Audrey Hepburn jakiej nie znacie - o sławnej matce opowiada jej syn Luca Dotti

Już 3go marca na rynek trafi biografia Audrey Hepburn pt. "Audrey w domu" napisana przez syna aktorki, Lukę Dotti. Zobaczcie, co o matce i tworzeniu tej książki zdradził w wywiadzie.

Audrey Hepburn jakiej nie znacie - o sławnej matce opowiada jej syn Luca Dotti
fot. Henry Clarke; © Condé Nast Archive/Corbis; z książki Luki Dottiego “Audrey w domu”; HarperCollins Publishers/ Wydawnictwo Literackie; © Luca Dotti


Co skłoniło cię do napisania o mamie?

Luca Dotti: – Urodziłem się w 1970 roku, czyli właściwie już po filmowej karierze mojej mamy. Może właśnie dlatego ludzie pytali mnie i wciąż pytają jaka była prywatnie, w domu… Początkowo miałem pomysł na zebranie jej przepisów kulinarnych. Miała to być książka kucharska. Kiedy zacząłem już pisać, niezwykle interesujące wydało mi się połączenie przepisów kulinarnych z rodzinnymi wspomnieniami i prywatnymi opowieściami bliskich znajomych. Tak powstała ta – jak lubię ją nazywać – „biografia przy kuchennym stole”.

Twój starszy brat Sean pisał o waszej mamie wcześniej. Wasze książki różnią się jednak od siebie. Ty snujesz opowieść nie trzymając się chronologii zdarzeń. Audrey w domu rozwija się raczej od śniadania do lunchu, od lunchu do kolacji z przyjaciółmi, od kolacji do przyjęcia w ogrodzie…

 – Mój brat napisał książkę, która jest jego spojrzeniem na matkę. Każdy ma o niej jakieś wyobrażenie, jej obrazy różnią się w zależności od tego, pod jakim kątem patrzymy. Mnie nie interesowały fakty biograficzne. Prywatne życie mówi o danej osobie czasami znacznie więcej, niż kalendarium zdarzeń. A życie mojej mamy – także w kuchni – zmieniło się przez lata z wyrafinowanego, w bardzo proste. Dotyczyło to choćby mody: w latach 50. i 60. nosiła efektowne stroje, od Givenchy po Valentino, w latach 70. – proste, niezobowiązujące ubrania, jak dżinsy czy T-shirty. Można zaobserwować jak mama z biegiem lat staje się bardziej dojrzała, bardziej pewna siebie, przekonać się, jaka była naprawdę. Oczywiście, była wielką gwiazdą i ikoną mody, ale była też znacznie głębszą osobą.

Zobaczcie także: Wywiad ze Stefano Terrazzino - Włochem, którego pokochały miliony Polek

Ile opowieści zawartych w tej książce usłyszałeś przy kuchennym stole?

–  Wiele. Książka zaczyna się od moich własnych wspomnień związanych z mamą. Ale spędziłem też dwa lata, odwiedzając najbliższych przyjaciół i krewnych mamy, zadając im pytania, robiąc notatki. Przy okazji udało mi się dokonać czegoś, czego zupełnie się nie spodziewałem – zdołałem pogodzić się z publicznym obrazem mojej mamy. Długo, także po jej śmierci, jej karierę aktorską, sławę i wszystko, co się z tym wiązało, oddzielaliśmy od naszego codziennego życia. Ale pisząc tę książkę, przekonałem się, że to ja sam stworzyłem tę granicę, może ze strachu… Nagle stało się dla mnie jasne, że Audrey, którą znałem i ikona, którą do dziś podziwiają widzowie, to jedna i ta sama osoba. To było objawienie!

Audrey Hepburn jakiej nie znacie - o sławnej matce opowiada jej syn Luca Dotti

© Earl Thiesen; z książki Luki Dottiego “Audrey w domu”; HarperCollins Publishers/ Wydawnictwo Literackie; © Luca Dotti


Pisząc, dowiedziałeś się też nowych rzeczy o mamie. Co najbardziej cię zaskoczyło?

