Kiedy się rozstać?

Kiedy w trakcie terapii par zadaję pytanie "czy myśleliście Państwo o rozstaniu?" najczęściej spotykam się ze zdziwieniem: jak to? terapeuta sugeruje rozstanie? przecież mieliśmy walczyć o to, by było lepiej! Zwykle też jedna ze stron przyznaje, że już wcześniej mocno się nad tym zastanawiała, ale bała się zacząć temat.

Kiedy się rozstać?

Zazwyczaj nad związkiem można popracować, a wysiłek włożony w osiągnięcie celów procentuje w cudowny sposób. Praca nad rozwiązywaniem konfliktów, ustaleniem swoich granic, podziałem obowiązków, poradzeniem sobie z nudą, rozwiązaniem trudności seksualnych, w tym także braku ochoty na seks, czy nawet sytuacjami trudnymi takimi jak strata dziecka czy zdrada – cele te są jak najbardziej realne do osiągnięcia. Po terapii ludzie czują się dużo bliżej siebie, są bardziej zadowoleni ze swojego związku i usatysfakcjonowani seksualnie. Są jednak sytuacje, gdy nawet najlepszy terapeuta nie pomoże. Kiedy więc warto się rozstać?

Jednym z pierwszych pytań skierowanym do pary na spotkaniu z terapeutą jest pytanie czy kiedykolwiek byli ze sobą szczęśliwi. Jeśli tak – to jak długo to trwało. Pytanie jest bardzo ważne ponieważ pozwala określić szanse na powodzenie terapii. Jeśli w związku nigdy się nie układało, zawsze coś było nie tak i ludzie nie byli ze sobą szczęśliwi – nie ma do czego wracać. Uczucia przecież nie uwzględniają sytuacji finansowej, mieszkaniowej ani nie znają zasad moralnych. A gdy nie ma i nigdy nie było ciepłych uczuć, nie ma też prawdziwego związku. W takim układzie lepiej się rozstać i poszukać swojego szczęścia gdzie indziej. Nie tylko brak szczęścia w przeszłości jest przesłanką do zakończenia związku.

Relacja także nie ma szans na przetrwanie, jeśli obie strony wyobrażają sobie swoje szczęście zupełnie inaczej, mają inne aspiracje i oczekiwania od życia. Mimo nawet silnego uczucia są takie elementy, które są nie do pogodzenia. Jeśli na przykład jemu marzy się gromadka dzieci, domek z ogródkiem i żona zajmująca się wyłącznie ogniskiem domowym, a ona cały czas jest aktywna zawodowo i nie wyobraża sobie urodzenia dziecka, to ich pomysł na życie najprawdopodobniej będzie nie do pogodzenia. Jeśli żadne z  nich nie zmieni swoich oczekiwań, wspólne, szczęśliwe życie może okazać się niemożliwe.

Kolejny moment, gdy warto darować sobie walkę o związek, to sytuacja, gdy partner jest równolegle w innym, stałym związku. Przy zaangażowaniu w dwie relacje nawet terapia par ma niewielki sens, bo zaangażowanie nie jest wystarczająco duże, by coś zmienić na lepsze. Poza tym, praca w każdej chwili może się skończyć na skutek decyzji partnera o wyborze tego drugiego związku. Wkładanie swoich sił, uczuć i marzeń w odbudowanie tego co było nie ma więc szans na powodzenie, póki drugi związek nie zostanie zakończony. Jeśli tak nie jest i nie zapowiada się na to, szczerze odradzam angażowanie się.

Generalnie rzecz biorąc nawet zdradę można wybaczyć i sprawić, by związek był jeszcze silniejszy. Jeśli jednak zdradzona strona, mimo upływu czasu i wyraźnych starań partnera, nie jest w stanie wybaczyć (co absolutnie nie znaczy zapomnieć!), poczuć się pewnie i bezpiecznie w związku, przy każdym kroku kontroluje i sprawdza, czy aby na pewno partner jest wierny, związek traci sens.  Bez poczucia zaufania związek nie ma racji bytu. Problemy seksualne zwykle da się rozwiązać i w efekcie terapii odzyskać radość ze swojej bliskości. Są jedynie dwa wyjątki: inna orientacja partnera i jego decyzja o życiu bez seksu. W obu przypadkach druga strona skazywana jest na przymusową rezygnację ze swoich potrzeb seksualnych. To niemożliwe! Nikt nie ma prawa wymagać od partnera życia w celibacie. Wspólne szczęście w związku jest tylko wtedy możliwe, gdy na rezygnację z seksu godzą się obie strony.

