Wywiad z Juddy Huddlestone: Love Him Madly

Judy Huddelstone - niepokorna nastolatka, owładnięta żarliwym uczuciem do legendy rocka, wokalisty psychodeliczno-rockowej grupy The Doors, opowiada z perspektywy minionych lat o swojej fascynacji, szaleństwie i trudnej miłości do Króla Jaszczurów - Jima Morrisona.

Wywiad z Juddy Huddlestone: Love Him Madly

Wywiad z Juddy Huddlestone: Love Him Madly



Książka "Love Him Madly"  ("Jim Morrison w intymnych wspomnieniach") to bardzo szczera opowieść o Twojej skomplikowanej, niepozbawionej mrocznych stron relacji z Jimem Morrisonem. Co stanowiło Twoją motywację do tak intymnego rozrachunku z przeszłością?

Byłam zainteresowana tym, jak młode kobiety ( i ja w szczególności) popadają bardzo głęboko „w miłość” do osób, które tak naprawdę nigdy ich nie kochały. Taka historia przydarzyła się na pewno wielu osobom.

Ta książka jest bardziej o Tobie czy o Jimie?

Napisałam tę książkę jako osobisty pamiętnik, głównie dla kobiet, nie jako biografię Jima.

Zakochałaś się w Jimie mając siedemnaście lat, co urzekło Cię w jego osobie najbardziej. Jego poezja, muzyka czy może sposób bycia?

Tak naprawdę to był to jego głos, zauroczyło mnie jego brzmienie. Poza tym kompilacja wszystkich tych rzeczy, o których wspomniałaś.

Co myślisz o swojej szaleńczej miłości do Jima z perspektywy czasu, dzisiaj?


Sięgając w głąb tego co się wtedy wydarzyło, jest to pewien rodzaj zażenowania i wstydu.

Wywiad z Juddy Huddlestone: Love Him Madly

Kiedy zobaczyłaś go po raz pierwszy na scenie? Jaki był?

Pierwszy raz zobaczyłam go na scenie w Cheetah w Wenecji. Był jak halucynacja kogoś kogo już kiedyś poznałam, do tego Jim był świetnym performerem.

Czy Jim według Ciebie miał dwie twarze, jedną dla publiczności, drugą prywatną?

Na scenie Jim ukazywał bardziej teatralną część swojej osobowości, było to jednak bliskie jego prywatnemu obliczu.

Jak wyglądało Wasze pierwsze spotkanie?

Widzieliśmy się kilka razy na backstage’u i zamieniliśmy parę zdań. Któregoś razu dałam mu kostkę lodu w holu. Byłam wtedy jeszcze w szkole licealnej i myślałam, że on jest tym jedynym, moją bratnią duszą… Pierwszy raz byliśmy ze sobą w wigilię w 1967 roku.

Z portretu Jima, jaki zarysowałaś w swojej książce, wynika, że nie należał on do typu faceta romantyka, który w sposób delikatny obchodzi się z kobitami. Co doprowadzało Cię w nim do szaleństwa, co kochałaś a czego nie znosiłaś?

To co doprowadzało mnie do szaleństwa, to uczucie i świadomość, że on zupełnie nie potrafił mnie dostrzec. Kochałam w nim to jakim szczerym potrafił być względem samego siebie i sposób w jaki to wyrażał. Najgorsze było dla mnie jednak to, że czasem całkowicie zatracał się w związku z swoim problemem alkoholowym.

Niektóre z opisanych scen w Twojej książce są bardzo mroczne. Czy czułaś się kiedykolwiek jak "ofiara własnej miłości"? Prawie za każdym razem w tej relacji mówiłaś "Tak", nawet jeśli było to irracjonalne. Wynikało to z Twojego wieku, uroku osobistego Jima, czy może jest to bardziej skomplikowana kwestia?

Było to spowodowana splotem wielu czynników - byłam nastolatką, on był uroczy, bardzo chciałam, żeby mnie kochał. Moi rodzice właśnie się rozwiedli po wielu latach "wojen", tego typu toksyczna relacja wydawała mi się normalna.

Gdybyś miała sięgnąć pamięcią wstecz i wydobyć najsłodsze i najbardziej przerażające wspomnienie z Jimem…


Pamiętam jego żarliwość, jaki słodki i wrażliwy potrafił być, widzę te chwile zachwytu przemykające po jego twarzy. Był bardzo przeźroczysty. W podobny sposób wściekłość i rozpacz potrafiły owładnąć go w jednej chwili, a on zdawał się nie mieć nad tym kontroli. To było przerażające.

Jak znajomość z Jimem wpłynęła na Twoje życie?

W dłuższej perspektywie, ta znajomość sprawiła, że jestem przesadnie ostrożna.

Gdybyś mogła się cofnąć do tamtych dni, zmieniłabyś coś?

Chciałabym być bardziej praktyczna i mniej uparta.

Co  myślisz o "klubie 27" i wczesnej śmierci  Jima Morrisona?

Wiek w którym zbliżamy się do trzydziestki jest szczególnie niebezpieczny, jesteśmy już dorośli ale nadal melodramatyczni  i zwariowani  jak nastolatki. To nie jest dobry czas dla osób uzależnionych, które myślą, że są nietykalne przez śmierć.

Żyłaś w różowych latach 70-tych, za czym tęsknisz najbardziej z tamtego okresu?

Tęsknie za tym jacy idealistyczni byliśmy,  wierzyliśmy w to, że wszystko może się udać, nie zważając na dowody iż jest inaczej.

Rozmawiała: Marietta Przybyłek
Źródło: MilionKobiet.pl
Foto: Mat. prasowe


Dodał(a): Marietta Przybyłek , Poniedziałek 30.06.2014 (aktualizacja: 2014-07-01)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar

Zobacz również

×