczeni rodzice zostają wrzuceni na głęboką wodę. Muszą się wszystkiego nauczyć. I uczą się. Ale jak Tomek miał nauczyć się kąpać małego, gdy na każdy krzyk dziecka przybiegała babcia? Miała dobre chęci. Mówiła: "Ja to zrobię, wiem jak, odsuń się". Tomek się odsuwał. Wychodził. Zaczął wycofywać się z kontaktu z dzieckiem i żoną. Został zapoczątkowany proces, który psychologowie nazywają triangulacją. Zamiast partnerskiej dwójki (Ula i Tomek) z dzieckiem, najpierw była trójka z jej mamą, a potem Tomek został wyrzucony "na out" z rodzinnej gry, podobnie jak tata Uli. Obaj mężczyźni stawali się coraz bardziej zbędni, bo to Ula z mamą zaczęły stanowić trzon rodziny, i one opiekowały się dzieckiem.

  • Korzystanie z pomocy mamy czy teściowej, zwłaszcza gdy pojawia się dziecko, jest kuszące. Dla ciebie, bo na podorędziu jest ktoś doświadczony, wie, jak kąpać, przewijać, karmić (w przeciwieństwie do ojca dziecka). I dla niej, bo czuje się potrzebna i przeżywa "powrót do przeszłości". Zdarza się, że w chwili zapomnienia starsza pani mówi do wnusia imieniem swojego dorosłego dziecka... Nie pozwól na to, by twój partner i tata dziecka został wyrzucony "na out". Nie radzicie sobie? Nauczcie się, dajcie sobie czas. Poproście mamę czy teściową, by pozwoliła wam na samodzielność. To jest wam wszystkim potrzebne, a najbardziej dziecku.
  • Mieszkacie u twojej rodziny? Nie szukaj wsparcia u tatusia po kłótni z mężem i nie wypłakuj się na ramieniu mamy, bo macie ciche dni. Rodzice zawsze staną po stronie dziecka, to naturalne. A ty masz układać sobie życie z mężczyzną, a nie z nimi. Pamiętasz przysłowie: "Dwóch na jednego to banda łysego"? Mąż i żona to relacja jeden na jeden. Nie ma tu miejsca dla twojej mamy.
  • Jeśli mieszkasz z teściową, która ciągle się wtrąca, a twój partner nie widzi w tym niczego niewłaściwego, porozmawiaj z nią w cztery oczy, jak kobieta z kobietą. Używaj zdań typu: "Czuję, że mam małe pole do manewru, chciałabym móc się sprawdzić jako matka", zamiast: "Ciągle mnie mama poprawia, próbuje mama nami rządzić". Nie irytuj się i licz się z tym, że teściowa się zirytuje. Mimo to zachowaj spokój i ponawiaj swoje prośby. Może ona w końcu zaskoczy, jak nie – szukajcie innego lokum. Nie masz nic do stracenia, oprócz... waszego małżeństwa.


Joasia (33) i Bartek (33):
Jesteśmy jedną wielką, kochającą się rodziną

Joasia i Bartek pobrali się na studiach, dwanaście lat temu. Nie stać ich było na własne mieszkanie, a jego matka, wdowa, miała czteropokojowe mieszkanie w starej kamienicy. Ogromny pokój oddała młodej parze. Wchodziło się do niego z korytarza, ale były też drugie drzwi od strony salonu. I właśnie w tych drzwiach co wieczór stawała mama Bartka.

"Pojawiała się, bez pukania, o przedziwnych godzinach, najczęściej po jedenastej, gdy leżeliśmy w łóżku. Niby, żeby o coś zapytać, np. czy zjemy na śniadanie jajecznicę, gdzie położyliśmy pilot do telewizora, albo czy zapłaciłam za telefon" – mówi Joanna. Zamykanie drzwi nic nie dało, bo teściowa szarpała za klamkę, szepcząc: "Otwórzcie, to ja!". Po kilku tygodniach Joanna złapała się na tym, że niechętnie przyjmuje pieszczoty męża, sztywnieje, szuka wymówek – że jest zmęczona, ma egzamin. Tak naprawdę bała się, że znowu w drzwiach pojawi się jego matka i zastanie ich w niedwuznacznej sytuacji. Próbowała temu zaradzić. Zastawiła drzwi do salonu ogromną meblościanką. Teściowa nie kryła niezadowolenia. Nadal więc otwierała te nieszczęsne, dwuskrzydłowe drzwi. Jej głowa, wystająca znad kredensu, wyglądała nawet śmiesznie, jak w teatrzyku kukiełkowym. Tyle że Joanna nie chciała co wieczór oglądać tego samego przedstawienia. Chciała żyć jak dorosła kobieta z dorosłym mężczyzną.

Czasami rodzice, z którymi zaczynamy mieszkać, ulegają iluzji stworzenia wielkiej, kochającej się rodziny. Nie rozumieją, że decydując się na życie pod jednym dachem, chcemy stworzyć dwie kochające się rodziny. Odbierają nam niezależność, a próby jej zachowania traktują jak zamach na ich pełne miłości serca.

  • Najlepiej byłoby, gdybyście mogli wstawić do swojego pokoju drzwi zamykane na klucz. Wejściowe. W ten sposób odgrodzilibyście się od reszty domu. Niestety, takie rozwiązanie jest dość obcesowe i z tego powodu mało kto decyduje się na nie. Nie pozostaje wam nic innego, jak ustalić z rodzicami reguły. Np. że o 22.00 czy 23.00 każda para – oni i wy – zamyka się w swojej części, nie odwiedzacie się już, a wszystkie sprawy do załatwienia zostawiacie na rano. Chyba że naprawdę są to rzeczy pilne. Rodzicom trudno będzie to zaakceptować. Ale ty cierpliwie im tłumacz, że wam to jest bardzo potrzebne. Zresztą, nie chodzi o to, że rodzice mają nie korzystać z własnego mieszkania, tylko, że mają o pewnej godzinie szanować waszą prywatność. Być może będziesz musiała tę prośbę ponawiać. Nie zrażaj się, to kluczowa kwestia. W pewnym momencie oni zaakceptują fakt, że mieszkacie oddzielnie i nocą prowadzicie oddzielne, dorosłe życie.
  • Jeśli mieszkacie z rodzicami męża, wytłumacz mu, że musi być lojalny przede wszystkim wobec ciebie. To oznacza, że nie może, jak kiedyś, godzić się na każdy pomysł mamy. Niech stosuje zdanie zaklęcie: "Być może, mamo, ale muszę to wcześniej skonsultować z moją żoną".
  • To z partnerów, u którego rodziców macie mieszkać, musi wziąć na siebie ciężar "przecinania rodzicielskiej pępowiny". Bo gdy wprowadzacie się do nich, oni chcieliby nawiązać ze swoim dzieckiem więź na tych samych zasadach, co np. przed maturą, a małżonka chętnie będą traktować jak drugiego synka czy córeczkę nastolatka. To rodzony syn lub córka musi uświadomić rodzicom, że z ich marzeń o wielkiej rodzinie bez tajemnic – nici. Macie mieszkać obok siebie, a nie "razem". Tylko wtedy ten układ ma szansę powodzenia.


Tekst: Jagna Kaczanowska

Przeczytaj również:

Domowy scenariusz

Zamieszka z nami babcia


Dodał(a): Michalina Gruszka , Środa 07.03.2012 (aktualizacja: 2012-03-06)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×