– Jedna historia jest dla mnie szczególnie ważna. To był rok osiemdziesiąty drugi lub czwarty. Latem mój dziadek ze strony ojca zachorował. Jedyny szpital, jaki mogła dla niego znaleźć babcia – w sierpniu w Rzymie prawie wszystkie instytucje były zamknięte z powodu urlopów – był naprawdę podły. Byłem wtedy nastolatkiem. Poszedłem do mamy i powiedziałem, że skoro babcia nie może, to mama powinna wykorzystać swoje nazwisko, żeby pomóc dziadkowi. To akurat pamiętałem, ale dowiedziałem się, że moja mama najpierw obdzwaniała szpitale, przedstawiając się jako pani Dotti – nazwiskiem mojego taty – i nigdzie nie mogła znaleźć łóżka dla dziadka. Wtedy postanowiła pójść za moją radą. Powiedziała, że nazywa się Audrey Hepburn i natychmiast znalazło się miejsce w dobrym szpitalu. Od tej chili myślała o tym, jak pożytecznie wykorzystać swoją sławę. Zrozumiała, że jej nazwisko ma wartość wręcz polityczną, i że dzięki niemu może zrobić wiele dobrego – nie po to, by zyskać przywileje dla siebie, ale by pomóc dzieciom albo uchodźcom. Usłyszałem tę opowieść z ust jej ostatniego partnera, Roberta. Sama nigdy mi jej nie opowiedziała.

Zobaczcie także: Paweł Domagała: Do nowej roli zawsze podchodzę tak, jakbym nic nie umiał

Dla Ciebie była przez większość życia po prostu mamą, nie wielką Audrey Hepburn. Która z jej ról filmowych najbardziej przypomina Ci ją jako panią Dotti, mamę Luki?

– Mama nigdy nie grała według metody aktorskiej, wkładała w rolę własne emocje i empatię. Dlatego, oglądając jej filmy, nie widziałem gwiazdy, tylko Audrey taką, jaką znałem. Była sobą. Wszystkie filmy, w których zagrała są dla mnie ważne, ale mam swoje ulubione tytuły… Wzrusza mnie mama w „Rzymskich wakacjach”. Była wtedy grubo przed trzydziestką i trafiła w sam środek cyrku, jakim jest Hollywood. Kiedy przyjechała do Rzymu, nawiązała bardzo szczere i głębokie przyjaźnie ze wszystkimi, z którymi pracowała przy tym filmie – Gregory’m Peckiem, Williamem Wylerem, charakteryzatorami. „Przyjaźń” to pierwsze słowo, jakim mama opisywała swoją karierę. Wiele razy mówiła w wywiadach, że tylko z powodu wszystkich bliskich jej ludzi byłoby jej trudno porzucić karierę aktorską. To były inne czasy, nie wszystko kręciło się w Hollywood wokół kontraktów i pieniędzy, atmosfera w ekipie filmowej była bardziej rodzinna.
Wytwórnia Paramount zatrudniała mamę, jak konia wyścigowego – nie miała olbrzymiej gaży, tylko miesięczną, niewysoką pensję, jakby pracowała na poczcie. Dopiero w latach 60. mogła wynegocjować kontrakty z konkretną gażą. To sytuacja analogiczna do futbolu – dziś piłkarze podobnie jak aktorzy są wielkimi gwiazdami, zarabiają miliony.

Audrey Hepburn jakiej nie znacie - o sławnej matce opowiada jej syn Luca Dotti

 fot. Henry Clarke; © Condé Nast Archive/Corbis; z książki Luki Dottiego “Audrey w domu”; HarperCollins Publishers/ Wydawnictwo Literackie; © Luca Dotti

Jak jako młoda dziewczyna odnajdywała się w tej rzeczywistości? Czy woda sodowa nie uderzyła jej do głowy?

