Trochę szczęścia we dwoje

Według GUS-u w naszym kraju liczba rozwodów błyskawicznie rośnie. Wiele małżeństw już 3-4 lata po ślubie decyduje się na rozstanie. Bywa, że para znajduje się w emocjonalnym potrzasku – partnerzy nie wyobrażają sobie życia bez siebie, ale razem również nie potrafią być. Zwykle to kobiety szybciej dojrzewają do decyzji,by poprosić o pomoc. Szukają wsparcia u przyjaciółek, matek, psychologa…

Kryzys w związku
"Pobraliśmy się po 5 latach znajomości. Byłam pewna, że znamy się jak para najlepszych przyjaciół. Myliłam się. Po ślubie mój mąż zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Z romantycznego, czułego i pogodnego chłopaka stał się znudzonym, opryskliwym i agresywnym facetem. A jego wymagania wobec mnie rosły z dnia na dzień. Miałam być nie tylko zadbaną, pracującą kobietą, która na równi z nim utrzymuje dom, ale też pielęgniarką, sprzątaczką, kucharką, a na nocną zmianę namiętną kochanką.

Nie minął rok od ślubu, a my kłóciliśmy się prawie codziennie. O to, że obiad nie podany na czas, w domu brudno, za późno przyszłam z pracy, za dużo mówię albo się obrażam, no i że ciągle boli mnie głowa, kiedy on chce się kochać. Nie było dnia,  żebym nie dowiedziała się, że wszystkie baby są głupie, a prawdziwy facet musi mieć kochankę. Ciągle go kochałam i wierzyłam, że kiedy na świat przyjdzie dziecko, on się zmieni. I zmienił się, ale na gorsze.

Dziś nasza córeczka ma dwa lata, a ja coraz częściej myślę o rozwodzie. Mama, teściowa, koleżanki tłumaczą mi, że wszyscy faceci są identyczni i że my, kobiety, musimy radzić sobie same. Ale ja nie chcę tak żyć. Proszę bardzo, jeśli mam radzić sobie sama, to po co mi w domu facet, który rozrzuca brudne skarpetki, nie zmyje po sobie szklanki, a kiedy odmawiam seksu, potrafi nie odzywać się do mnie tygodniami.

Niedawno zwierzyłam się z moich problemów szefowej. To mądra kobieta, która ma za sobą nieudany związek. Poradziła mi, byśmy zgłosili się na terapię małżeńską. Pomyślałam, że to dla nas jedyna szansa. Ale mąż nie chce o tym słyszeć"

Kasia z Krakowa


W każdym, nawet najlepszym, związku pojawiają się kryzysy. Jeśli uda nam się je przezwyciężyć, związek staje się silniejszy i dojrzalszy. Jednak nikt nie przekazuje nam wiedzy, że życie pod wspólnym dachem to jedno z najtrudniejszych zadań. A nawet gdyby ktoś nam o tym powiedział, nie uwierzylibyśmy, zaślepieni miłością i wiarą, że nasz związek jest wyjątkowy. A tymczasem codzienne drobiazgi, urazy z powodu niewyrzuconych śmieci, denerwujących nawyków partnera itp. nakładają się na tzw. naturalne kryzysy pary (wspólne zamieszkanie, narodziny dziecka, role wynikające z życia w rodzinie) i powodują, że coraz bardziej oddalacie się od siebie.

Na początku namiętny seks godzi was w sypialni. Po kłótniach potraficie się przeprosić, dzięki wzajemnemu zaufaniu i zaangażowaniu macie odwagę rozmawiać o uczuciach. On obiecuje poprawę. Ty rezygnujesz ze swoich potrzeb w imię waszej miłości. Jednak nierozwiązane problemy sprawiają, że coraz trudniej wam się dogadać. Ale ciągle wam jeszcze na sobie zależy. Ty nie wyobrażasz sobie życia u boku innego mężczyzny. On wierzy, że małżeństwo to związek na zawsze. To najlepszy moment, żeby zdecydować się na terapię. Rozmowa z doświadczonym terapeutą pozwoli wam spojrzeć z dystansu na wasze problemy. Ustalić, o co tak naprawdę chodzi i co zrobić, żeby nie ranić się wzajemnie. Zwykle kobiety pierwsze decydują się na podjęcie terapii.

Panowie bardzo długo nie zauważają, że w związku dzieje się coś złego. Zawarcie małżeństwa to dla nich jak polowanie zakończone sukcesem. Zwierzyna ustrzelona, to teraz warto zająć się pracą, hobby, męskimi przyjaźniami itd. A poza tym zgoda na terapię to przyznanie się do własnej bezradności. Kiedy więc partner odmawia, a ty czujesz, że zrobiłaś wszystko, by ratować związek i dalej sama sobie nie poradzisz, nie wstydź się poprosić o pomoc profesjonalistę.


Dodał(a): Magdalena Milewska , Piątek 02.03.2012 (aktualizacja: 2012-03-02)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×