Uzależnione od sportu

Zwykle zaczyna się niewinne. Wyjście na siłownię lub zajęcia fitness ma pomóc zredukować stres. Na początku wystarczają trzy wyjścia w tygodniu. Potem jest już z górki. Żeby odzyskać wewnętrzny spokój potrzeba coraz więcej wysiłku. Siłownia staje się drugim domem.


kobieta na siłowni

Tak było w przypadku Karoliny. Stresująca praca sprawiała, że dziewczyna chciała znaleźć sposób na wyrzucanie z siebie złych emocji. – To był dla mnie trudny czas – opowiada – coraz bardziej zatapiałam się w tej pracowej beznadziei, lekarstwem na stres było jedzenie. Karnet na siłownię potraktowała więc jak dar niebios. Jak sama przyznaje na początku zależało jej tylko na odzyskaniu dawnej sylwetki. – W pierwszych tygodniach musiałam się zmuszać do chodzenia na siłownię – wspomina Karolina – po pewnym czasie zauważyłam, że trzydzieści minut spędzonych na bieżni pomaga nie tylko gubić kalorię, ale również tę całą złość, którą w sobie kumulowałam. Czułam się cudownie, byłam wolna od stresu i zaczęłam patrzeć na świat z większym optymizmem.

Karolina zwiększyła więc dawkę ćwiczeń. Zdecydowała się odwiedzać siłownię codziennie po pracy. Kilka tygodni później – dołożyła treningi w weekendy. Ponadto, zaczęła spędzać na zajęciach coraz więcej czasu. Wyrobiła sobie kartę, która uprawniała ją do korzystania z usług większości fitness klubów w mieście. I wtedy się zaczęło. – Ćwiczenia na siłowni zaczęły mnie nudzić, a ponieważ mogłam spróbować innych form ruchu i nie ponosiłam dodatkowych kosztów, zaczęłam to robić – wspomina Karolina. Na początku tylko zamieniła część treningów na siłowni na inne aktywności. Jednak po kilku tygodniach i to przestało jej to wystarczać.

- Nawet nie chodziło o to, czy nudzę się na zajęciach – tłumaczy – bardziej o doprowadzenie się do totalnego fizycznego wyczerpania. Tylko taki stan sprawiał, że Karolina mogła uwolnić się od stresu. – Niekiedy podczas drugiej lub trzeciej godziny ćwiczeń wręcz czułam jak ten stres ze mnie schodzi – dodaje. Nowy styl spędzania wolnego czasu odbił się na całym życiu dziewczyny. Harmonogram dnia został dopasowany do zajęć sportowych. I tak w poniedziałek od razu po pracy jechała na siłownię, następnie miała lekcję boksu. We wtorek w planie są taniec i streching. Środa była zarezerwowana dla zumby, tańca i siłowni. W czwartek - podwójne zajęcia ze spinningu. W piątek uczestniczyła w zajęciach zumby i ABT. Zdarzało się, że w tygodniu aż 20 godzin poświęcała na sport.
shutterstock_sport tekst.jpg
Póki ćwiczy się po to by żyć, a nie żyje po to by ćwiczyć, można być spokojnym – tłumaczy Anna Kędzierska, psycholog i trenerka umiejętności społecznych. - Kłopot zaczyna się wtedy, gdy aktywność fizyczna przysłania nam wiele innych rzeczy, które ważne są w życiu – dodaje. A w nowym planie Karoliny było coraz mniej miejsca dla przyjaciół. – Spotkanie z koleżankami i wylewanie żalów przy butelce wina stało się dla mnie stratą czasu – dodaje – a jeśli działo się to kosztem jakiś zajęć sportowych miałam potworne wyrzuty sumienia. W konsekwencji byłam na siebie podwójnie zła. Anna Kędzierska wyjaśnia, że takie zachowanie można uznać za objaw nałogu. - Bywa, że aktywność, od której jesteśmy uzależnieni jest jedynym dla nas źródłem radości, a wyobrażenie o tym, że miałoby jej zabraknąć, budzi paniczny lęk – dodaje ekspertka.
Większości osób nałóg kojarzy się z czymś bardzo niekorzystnym, np. narkotykami czy alkoholem. Stąd ciężko uwierzyć, że sport, którego uprawiani jest wyznacznikiem zdrowego trybu życia, może stanowić zagrożenie. Anna Kędzierska wyjaśnia, że każde uzależnienie jest chorobą, gdyż wiąże poczucie własnej wartości i zadowolenia z jedną tylko aktywnością. Ekspertka dodaje, że szukanie sposobów na odreagowanie coraz częściej prowadzi do uzależnienia od seksu, zachowań ryzykownych czy  właśnie sportu.

Ćwiczenia fizyczne powodują konkretne reakcje chemiczne w organizmie. Wzrasta poziom substancji odpowiedzialnych za dobre samopoczucie - na przykład serotoniny. Dochodzi również do wytworzenia tzw. hormonów szczęścia, czyli endorfin. - Jeśli to właśnie aktywność fizyczna jest jedynym sposobem radzenia sobie ze stresem i źródłem radości, ryzyko uzależnienia wzrasta – tłumaczy Kędzierska. Sport rozpatrywany w kategorii nałogu, podobnie jak inne używki, daje złudne poczucie szczęścia i spełnienia. – A tak naprawdę rzeczywiste kłopoty nadal pozostają nierozwiązane – dodaje psycholog.

Ponieważ Karolina nie miała czasu na spotkania ze znajomymi, zaczęła ich wciągać w różne formy aktywności fizycznej. Z jedną z koleżanek regularnie uczęszczają na taniec. – Niektóre chodzą ze mną na siłownię – dodaje – niedawno za sprawą kolegi z pracy zaczęłam chodzić na squasha. Karolina ma świadomość tego, że podporządkowała życie ćwiczeniom, jednak boi się zasięgnąć rady specjalisty. - Lęk przed utratą jedynego źródła szczęścia jakim jest sport jest naturalny – tłumaczy Anna Kędzierska i zachęca do korzystania z porad ekspertów. – Dobry psychoterapeuta z pewnością pomoże znaleźć inne, zdrowe metody radzenia sobie ze stresem – dodaje.

Tekst: Ela Kowalska
Źródło: MilionKobiet.pl







Dodał(a): Agnieszka Yilmaz , Poniedziałek 18.06.2012 (aktualizacja: 2012-06-15)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
malaga
Normalnie strach się bać. Można się uzależnić od wszystkiego..., ale że akurat od sportu to mnie nie dziwi, bo sport, intensywny ruch sprawiają, że człowiek sie lepiej czuje, coś tam z tymi endorfinami robi sie takiego... Wiec ludzie będą chcięli więcej i więcej, a że to zdrowe, kondycja lepsza, sylwetka właściwsza to czemu nie. Ja Jeżdżę na rowerze i nie powiem, że jestem uzależniona, ale zdecydowanie lubię dać sobie na 2 kółkach w kość, Ale raczej to wiążę z czymś takim, o czym w Podróżach z Platonem Roberta Smitha, że dorośli lubią wracać do roweru dlatego, że jako dzieci traktowali go jako dowód swojej dorosłości, wolności i samodzielności
Dodano: 2012-06-25 15:13:56 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×