– Zbierając materiały do książki trafiłem na jeden z jej najwcześniejszych wywiadów z lat 40., kiedy była bardzo młoda. Tę rozmowę wycięła z gazety i zachowała moja babcia. Uderzyło mnie to, jak mama opisuje siebie, swoją pracę, swój stosunek do ról… Kiedy ją komplementowano, zawsze wskazywała na zasługi kogoś innego – tak, jakby wszystko zawdzięczała innym, jakby jej kariera była tylko wynikiem splotu szczęśliwych okoliczności. Nie była pewna siebie, raczej zbyt nieśmiała, by po prostu przyjąć komplement. Czytając ten wywiad, uświadomiłem sobie – porównując moje wspomnienia i wszystko, co usłyszałem o mamie od innych, że udało jej się pozostać sobą przez całe życie. Nie zmieniły jej sława, ani sukces.
Nie wiążę tego z jej wychowaniem czy z wykształceniem, które otrzymała, ale wydaje mi się, że duży wpływ miało na nią to, że dorastała w czasie wojny. To okres jej dojrzewania – kiedy wojna się skończyła, mama miała 16 lat. Dlatego jej osobowość, wartości, które wyznawała, jej spojrzenie na życie ukształtowały się tak szybko. Z jednej strony pozostała na zawsze tą małą dziewczynką, którą była w czasie wojny, a z drugiej – była bardzo dojrzałą osobą, na którą niewielki wpływ miała późniejsza sława. Dzięki temu, czego się o niej dowiedziałem, dziś znacznie lepiej rozumiem, co próbowała mi przekazać, gdy byłem chłopcem.

Czy twoja mama miała w kuchni jakiś system, zbiór zasad?

– Gotowała z produktów sezonowych. Zwłaszcza w Europie warzywa czy grzyby są charakterystyczne dla konkretnych pór roku. Smaki i zapachy w ogrodzie albo na targu wiązały się dla mamy z określonym czasem i określonym jedzeniem. Dzisiaj wędzonego łososia można kupić przez cały rok, w każdym supermarkecie. Dla mojej mamy wędzony łosoś był przysmakiem, na który pozwalano sobie dwa-trzy razy w roku – po pierwsze był drogi, po drugie potrawy z nim przygotowywano jedynie na specjalne okazje. W kuchni ważna była dla niej różnorodność. Poza tym była jak większość matek. Nie miała pełnej listy produktów, co nie przeszkadzało jej świetnie gotować.

Która potrawa z dzieciństwa najbardziej utkwiła Ci w pamięci?

– Wszystkie dania, o których piszę w książce. Jeśli miałbym wymienić coś konkretnego, to byłoby to spaghetti al pomodoro. To była jej ulubiona potrawa i jednocześnie sposób na okazanie czułości bliskim. Gdy chadzaliśmy na kolacje do znanych restauracji, szefowie kuchni, dwoili się i troili, żeby zaimponować mojej mamie. Proponowali jej bardzo wyrafinowane dania. A ona mówiła: „Jeśli ugotujecie mi spaghetti al pomodoro, będę szczęśliwa”. Dziwili się, że chce zamówić coś tak prostego, a dla niej było to danie szczególne. Taka właśnie była. Uważała, że w luksusie wcale nie chodzi o cenę i wymyślność. Dla niej luksus oznaczał dobrą jakość i możliwość posiadania lub robienia tego, co sprawiało jej przyjemność, ale nie za wszelką cenę.
Pewnego dnia ktoś przyjechał do nas jaguarem. Mama była zachwycona. Powiedziała mi: „Zawsze marzyłam, żeby mieć jaguara”. Zapytałem więc, dlaczego sobie takiego nie kupiła, przecież mogła sobie na to pozwolić. Odpowiedziała: „Marzenie mi wystarczy”. Do wożenia dzieci i wypraw na targ Volkswagen był wystarczająco dobry. Jaguar wcale nie był jej potrzebny w codziennym życiu. Uznawała, że marzenia powinny czasem pozostać marzeniami – nie trzeba mieć wszystkiego.

Czy są takie smaki, które ciężko ci było odtworzyć?

- Miałem problem z Boeuf à la cuillère. To wołowina, którą przyrządza się pięć, sześć godzin. Jest taka miękka, że można ją kroić łyżką. Smak zależy od jakości mięsa, wina, którego użyjesz, warzyw. To jeden z tych przepisów mamy, które rzadko wykorzystuję, bo są dość skomplikowane. Trzeba znać odpowiednie triki, żeby wszystko się udało.
Współautorką wielu z tych przepisów była kucharka mojej mamy. Giovanna asystowała mamie w kuchni, wiele z dopisków na kartkach z recepturami pochodzi właśnie od niej.

