Synek mamusi, córeczka tatusia

W bajkach jest tak: król z królową siedzą na tronie i panują sobie szczęśliwie w kraju za siedmioma morzami. A w życiu... Bywa, że królowa rządzi z królewiczem, odbierając berło ojcu, albo że król zaprasza na tron księżniczkę, a nie swoją żonę. Co się dzieje z rodziną, w której tata lub mama zawierają koalicję ze swoim dzieckiem?

Synek mamusi, córeczka tatusia

Anna i Bartek, chociaż są małżeństwem od ośmiu lat, nigdy nie idą razem za rękę. Ona ściska w dłoni rączkę Frania, sześcioletniego synka. Bartek idzie za nimi albo obok. Tworzą dwa osobne podzbiory. Wszyscy znajomi, bliscy wiedzą, że jeśli Anna mówi o czymś: "byliśmy, zobaczyliśmy", ma na myśli siebie i Frania, a nie siebie i męża. Tak jest od narodzin synka. Krystian spędza mało czasu z żoną Ewą. Woli poświęcać go dziesięcioletniej córce Kalinie. Rozpieszcza ją, zabiera do kina, nauczył ją wędkować i razem jeżdżą na ryby. Pokazuje jej chwyty judo (ma czarny pas) i często poklepuje po plecach, mówiąc: "Moja krew, we mnie się wdałaś".

O drugiej  córce, ośmioletniej Majce, jakoś nigdy nie zdarzyło mu się tak powiedzieć. Oczywiście, że ją kocha – jest wściekły, gdy żona sugeruje mu, że wyróżnia pierworodną, faworyzuje ją, że młodsza dziewczynka może czuć się odtrącona i niekochana... "Ty jej to tak przedstawiasz. Wciąż mnie oczerniasz. Jak coś złego, zawsze ja" – odpowiada Ewie i na tym rozmowa się kończy. Zresztą od jakiegoś pół roku Ewa w ogóle nie rozmawia o sprawach wychowawczych z mężem. Częściej za to zabiera gdzieś samą Majkę, a Kalina zostaje w domu z tatą. Ostatnio relacje między dziewczynkami bardzo się popsuły. Stale się kłócą.

Ucieczka od problemów

Widać, że w tych rodzinach coś jest nie tak. Chodzi o to, że Anna z Bartkiem i Ewa z Krystianem nie idą przez życie za rękę, ramię w ramię. Zamiast pary mama – tata, która raźno maszeruje, mierząc się z przeciwnościami losu, mamy inne układy rodzinne: matka – syn – ojciec w tle i ojciec – córka – matka w tle. Trójkąty. Niekoniecznie z kochanką. Nikt nie przeprowadził na ten temat badań, ale można sądzić, że trójkąt z dzieckiem zdarza się w rodzinach co najmniej tak samo często jak zdrada małżeńska. Zresztą powody powstawania i jednego, i drugiego są takie same. Konflikt między mężczyzną a kobietą: kłótnie, pretensje, zadawnione żale, rozczarowanie, złość. Albo dystans: mijanie się w sypialni, prowadzenie dwóch odrębnych w zasadzie żyć pod jednym dachem.

Pojawia się napięcie, które trzeba jakoś rozładować. Na przykład wykrzyczeć temu drugiemu w twarz: "Nie pasujemy do siebie, wkurzasz mnie, składam pozew rozwodowy!". Albo inaczej: "Coś się między nami dzieje, idźmy na terapię, bo ja wiem zresztą...". Ale z wielu przyczyn i jedno, i drugie rozwiązanie – czyli sposób na zredukowanie tego małżeńskiego napięcia, czy to przez ostateczne przecięcie więzów formalnych, czy to poprzez próbę ratowania związku – rzadko wchodzi w grę. Bo te wyjścia wymagają dużo odwagi i determinacji: rozstać się, pogodzić się z utratą albo przyznać, że mi zależy, wyciągnąć rękę na zgodę, gdy w środku coś krzyczy: "Przecież to jego wina!".

Dodał(a): Marta Śliwińska , Środa 10.08.2011 (aktualizacja: 2011-08-10)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (2)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
opos444
Uważam, że tzw. "trójkąty" o których mowa nie są czymś dobrym i zgadzam się, że należy ich unikać dla dobra wszystkich.
Dodano: 2011-08-11 11:59:45 Zgłoś nadużycie
kobieta
Pojawiają się strony, co wiąże do kłótni.
Dodano: 2011-08-10 15:36:44 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×