Wywiad ze Stefano Terrazzino - Włochem, którego pokochały miliony Polek

Tańczy od 16. roku życia i to właśnie dzięki talentowi w tym zakresie mogliśmy go poznać w programie "Taniec z Gwiazdami", z którym zaczął swoją przygodę w 2006 roku. Ponadto rozwija swoje umiejętności aktorskie i wokalne, a ostatnio także prezenterskie - prowadzi program stacji TLC "Salon Sukien Ślubnych". Sprawdźcie, co zdradził w rozmowie z nami.

Stefano Terrazzino - Włoch, którego pokochały miliony Polek

Jak zareagowałeś na propozycję prowadzenia programu „Salon Sukien Ślubnych”?

Byłem zaskoczony, ale producenci tego programu dobrze wiedzieli, że mam krawieckie wykształcenie, miałem do czynienia z ubraniami i że znam się na tym. Kiedy dowiedziałem się, że jest to bardziej prezenterska rola, postanowiłem, że spróbuję, ponieważ potraktowałem to jako swego rodzaju wyzwanie, zadanie aktorskie. W programie jestem prezenterem, ale też się trochę wtrącam, doradzam, trochę wspieram pannę młodą, a kiedy rodzina bywa trudna (bo to się czasami zdarza), rozładowuję emocje. Nie miałem narzuconego scenariusza, dlatego też mogłem robić to naprawdę lekko, naturalnie. 

Czy wcześniej doradzałeś jakiejś pannie młodej w wyborze sukni ślubnej?

Nie. Doradzałem kobietom w wyborze kreacji, zwłaszcza tanecznych jak miałem atelier, ale pannie młodej nigdy. 

Na który element sukni ślubnej zwracałeś szczególną uwagę?

Nie ma takiego elementu. Myślę, że najważniejszy jest w ogóle początek, czyli wybór modelu sukienki, zwrócenie uwagi, jak on pasuje do figury, czy wygląda to estetycznie i przede wszystkim, czy pasuje do przyszłej panny młodej. Potem się patrzy na detale: tren, woale, hafty, koronki, halki – już nawet znam te nazwy po polsku (śmiech).

Czy któraś z przyszłych panien młodych szczególnie cię zaskoczyła?

Zaskoczyło mnie to, że dziewczyny były naturalne, otwierały się, nie krępowały przed kamerą. Zadziwiające było też to, że niektóre dokładnie wiedziały czego chcą, że będzie im w tym dobrze i dokładnie to dostawały.

Jak ci się wybierało suknię ślubną z Dodą?

To było wyzwanie. Na początku bałem się tego, stresowałem, bo to jest bardzo temperamentna kobieta - to żywioł i nigdy nie wiadomo, co jej przyjdzie do głowy, co myśli (śmiech). Ma bardzo niespokojne oczy. Doda była samograjem. Nie musiałem nic robić, o nic pytać, jest bardzo konkretna i ma także bardzo przemiłą mamę, która ma wielką klasę, mówi piękną polszczyzną, jest spokojna. Piękne było też zobaczenie Dody jako córki.

Chciałbyś spotkać się z Dodą poza programem, pójść na jej koncert?

Widziałem koncert Dody, kiedy występowaliśmy na jednej scenie. Jestem ciekaw, jaka jest prywatnie i chciałbym ją poznać.

Podoba ci się to, co tworzy Doda?

Podoba mi się to, że jest taka odważna i oryginalna. Ciężko mi się wypowiadać o jej muzyce, bo po prostu takiej nie słucham. Znam jednak kawałek „Nie daj się”, który mocno wpada w ucho. W czasie nagrywania programu, ten hit był włączany przez cały dzień i potem go nuciłem.

Czy lubisz wesela?

Jestem niecierpliwy i nie lubię na przykład długiego czekania na pannę młodą. Potem tego, że długo nie można jeść (śmiech), bo trzeba czekać na nowożeńców, ale ogólnie lubię wesela.

Byłeś na tradycyjnym polskim weselu?

Tak i bardzo mi się podobało. Byłem na wiejskim i na nowoczesnym, które było z klasą, naturalne. Na tym wiejskim też było super, bo byłem świadkiem tradycyjnych obrządków, które mi w międzyczasie tłumaczono. Potem było dużo picia alkoholu (śmiech). Na początku wiadomo, że  przyjechał „pan z telewizji”, ludzie mieli lekki dystans do mnie, a ja chciałem być traktowany normalnie. Potem, jak już goście się ośmielili i wyszli z bezpośrednią propozycją „z nami się nie napijesz?”, wtedy nie mogłem odmówić. Jednak mam słabą głowę i w pewnym momencie zamiast alkoholu piłem wodę, ale udawałem, że działa jak alkohol (śmiech). Nie wytrzymam picia z Polakiem - ja mam włoską głowę, która jest słaba.

Czym się różni włoskie wesele od polskiego?