Audrey Hepburn jakiej nie znacie - o sławnej matce opowiada jej syn Luca Dotti

© Doris Brynner; z książki Luki Dottiego “Audrey w domu”; HarperCollins Publishers/ Wydawnictwo Literackie; © Luca Dotti


Twojej mamie czekolada zawsze poprawiała humor… Jakie wspomnienia budzi w Tobie?

–  Ważne jest dla mnie zwłaszcza ciasto czekoladowe, o którym piszę w książce. Wiąże się nie tylko ze wspomnieniami o mamie, ale i o mojej żonie. Mama miała nań szczególny przepis, niezbyt popularny. Długo nie mogłem go odtworzyć. Pewnego dnia właśnie takie ciasto upiekła moja żona! Prawdopodobnie, dlatego że mama korzystała ze szwajcarskiego przepisu, a moja żona pochodzi ze Szwajcarii. Dlatego uważam, że przekraczanie barier kulturowych jest w kuchni najważniejsze. Gotowanie może być potężnym narzędziem, także do zaprowadzania pokoju. Znajomość języków obcych pozwala lepiej rozumieć innych ludzi, przekonać się, że nasi sąsiedzi wcale się tak bardzo od nas nie różnią. Taką samą rolę może pełnić kuchnia.

Zobaczcie także: Jan Traczyk: Moje prawdziwe "ja" to to, które ludzie znają z koncertów

Jakie jest twoje pierwsze i ostatnie wspomnienie związane z mamą?

– Pierwsze… Mam ich tyle... Chyba kiedy leżałem chory w łóżku, może miałem grypę, a mama czytała mi dużo więcej bajek. Byliśmy sobie wtedy bardzo bliscy. Pamiętam, jak przychodziła wieczorami, żeby utulić mnie do snu.
A ostatnie… Wiąże się oczywiście z jej ostatnim pobytem w Szwajcarii, kiedy była już chora. To wspomnienie jest dla mnie szczególnie ważne. Wiedziała, że umrze na raka, ale nie martwiła się o siebie, tylko o nas. Zastanawiała się, czy była dobrą matką, czy w wystarczający sposób przygotowała nas do samodzielnego życia. Mój brat miał wtedy trzydzieści dwa lata, ja – dwadzieścia trzy.  Nie byliśmy dziećmi, ale w żaden sposób nie byliśmy gotowi na śmierć mamy. W ostatnich dniach życia martwiła się więc głównie o nas. Po latach zrozumiałem też, ile miała szczęścia, że odchodziła w pokoju. Miała spełnione życie i zdołała zawsze być sobą, nawet podczas choroby. To był jej wielki prezent dla naszej rodziny – czasem choroba zmienia człowieka, zwłaszcza kiedy boi się śmierci, panikuje – a to czyni życie z takim chorym wręcz niemożliwym. Mama była do ostatniej chwili bardzo silna i spokojna. Zawsze powtarzała, że jej wewnętrzna siła wiąże się z tym, że przetrwała wojnę. Uważała to za wielki dar.




fot. Jasmine Bertusi

Biografia Audrey Hepburn pt. "Audrey w domu" napisana przez syna aktorki Lukę Dottiego ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego 3 marca 2016 roku.

biografii Audrey Hepburn pt. "Audrey w domu" napisanej przez syna aktorki Lukę Dottiego, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego 3 marca 2016 roku.

Źródło: Mat. prasowe

Zobaczcie także:




Dodał(a): Agnieszka Pulikowska , Wtorek 16.02.2016 (aktualizacja: 2016-02-16)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar

Zobacz również

×
  • Mus czekoladowy

    Mus czekoladowy

    Przepis pochodzi z biografii Audrey Hepburn pt. "Audrey w domu" napisanej przez syna aktorki Lukę Dottiego. czytaj więcej

  • "Kronos"

    Kronos

    Książka ogłaszana największym wydarzeniem literackim XXIw. ujrzy światło dzienne 23 maja. 44 lata po śmierci autora w końcu będziemy mieli okazję do zapoznania się z prywatnymi zapiskami… czytaj więcej