"Sfera Armilarna" Andrzej Pilipiuk

Ostatni tom bestsellerowego cyklu "Oko Jelenia", w którym kozacka fantazja autora ożywia magię minionych epok. Gdzie na cios szablą odpowiada się chińskim granatem!

Sfera Armilarna Andrzej PilipiukMaj, Anno Domini 1560. Gdańsk.

Okaleczona, stojąca nad grobem Hanza walczy o przetrwanie, jednak jest jeszcze w stanie ująć i ukarać tego, kto złamał jej prawa. Staszek czuwa nad śmiertelnie ranną Helą. Nie widzi zaciskającej się pętli. Niebawem kolejny wilczy ogon zaznaczy śmierć kolejnego przyjaciela. Pomoc nie nadejdzie - Marek strzeżony przez hanzeatyckich zabójców podejmuje desperacką decyzję...Już za późno na intrygi. Rozbitkowie z innych czasów są w tym świecie anomalią. Los się ich nie ima i nie będą mieli przyszłości. Uczepieni nadziei na przetrwanie desperacko poszukują mitycznego Oka Jelenia - artefaktu z zapisem duszy Obcego. Jest ceną za ich życie i istnienie świata! Wstęgi ludzkich losów łączą się jak w sferze armilarnej: Ty trzymasz w ręce swój świat i ja trzymam świat w ręce. Jak mówi stare kozackie przysłowie – kto jest durniem, niech umrze jako niewolnik.

Fragment powieści:

Alchemik zaszedł wieczorem. Był to starszy wiekiem mężczyzna odziany
z niemiecka. Jego twarz, ozdobiona kozią bródką, wzbudzała sympatię i zaufanie. Badał
Helę długo, wnikliwie i starannie. Obejrzał paznokcie, sprawdził, jak zginają się stawy, policzył puls, pouciskał ostrożnie brzuch, wreszcie rozłożył ręce. Bardzo dokładnie
wypytał o okoliczności fatalnego postrzału.
– Serce bije jej niezwykle wolno, ale mocno i równo – powiedział. – To nie jest zwykły sen ani stan, w jaki popada człowiek czasem, gdy w głowę oberwie.
– Obudzi się? – zapytał Artur.
– Nic na to nie wskazuje, ale tak domniemywam. Wyjął z torby małą metalową butelkę. Wyciągnął korek. Na łyżkę wylał kilkanaście kropel ciemnobrązowego wywaru
i umieścił sobie pod językiem.
– To preparat pozwalający spojrzeć na ciało człowieka trochę inaczej – powiedział, widząc pytające miny. – Dzięki niemu objawia się oczom światło duszy...
Agata przeżegnała się i cofnęła pół kroku. Marta też wyglądała na przestraszoną.
Narkotyk jakiś? – zastanowił się Staszek. Pozwalający dostrzec aurę? A może tylko kit nam wciska?
Gość długo trwał w milczeniu, patrząc na Helę. Wykonał dłonią jakieś ruchy, jakby rozczesywał palcami opar, który tylko on widział. Na jego twarzy pojawił się wyraz łagodnej zadumy. Wreszcie się odezwał.
– Ta dziewczyna, jak mi się wydaje, to totenschien. – Alchemik użył niemieckiego słowa, którego scalak nie zdołał rozpoznać.
– Nie zrozumiałem. – Pokręcił głową Staszek. Uczony zmarszczył brwi.
– Śmiertka? Śmierciuszka? – spróbował przetłumaczyć Artur. – Objaśnijcie nam to, panie – poprosił.
– Są czasem ludzie, których Bóg lub los wybiorą do czegoś. Większość z nas żyje, bo żyje. Czy jesteśmy, czy nas nie ma, to bez znaczenia dla świata. Ale czasami pojawia
się wśród nas ktoś taki jak ona. To, co niemożliwe, staje się możliwe. To, co nieprawdopodobne, dzieje się, ot tak! – Strzelił palcami.
To, co nieprawdopodobne, pomyślał Staszek. Podróż w czasie, spotkanie z gadającą łasicą, ratunek z rąk lensmanna przychodzący w ostatniej chwili, szalona ucieczka z Bergen na pokładzie „Srebrnej Łani”, rozminięcie się o kwadrans z bandą morderców, wreszcie przeżycie postrzału z kuszy. Za dużo tego. Oj, za dużo...
– To brzemię. Tacy ludzie są naznaczeni. Bóg okazuje im łaskę, powierzając zadanie. Ale siły zła i ciemności nie śpią... Jednak diabeł niechętnie atakuje samodzielnie.
Wybiera do tego złych ludzi. Bóg rozgrywa z nim tę partię, stawiając na szachownicy dobrych. Życie wybrańca musi zostać ocalone. Lecz wokół trup ściele się gęsto.
– Dobrzy ludzie poświęcają się, byle tylko ją chronić? – zapytał młody kupiec.
– To szlachetne, że stajemy w obronie słabszego. To normalne, że do upadłego bronić będziemy siostry, przyjaciółki czy ukochanej. Jednak w jej obronie staną nawet ludzie, którzy jej nie znają. Nawet ci, którzy widzą ją pierwszy raz, bez wahania porwą się
na szaleńcze czyny, byle ją ratować lub oddadzą życie, ot tak. – Ponownie strzelił palcami.
– To by się zgadzało – mruknął Staszek.
Przypomniał sobie początek pobytu w tej epoce. Przebudzenie przez łasicę, spotkanie z Markiem. Dowiedział się, że informatyk i jakaś dziewczyna wdepnęli w łajno. I co? Z marszu ruszył ratować towarzyszkę misji, której wtedy nie znał.


Dodał(a): Karolina Czaja , Poniedziałek 18.07.2011 (aktualizacja: 2011-07-20)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×