Są bardzo podobne. Polacy może nawet bardziej się bawią i są też bardziej roztańczeni. Nie można też generalizować, ale te wesela, na których byłem we Włoszech skończyły się o 2, a w Polsce wszystkie, na których byłem kończyły się o 5-6 rano i to jest pierwsza różnica. We Włoszech mniej się pije… może to dlatego mniej tańczymy w porównaniu do Polaków (śmiech).

Stefano Terrazzino - Włoch, którego pokochały miliony Polek

Czy uczyłeś kogoś pierwszego tańca na wesele?

Tak, uczyłem.

Jak to wspominasz?

To jest dobry temat na nakręcenie filmu. Zazwyczaj to kobiety ciągną przyszłych mężów do tego tańca. Biedne chłopaki kochają te kobiety i robią wszystko, ale cierpią, mają dwie lewe nogi, kobieta prowadzi, krzyczy na narzeczonego, że źle i mówi „rób to jak Stefano”, tylko że ja tańczę 20 lat i zawsze muszę bronić tych biednych facetów. Potem niektórzy nawet się w to wkręcają. Mnie to czasem śmieszy, że trenują cały rok, mają buty taneczne, stroje i jednak trochę zbyt poważnie do tego podchodzą. Czasem staram się zasugerować parze, że może warto coś pokombinować w tym tańcu, że np. na początek walc, a potem hip hop. Często pary mi ufają i robimy naprawdę ciekawą choreografię, która potem wszystkim się podoba.
Jednak teraz już niewiele par uczę tańczyć, ponieważ do tego trzeba mieć naprawdę wiele cierpliwości i przede wszystkim czasu, a ja mam bardzo napięty grafik i nie zawsze jestem w stanie poświęcić im odpowiednią ilość godzin na treningi.

Jesteś profesjonalnym tancerzem, ale też próbujesz swoich sił jako wokalista. Nagrałeś płytę, mogliśmy też usłyszeć cię w programie „Twoja twarz brzmi znajomo”. Jak się czułeś w tym show? Jak ci się wcielało w role kobiece?

Muszę przyznać, że ten program był dla mnie idealny, bo to nie było czyste śpiewanie. Teraz też czasem biorę lekcje śpiewu i muszę przyznać, że łatwiej jest wchodzić w role, niż być sobą, znaleźć własny styl. Jak nawet oglądasz castingi, to ludzie świetnie śpiewają covery, a potem mają problem z odnalezieniem siebie. Do tego programu trzeba mieć dystans, nie można tego robić na poważnie. Tam też było dużo aktorstwa, ważny był ruch, plastyka ciała. Połączenie tego ze śpiewem czasem było naprawdę „hardcorowe” i musiałem przekroczyć swoje własne granice. Kochałem ten program. Miałem z niego dużo frajdy, zabawy, dużo mi dał.

Czy jest jeszcze jakiś program, w którym chciałbyś spróbować swoich sił?

Póki co – nie, ale kto wie, co przyniesie los. Kiedy przyszedł pierwszy odcinek „Twoja twarz brzmi znajomo”, od razu wiedziałem, że to jest coś dla mnie. Od dziecka lubię naśladować ludzi. TTBZ na pewno otworzył mój kierunek na śpiew. Na pewno będę się w tym rozwijał.

Chciałbyś śpiewać po polsku?

Tak. Długo się zastanawiałem w jakim języku śpiewać. Teraz wygląda to tak, że ja już myślę po polsku.

Chcesz zostać w Polsce na stałe?

Na razie tak, ale trudno mi powiedzieć, co będzie w przyszłości. Teraz jest mi tutaj dobrze i kocham ten kraj.

Wracasz do „Tańca z Gwiazdami”. Cieszysz się?

Cieszę się, ale też mam nadzieję, że moja partnerka, ktokolwiek to będzie, będzie mi dawała świeżą motywację. Po 10 latach pracy w tym programie trudno pokazać coś nowego, ale na pewno (wspólnie z partnerką) będziemy się starali zaskoczyć widzów. Wiadomo, że wiele zależy od niej, ale ty też nadal jesteś motorem tego wszystkiego, ty musisz mieć siłę prowadzić, dawać pomysły, budować psychologicznie.

Czy jest jakaś gwiazda, z którą chciałbyś zatańczyć, niekoniecznie w zakresie „Tańca z Gwiazdami”?

Jest nią Joanna Kulig, bo ma takie szalone oczy, jest sensualna, piękna, naturalna. Zachwyca mnie.

W takim razie tego ci życzę i dziękuję za poświęcony czas.


Foto: KAPiF/ Instagram @stefanoterrazzino






Dodał(a): Agnieszka Pulikowska , Piątek 28.08.2015 (aktualizacja: 2015-08-29)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Anonim
http://mirat.eu Bardzo lubię Pana Stefano i zawsze kibicowałam jego parze w TzG, teraz będę oglądać z zaciekawieniem nowy program!
Dodano: 2015-09-01 14:57:33 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×