Wielkie cele i codzienność

Wspólne życie to jak wiosłowanie w jednej łodzi do wyznaczonego celu. Trzeba go mieć, ale nie może on zdominować waszej relacji. Bo ani budowa domu, ani wspaniałe podróże nie zastąpią uczuć.

Wielkie cele i codzienność

Rodzinne cele są jak drogowskazy wyznaczające drogę i nadające sens. Bywa, że to właśnie wspólny cel przyciąga do siebie partnerów, bo np. obydwoje uprawiają żeglarstwo, podobne zainteresowania zbliżają ich do siebie, a na ślubnym kobiercu obiecują sobie kupno własnego jachtu. Mieć wspólny cel to jedno z ważniejszych zadań do wykonania, pod warunkiem że dążenie do jego osiągnięcia nie przysłania sensu bycia razem i uwzględnia zmieniające się warunki i pragnienia każdego z członków rodziny. Wspaniałe plany i szare życie. Pasją Anny i Tomka były podróże. Poznali się na jednej z wypraw w Himalaje.

Po dwóch miesiącach byli już parą, a po roku stanęli na ślubnym kobiercu. Miesiąc miodowy spędzili w górskim schronisku. Przytuleni, w jednym śpiworze, snuli wspólne marzenia na najbliższych kilka lat, a może i na całe życie. Ustalili, że podróże są dla nich najważniejsze, a więc żadnych dzieci, skromne życie na co dzień, każda złotówka odkładana na kolejną wyprawę. Ten plan doskonale działał do czasu, kiedy Anka zapragnęła zostać matką. Gdy Tomek z wypiekami na twarzy snuł przy kolacji plany wakacyjnej podróży, ona z trudem hamowała łzy. Jak miała powiedzieć mężowi, że pragnie dziecka? Przecież umówili się na coś innego.

Iza i Andrzej 10 lat po ślubie podjęli decyzję o budowie domu. Wymarzyli sobie duży, przestronny, w którym zamieszkaliby całą rodziną: oni, ich rodzice, dzieci, a potem wnuki. To było poważne przedsięwzięcie na co najmniej kilka lat. Zwołali rodzinną naradę, żeby wszystko dokładnie ustalić. Rodzice i teściowie byli "za", ojciec Andrzeja zaproponował nawet, że sprzeda swoją kawalerkę i dołoży się do budowy, mamie Izy pomysł wielopokoleniowego domu też przypadł do gustu, a dziewięcioletnie bliźniaki niewiele miały do powiedzenia.

Wspólny cel bardzo zjednoczył rodzinę. Ale nie obyło się też bez problemów. Mijał trzeci rok budowy, ceny poszły w górę, brakowało pieniędzy. W między-czasie zmarł ojciec Izy, a mama zdecydowała się przenieść do syna, bo nie wiadomo było, jak długo jeszcze potrwa budowa domu córki, a ona nie chciała mieszkać sama w pustym mieszkaniu. Bliźniaki były coraz starsze, miały własne sprawy. Andrzej coraz częściej zastanawiał się, czy w przyszłości dzieci zechcą zamieszkać z rodzicami. Wiele razy zamierzał o tym porozmawiać z żoną, ale nie chciał robić jej przykrości. Wiedział, że ona nadal marzy o rodzinnym domu. Na razie budowa jeszcze w lesie, a potem się zobaczy.

Sprawy do załatwienia

Jednak najważniejsze jest, by umieć czerpać radość z biegu i nie dać się ponieść marzeniom. Cel to mieszanka marzeń, pragnień, pasji, oczekiwań, ale także tego, co niesie realne życie. Ekscytujące rozmowy o tym, jak to będzie, kiedy wreszcie uda się go osiągnąć, wzajemne nakręcanie się i wspieranie, gdy jedna ze stron traci zapał, łatwo mogą sprowadzić was na manowce. Przestajecie wówczas dostrzegać fakty. To, że nie stać was na wymarzone luksusowe mieszkanie, bo np. partner stracił pracę albo wzrosło oprocentowanie kredytu. Że podróże z plecakiem były cudowne, kiedy mieliście po dwadzieścia kilka lat, a dziś twój partner nadal ma duszę podróżnika, ale ty marzysz o dziecku. Że dorosłe dzieci chcą jak najszybciej iść na swoje i na mieszkanie z rodzicami wcale nie mają ochoty.

Bywa, że silna koncentracja na osiągnięciu celu przysłania wiele rodzinnych problemów. Drobne małżeńskie rozczarowania, wzajemne pretensje, problemy z dziećmi są zamiatane pod dywan, niezauważane, bo przecież macie ważniejsze sprawy na głowie. A kiedy wreszcie zamieszkacie w nowym mieszkaniu, wybierzecie się w podróż dookoła świata albo wasza wspólna firma osiągnie sukces, może się okazać, że nie macie już ze sobą o czym rozmawiać, że przez ten czas, choć zjednoczeni wspólnym celem, tak naprawdę staliście się dwojgiem obcych sobie ludzi. A iluzja: "Wszystkie kłopoty miną, kiedy wreszcie nam się uda" pryska jak bańka mydlana. Jeśli dodać do tego wszystkie wyrzeczenia, każdą złotówkę odkładaną na realizację celu, rezygnację z wakacji, lepszej szkoły dla dziecka, dodatkową pracę kosztem czasu dla rodziny -  wówczas cel staje się naszym przekleństwem, a nie spełnieniem wieloletnich marzeń.

Weryfikacja marzeń

Ważne jest, zwłaszcza przy celach długoterminowych, by je od czasu do czasu weryfikować. W trakcie rodzinnej narady sprawdzać, w którym miejscu jesteście. Czy rzeczywiście potrzebujecie tak dużego domu? Czy nadal was na niego stać? Czy cała rodzina chce w nim zamieszkać? Wspólny cel nie może przysłaniać sensu bycia razem. Jeśli od jakiegoś czasu przestaliście razem wychodzić, dzielić się swoimi uczuciami, czerpać radość z seksu, to znak, że wasze „razem” jest poważnie zagrożone. A przecież to wy – jako para, rodzina – jesteście najważniejsi. Może pora przerwać zmowę milczenia, szczerze powiedzieć sobie: to, na co umówiliśmy się w przeszłości, dziś nas już nie interesuje. I sprzedać niewykończony dom, schować plecaki na strych i skompletować wyprawkę dla niemowlęcia. Zrezygnować na pewien czas z ambicji zawodowych i zająć się odbudowywaniem bliskości. Wspólnie umówić się na jakieś szaleństwo, które ożywi wasz związek. Warto zachować równowagę pomiędzy „być” i „mieć”. Wasza miłość, troska o dzieci, radość z bycia razem, rozwijanie się każdego z osobna i jako pary – to jest najważniejsze.

Tekst: Ewa Klepacka-Gryz, psycholog





Dodał(a): Redakcja , Piątek 15.04.2011 (aktualizacja: 2011-07-12)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×