Pełzająca śmierć. Dlaczego warto zajrzeć do domu Beksińskich?

W filmie o niezwykłym artyście największą rolę odgrywa obraz... kobiety. Dlaczego?

1111.jpgFilm Jana P.Matuszyńskiego to niezwykła podróż przez… codzienność. Patrząc na dzieła Zdzisława Beksińskiego, mogłoby się wydawać, że historia ta będzie wypełniona głównie surrealizmem, jednak okazuje się, że rzeczywistość potrafi być bardziej upiorna niż obrazy. Na ekranie przez dwie godziny towarzyszy nam przenikająca mżawka. Zapach deszczu da się wyczuć w sali kinowej- od tego momentu przenosimy się do świata Beksińskich. Jak tam jest?


Całkowicie zwyczajnie- i właśnie to dziwi najbardziej. Życie Beksińskich wypełniają trywialne sprawy, a kolejne sceny rozgrywają się w szarej scenerii smutnego blokowiska. To właśnie proza życia stanowi podstawę wielkich emocji i wielkich dzieł, jakie powstają w tym domu. Jednak siła filmu tkwi raczej w umiejętności uchwycenia życiowych dwuznaczności- w scenach, które wywołują śmiech i smutek jednocześnie. 

wtresci1.jpg

Obraz kobiety

Mimo że Zofia Beksińska przechadza się niczym cień przez cały film, to właśnie ona zagrała tutaj główną rolę. Jej bezinteresowną miłość, a także ból zrozumie każda z nas. Zofia to uosobienie najwyższych wartości, strażniczka  domowych rytuałów, matka nie tylko dla Tomka, ale także męża- marzyciela. Jedyny łącznik między Zdzisławem i jego synem. Milcząca, spokojna i wspierająca męża. Po cichu, z oddali. Podczas seansu to właśnie z nią obserwujemy dom Beksińskich, palimy kolejne papierosy w kuchni, suszymy pranie i odgrzewamy obiad dla ukochanego syna. 


“Wskazówki nieubłaganie odmierzają czas...”

Tomasz Beksiński został tu znakomicie przypomniany przez Dawida Ogrodnika. Jeżeli miałaś okazję słyszeć Tomka w radiu kilkanaście lat temu, na pewno zauważysz podobieństwo również w głosie. Przechodzimy z Tomaszem przez trudne relacje, debiuty radiowe i kolejne próby samobójcze. Nie rozumiemy, co przeżywa- w filmie nie o to chodzi.

Dlaczego to była ostatnia rodzina?

Film nie opowiada głównie o sztuce. Mówi trochę o miłości, trochę o śmierci. Pełzającej śmierci- jak na obrazie Beksińskiego. O rodzinie, która skupiała w sobie wszystkie cechy ludzkiej, często śmiesznej egzystencji. Tragicznego istnienia, które w swoim dziwactwie bywa okrutne, a czasami śmieszne. To opowieść o rodzinie z końca tysiąclecia. 

"Ostatnią rodzinę" trzeba obejrzeć z trzech powodów. Po pierwsze, to niesamowita, tragiczna historia, opowiedziana w przewrotny sposób. Po drugie- dla poczucia humoru Zdzisława Beksińskiego. Mimo że opowieść jest smutna, podczas seansu kilka razy naprawdę się uśmiejesz. I ostatni powód... w filmie usłyszysz świetną muzykę. Starannie dobrana ścieżka dźwiękowa towarzysząca bohaterom sprawi, że zapamiętasz to dzieło na długo. 

Zdjęcie: Instagram.com/ostatniarodzina 

Dodał(a): Alicja Bartosiak , Wtorek 11.10.2016 (aktualizacja: 2016-10-11)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar

Zobacz również

×