Wybaczaj innym dla siebie!

Boże Narodzenie to czas dla rodziny. Ale zdarza się, że puste miejsce przy wigilijnym stole kłuje w oczy, bo nie zaprosiłaś brata, do którego masz żal za stare sprawy. Święta są okazją, by wybaczyć bliskim winy z przeszłości. Nie dlatego, żeby im było lżej. Raczej po to, aby lżej było tobie.

Wybaczaj innym dla siebie!


Kinga nienawidzi grudnia.
Osiem lat temu rozwiodła się ze Staszkiem. Syn, który ma dzisiaj 16 lat, złoży jej życzenia, da prezent, a potem siądzie przed ekranem komputera. Następnego dnia pojedzie, jak zwykle, do ojca. A ona zostanie w pustym mieszkaniu. Będzie myślała, jak bardzo źle życzy temu skurczybykowi, który zostawił ją dla młodszej. W zeszłym roku w Wigilię wyciągnęła ich wspólne zdjęcia, podarła i dała Łukaszowi, żeby oddał tacie. Kinga wie, że to bez sensu i że nie zrani w ten sposób Staszka. On tylko pokiwa głową i skwituje to wzruszeniem ramion. Ale ona nigdy mu nie wybaczy.

Marek święta spędzi bez pracy. Na razie stara się nie myśleć o tym, że w styczniu trzeba będzie czegoś zacząć szukać. Odszedł w zasadzie na własne życzenie. Był faworytem szefa. Ale na ostatnim posiedzeniu ich działu dyrektor nagle odciął się od jego pomysłu. Marek poczuł się zdradzony. I złożył wypowiedzenie. Dopiero potem zaczął się zastanawiać. Dlaczego tak się zdenerwował? Poszedł do psychoterapeuty. I tam zrozumiał, że chciał stworzyć z dyrektorem więź, jakiej nigdy nie miał z własnym ojcem – szorstkim, srogim, krytycznym. Wiecznie darli koty. Póki żyła matka, starała się jakoś łagodzić ich spory. Potem mediatora zabrakło... Marek nie pamięta ani jednej pochwały od ojca. Za uwagę w dzienniczku, dwóję czy choćby krzywe spojrzenie dostawał lanie skórzanym pasem...

Zachowanie dyrektora obudziło w Marku pokłady żalu i złości, których istnienia się nie spodziewał. Musiał przyznać: po tylu latach nadal nie wybaczył ojcu.


Zatrzaśnięci w bólu

Poczucie krzywdy powstaje, gdy na skutek działania innych ludzi znajdujemy się w sytuacji, której nie potrafimy sprostać. Nasze zasoby – siły, wytrzymałości, inteligencji, poczucia bezpieczeństwa – są zbyt małe w porównaniu z rozmiarem szkód, których doznajemy. Nie potrafimy sobie z tym poradzić. Dlatego powstaje w nas rana, która nie ma szansy się zabliźnić.

Skoro tak, musimy jakoś stłumić towarzyszące krzywdzie uczucia, wyprzeć z pamięci to, co się stało. Nie przeżywamy zatem bólu, smutku, gniewu. Po prostu wracamy do normalnego życia, ale już nie tacy jak wcześniej. Dlaczego? Psychoterapeuta Jerzy Mellibruda w książce "Pułapka niewybaczonej krzywdy" przyrównał taką sytuację do przypływu: ktoś sprawia nam ból i wtedy pojawia się fala trudnych emocji. Nie przeżywamy ich, a więc pozostają w nas, chociaż wcale nie zdajemy sobie z nich sprawy.

Efektem tego może być albo stan odrętwienia, albo nadwrażliwości. W pierwszym wypadku w ogóle tracimy zdolność kontaktu z własnymi emocjami. Nie czujemy już bólu, ale też nie czujemy wiele więcej. Coś takiego przeżywał Marek. Żył jak za niewidzialną szybą. Dopiero sytuacja, która w pewnym sensie była powtórzeniem zdarzeń z przeszłości, sprawiła, że ogarnęła go nowa fala gniewu.

Nadwrażliwość to z kolei coś, z czym zmagała się Kinga, której niemalże wszystko przypominało o stracie. Wciąż wracały do niej wspomnienia.

Niezależnie od tego, czy efektem niewybaczonej krzywdy jest nadwrażliwość, czy odrętwienie, to, co zdarzyło się przed laty, wciąż wpływa na nasze życie. Grzęźniemy w przeszłości. Mellibruda nazywa to "zatrzaśnięciem w pokoju dziecinnym". To tak, jakby dorosły człowiek wciąż w jakiejś sferze swojego życia pozostawał na poziomie sześciolatka płaczącego w poduszkę w pokoju. Trudno iść naprzód, jeśli wciąż tkwi się za zamkniętymi drzwiami cierpienia sprzed lat.

Jak te drzwi otworzyć i wydostać się na wolność? Trzeba przebaczyć.


I tak się trudno rozstać…

Okazuje się jednak, że nie jest to takie proste. Czasem my po prostu... chcemy żyć z tą krzywdą. Nie jest tak, że noszenie w sobie niezabliźnionej rany ma same minusy, nic nam nie daje, a tylko odbiera szansę na lepsze życie. Z takiego stanu emocjonalnego także można czerpać korzyści. To bywa wygodne.

Na przykład dla Kingi krzywda to wymówka przed podjęciem ryzyka. Boi się, że znów mogłaby zostać odrzucona. Gdy do takiego strachu się przyznamy, trzeba coś z nim zrobić. Przełamać go, otworzyć się na ludzi albo powiedzieć: "OK, ja się boję. Więc zostanę już do końca życia sama". Wszyscy mamy prawo dokonywać wyborów, a nawet zmarnować sobie życie, jeśli taka nasza wola. Tyle tylko, że łatwiej jest powiedzieć: "To jego wina, to ON zmarnował mi życie". Tak robi Kinga.

Często uważamy też, że przebaczenie to zbyt wielki dar dla naszego krzywdziciela. Ojciec Marka kontrolował jego życie, krytykował. Dzisiaj Marek chce to sobie w pewnym sensie odbić. Jak? Ma do ojca żal, że zerwał z nim kontakt, i gdzieś w środku czuje, że ojciec, coraz starszy i słabszy, cierpi z tego powodu. Wybaczenie oznaczałoby zamknięcie pewnego etapu, pewnej sprawy. Odcięcie tego sznureczka żalu, bólu, który, owszem, uwiera, ale za który możemy pociągać, powodując te same uczucia u drugiej osoby. Tak przynajmniej sądzimy.

W wielu wypadkach przebaczenie oznacza również, niestety, spojrzenie na całą sprawę z innej perspektywy, z punktu widzenia drugiej strony konfliktu. Ale np. Kinga nie chce patrzeć na wszystko z perspektywy męża! Być może wtedy musiałaby dostrzec, że w tym, co się wydarzyło, ona sama też odegrała znaczną rolę. Jeśli np. rozpada się związek, prawie zawsze odpowiedzialność rozkłada się na obie strony, choć nie po równo. Kinga musiałaby więc powiedzieć: "OK, nie jest tak, że tylko on ponosi winę za nasz rozwód. Ja w jakimś stopniu także".

I na koniec: przebaczenie otwiera te zatrzaśnięte drzwi krzywdy. I zmusza do wyjścia na otwartą przestrzeń. A co nas tam spotka? Nie wiemy. Więc się boimy.


Dodał(a): Michalina Gruszka , Piątek 23.12.2011 (aktualizacja: 2011-12-22)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×