Starsza przyjaciółka

Dwadzieścia lat różnicy nie podzieliło ich, lecz połączyło. Nigdy nie powiedziały do młodszej przyjaciółki: "Posłuchaj mnie, przecież mogłabym być twoją matką". Jeśli już, to raczej: "Nie musisz uczyć się na własnych błędach, opowiem ci o moich".

przyjaciółki


MAŁGORZATA WILSKA (57) przez wiele lat prowadziła dużą galerię sztuki

MARTA TROJANOWSKA (37) japonistka, po latach pracy w biurze polsko-japońskiej fundacji zarabia, robiąc masaż shiatsu

Poznały się przed 16 laty, ale bliskość między nimi powstawała powoli. Są nieufne, choć z pozoru otwarte, gadatliwe i chętne do nawiązywania znajomości. Tyle że znajomych można mieć wielu, a prawdziwa przyjaźń nieczęsto przydarza się ludziom. Jak to się dzieje, że z jedną osobą można się zaprzyjaźnić, a z inną nie?


Dwa domy, dwa światy

W życiu Małgorzaty zawsze kłębił się dziki tłum: rodzina, przyjaciele, znajomi, znajomi znajomych, ich dzieci oraz zwierzęta. Małgorzata nie kryje, że po prostu lubi matkować ludziom.

– Małgośkę traktowałam jak zastępczą matkę. A grono jej przyjaciół jak zastępczą rodzinę – mówi otwarcie Marta. Tak było od początku ich relacji. – Kocham to zamieszanie w jej domu. U Małgosi czuję się jak w cygańskim taborze. Chyba bardzo tego potrzebowałam – śmieje się Marta. Pewnie dlatego na początku ich znajomości przyjeżdżała do starszej przyjaciółki regularnie w każdy weekend. Nie zdążyła się dobrze usadowić za stołem, gdy na jej kolanach zasiadała kotka Bronka, a suka Kara układała się na stopach. Po chwili zjawiał się Wojtek, dorosły syn Małgorzaty. Zaraz za nim liczne grono innych przychodnych domowników. Na podwórku ciasno, pomiędzy wiśniami a orzechem jak zawsze trudno o miejsce do zaparkowania.

Marta wychowywała się w strasznie cichym domu, gdzie każdy przebywał w swoim pokoju i samotnie jadł tam posiłek. A w rodzinnym domu Małgorzaty, w warszawskiej kamienicy przy Nowogrodzkiej, nawet drzwi nie zamykano na klucz, żeby nie biegać co chwila ich otwierać.


Moja mama zastępcza

W szkole Marta nie miała tłumu kolegów, tylko jedną serdeczną przyjaciółkę, która do dziś jest dla niej jak siostra. Marta była pilną uczennicą, cichą, grzeczną i obowiązkową. Jej mama miała słabe zdrowie, więc Marta starała się nie zwracać na siebie uwagi, by nie przysparzać rodzicom kłopotów. Małgorzata w czasach licealnych chodziła na balangi, prowadziła intensywne życie towarzyskie, nie bardzo przejmowała się szkołą. – Ja nie robiłam nawet jednej dziesiątej tego, co moja matka zastępcza, gdy była w moim wieku – żali się Marta. Może dlatego zawsze tak łapczywie wysłuchiwała historii z barwnego życia Małgorzaty.

Marta nigdy nie zapomni chwili, gdy pierwszy raz zobaczyła Małgorzatę. – Nie mogłam od niej oczu oderwać – wspomina. Marta miała wówczas 27 lat. Małgosia, na oko starsza od niej o kilkanaście lat, ubierała się we flanelowe koszule, bojówki, a długie do pasa włosy zaplatała w warkocz. Pełna energii, zwracała na siebie uwagę. Gdy poznały się bliżej, Małgorzata zaczęła troszczyć się o młodszą koleżankę. – Zauważyłam, że Marta się strasznie męczy – wspomina Małgorzata. – Taka młoda, bardzo inteligentna kobieta, która przejmuje się wszystkim do bólu.


Katastrofy nie będzie

Kiedy Marta pierwszy raz zwierzyła się Małgorzacie, że chciałaby rzucić posadę w japońskiej firmie, ale boi się, że nie znajdzie lepszej, usłyszała: – Jeśli nawet popełnisz błąd, uwierz mi, nie dojdzie do międzygalaktycznej katastrofy. Nie bój się, jak się nie uda, nie umrzesz od tego. Małgorzata mówiła to z radosnym uśmiechem. Bo Marta zawsze z trudem odważała się na zmiany, niezależnie, czy chodziło o pracę, czy o fryzurę. – Naprawdę uważasz, że mam to zrobić? – zamęczała Małgorzatę roztrzęsiona Marta. – Absolutnie zrób! – odpowiadała z naciskiem starsza przyjaciółka. – A jak się nie uda? – To się nie uda – mówiła spokojnie Małgorzata. – I co wtedy? – niepokoiła się Marta. – Trudno, trzeba będzie znaleźć inne rozwiązanie. Choć Marta ma już niezły trening w radzeniu sobie ze zmianami, powtarzanie tego dialogu stało się ich rytuałem. Małgorzata twierdzi z kolei, że jej optymizm bywa szalony, bo ona nie potrafi uwierzyć w złe zakończenie. Stąd tak chętnie wsłuchuje się w opinię ostrożnej Marty.


Która rozważna, a która szalona?

Kiedyś przed wyjazdem do Ameryki Małgosia poprosiła Martę, żeby pomogła jej znaleźć adresy ośrodków buddyjskich na Florydzie. Już po kwadransie dostała e-mail z tabelką, a w niej widniały: nazwa ośrodka, adres, telefon oraz nazwisko osoby, z którą należy się skontaktować. – To najbardziej obowiązkowa oraz uporządkowana osoba na świecie – śmieje się jej starsza przyjaciółka. – Perfekcjonistka. Potrafi powtarzać jeden ruch setki razy, zarówno w japońskiej kaligrafii, jak i w tai-chi, które ćwiczy od kilkunastu lat.

Marta zastanawia się czasem, jaka by była, gdyby wychowywała ją Małgorzata. Bo kiedyś odkryła, że drzemie w niej też inna Marta, znacznie bardziej szalona. Ta, która mając 22 lata, pojechała na stypendium do Japonii. W tokijskim akademiku pierwszy raz doświadczyła, jak to jest mieszkać z kilkoma zupełnie obcymi osobami w jednym pokoju. Piła wódkę w wannie, nocą jeździła do klubów. Przytrafił jej się seks z nieznajomym. – Wygięło mnie w drugą stronę. Ze spokojnej panienki zmieniłam się w żądną przygód kobietę – ocenia z dystansem Marta.


Jedna dusza

Definicja przyjaźni według Arystotelesa brzmi: jedna dusza w dwóch ciałach. Małgorzata ma na wierzchu to, co Marta głęboko ukryła w środku: szaleństwo, luz i odlot. A Małgorzata wewnątrz schowała rzetelność, odpowiedzialność oraz uporządkowanie. Są jak ciemna i jasna strona księżyca, jak symbol yin-yang. Nierozłączne. Coraz bardziej zdają sobie sprawę z tego, że połączyło je podobieństwo, chociaż na początku wydawało się, że przyciągnęły je do siebie różnice.


Dodał(a): Michalina Gruszka , Poniedziałek 14.05.2012 (aktualizacja: 2012-05-11)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×