Zawsze proponuję rozstanie, gdy jedno z partnerów stosuje przemoc psychiczną, fizyczną lub seksualną i nie podejmuje terapii, by to zmienić. Naprawdę wierzę, że ludzie potrafią się zmieniać, ale gdy ktoś jest w stanie tak bardzo krzywdzić ukochaną osobę, to znaczy, że ma naprawdę duży problem z wyrażaniem swoich emocji i radzeniem sobie z agresją. Bez pomocy specjalisty nie zmieni się. Nie wystarczy miłość, cierpliwość, zaangażowanie ani nawet największe poświęcenie drugiej strony. Zawsze znajdzie się powód do ataku. Zawsze sprawca będzie twierdził, że to nie jego wina, że został sprowokowany. Zawsze też będzie przekonywać, że to się więcej nie powtórzy. Póki jednak nie podejmie terapii, będzie niszczył wszystkich wokół siebie.

Podobnie rzecz wygląda, gdy jedno z partnerów jest uzależnione od jakiegoś środka psychoaktywnego lub zachowania (np. seksu, hazardu). Osoba uzależniona także będzie twierdzić, że nie ma problemu, to nie jej wina, więcej nie będzie tego robić, że już się zmieni. Fakty są jednak takie, że niewielki procent ludzi nadużywających jest w stanie wyjść z uzależnienia bez pomocy terapeuty. Samo poświęcenie partnera, jego cierpliwość, branie odpowiedzialności na siebie, pilnowanie abstynencji i wypełnienia obowiązków nie pomoże. Dlatego też, jeśli osoba uzależniona nie podejmuje leczenia, nie ma sensu trwać w takim związku.

Niestety, nie każdy związek ma szanse na przetrwanie. Czasem sama miłość nie wystarczy. Przemoc fizyczna, psychiczna lub seksualna, uzależnienie, zaangażowanie w inną relację, brak poczucia bezpieczeństwa, wymaganie abstynencji seksualnej i różne oczekiwania od życia – to elementy, które bez poważnych indywidualnych zmian są nie do przeskoczenia w związku. Są powodami, by co najmniej poważnie zastanowić się nad rozstaniem. W takich sytuacjach szybkie i pokojowe zakończenie związku to najlepsze, co można dla siebie zrobić. W innym przypadku zbyt łatwo znienawidzić się i zmienić swoje życie w piekło. By sobie tego oszczędzić, lepiej się rozstać.


Tekst : Marta Kołacka, seksuolog, psycholog
Źródło: MilionKobiet.pl


Dodał(a): Edyta Zlomaniec , Środa 21.09.2011 (aktualizacja: 2012-09-11)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (4)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
rendus
Rozstanie niekiedy bywa ulgą...
Dodano: 2011-11-04 20:41:52 Zgłoś nadużycie
malibuq
Jestem w związku od 3 lat, ale ten ostatni rok nie jest najciekawszy. Podejmowałam wiele prób jego naprawy, ale to nic nie daje, bo mój partner nie daje nic z siebie. Kiedy mu grożę, że odejdę, stara się przez kilka dni i potem wszystko wraca do 'normy'. Ciężko mi odejść, bo Go kocham, ale też nie wiem co dalej robić, jak zmienić to co jest w tej chwili.
Dodano: 2011-10-06 23:18:16 Zgłoś nadużycie
paula2509
rozstanie... przykra sprawa...
Dodano: 2011-09-26 13:22:18 Zgłoś nadużycie
zolka
Na szczęście nie mam takiego problemu. Ale gdy związek się wypala i próby ratowania nic nie zmieniają(albo zmieniają na chwile) to nie ma co przedłużać takiego stanu. Lepiej się rozstać i próbować ułożyć sobie życie na nowo.Moi znajomi byli w związku 6 lat ale ostatnie 4 lata to bardziej z przyzwyczajenia. Podjęli bardzo trudną decyzje o rozstaniu i z perspektywy czasu nie żałują. Każde ma swoją nową rodzinę i dalej są przyjaciółmi:)
Dodano: 2011-09-26 11:46:35 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×