Toksyczny związek - jak się uwolnić?

"Taka fajna dziewczyna, a jest z mężczyzną, który tak ją poniża. Ona taka sympatyczna, taka ciekawa świata, taka inteligentna. I tak się marnuje przy nim". - taka sytuacja chyba nikomu nie jest obca. Trwanie w tego typu związku wydaje się tym dziwniejsze, gdy jedna ze stron jest jednocześnie ofiarą przemocy: psychicznej, fizycznej czy seksualnej.

Toksyczny związek - jak się uwolnić?

We wszystkich związkach, w których jest przemoc, działa dokładnie ten sam mechanizm. Na początku sprawca jest czarujący, romantyczny i pełen uroku. Podobnie brzmi zapewne jego ulubiony tekst: "Nikt cię nigdy nie będzie kochać tak jak ja". Wręcz non stop nosi ją na rękach. Nagle i niespodziewanie – wybucha: krzyczy, wyzywa, poniża, uderza w najczulszy punkt: albo rozumiany metaforycznie albo dosłownie. Po wszystkim przeprasza: "to było niechcący, więcej nie będę… ale to ty sprowokowałaś sytuację". Gdzieś między okrągłymi słówkami jest oskarżenie w stronę ofiary – to wszystko twoja wina. Znów zaczyna się tak zwany miesiąc miodowy – sprawca jest czuły, troskliwy, kochany. I tak do kolejnego wybuchu. Dalej bicie i poniżanie, a potem przeprosiny z oskarżeniem o jej winie.

Z czasem okresy spokoju są coraz rzadsze, a okazywanie ciepłych uczuć coraz mniej wylewne. Ale i wtedy kobiety nie odchodzą. Z dwóch powodów: są świecie przekonane, że są odpowiedzialne za to co je spotyka i że sobie na to zasłużyły. Gdyby nie sprowokowały, były posłuszne, on byłby zadowolony i nie musiałby się denerwować, bić, pić, poniżać czy gwałcić. Jego trucizna -  wmawianie winy - zadziałała i on już nie musi tego powtarzać. Ona wie to sama i przez to nie szuka pomocy. Zresztą nie ma gdzie – i to jest właśnie drugi powód.

Przez czas trwania ich związku, on zdążył już odciąć ją od wszystkich jej znajomych, przyjaciół i rodziny. Po rozmowie z kimś bliskim, atakował ją: "oni chcą mi cię zabrać, są zazdrośni o nasze szczęście". Wybuchał złością, zazdrością lub płaczem. Powoli odseparował ją od wszystkich. W efekcie, ona czuje, że ma tylko jego na świecie. Więc jak ma prosić o pomoc? Jeśli dodatkowo kobieta jest gwałcona przez swojego partnera, tym bardziej będzie jej trudno powiedzieć komukolwiek o tym, co się dzieje.

Wyrwanie kogoś z tego kręgu przemocy nie jest łatwe i wymaga sporej determinacji. Najgorsze jest to, że mimo, że serce kraje się na kawałeczki, gdy widzi się bliską osobę w tak toksycznym związku, nie da się nic zrobić na siłę. Jeśli postawi się rzecz na ostrzu noża, to będzie tylko dowód, że on miał rację, że chce się im zaszkodzić, rozdzielić ich i zniszczyć ich szczęście.

Na szczęście nie jest tak, że nie można nic zrobić. We wszelkich działaniach potrzebna jest delikatność, wyrozumiałość, ale także żelazna konsekwencja. Delikatność, bo sytuacja jest trudna i dla osoby, która chce pomóc i dla osoby, która doświadcza przemocy. Ta pierwsza chciałaby najlepiej od razu wyrwać kobietę z chorego związku, ale wszystkie gwałtowne decyzje czy oferty pomocy są odrzucane, a w efekcie kobieta ucieka od osoby udzielającej pomocy do sprawcy.

Dla ofiary sięgnięcie po pomoc jest trudne, bo musi sprzeciwić się wszystkiemu, co słyszała i doświadczała od, bądź co bądź, ukochanego mężczyzny. Dlatego też, by pomoc nie została odrzucona, musi być oferowana bardzo delikatnie. Potrzebna jest jednak również niezłomna konsekwencja, bo osoba, która tkwi w takiej relacji, będzie namyślać się i rozmyślać. Będzie wyprowadzać się od partnera i do niego wracać. Zrobi dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. Osoba, która jej towarzyszy w wychodzeniu z kręgu przemocy, musi więc mieć sporo zaparcia, by nie odpuścić w połowie drogi.

Ogólny opis pomocy kobiecie wychodzącej z przemocowego związku wydaje się bardzo enigmatyczny.

Dodał(a): Karolina Czaja , Poniedziałek 09.01.2012 (aktualizacja: 2012-01-05)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
bboybemybaby
mnie to nie spotyka i mam nadzieje ze nie spotka. W sumie to oboje z moim partnerem trenujemy judo więc mogłaby z tego niezła walka wyjść. haha. A tak na poważnie jeśli dojdzie do takiego rękoczynu nie zawacham się odejść. Zrobi raz zrobi i kolejny. Chociaż za 1 razem bym zaryzykowala z kolejna szansą ale tylko jedną! w końcu każdy na nią zasgługuje.
Dodano: 2012-01-09 13:21:09 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×