Jak być damą w polityce?

Tagi: damy III RP

Pierwsza dama to status społeczny, zaszczyt, który wymaga przyswojenia zasad protokołu dyplomatycznego oraz wyrzeczeń: rezygnacji z kariery zawodowej i podporządkowania kalendarzowi oficjalnych spotkań i wizyt prezydenta. Jak radziły sobie z tym, i radzą, pierwsze damy III RP?

premiera (12)damy662.jpgBarbara Jaruzelska, Danuta Wałęsa, Jolanta Kwaśniewska, Maria Kaczyńska, Anna Komorowska, Agata Kornhauser-Duda – sławne, wpływowe, podziwiane i... krytykowane. Dzieli je pochodzenie, doświadczenie i poglądy. Aleksandra Szarłat, wytrawna dziennikarka i specjalistka od rozmów z ludźmi ze świecznika, pokusiła się o stworzenie portretów tak przecież różnych kobiet, które jednak łączy jedno: świadomość swojej siły. W szczerych i intymnych rozmowach z żonami prezydentów III RP, oraz z ich współpracownikami, bliskimi i przyjaciółmi, ukazuje pierwsze damy takimi, jakimi są – poza okiem kamer.

Nieformalnie bardzo wpływowe

Rola pierwszej damy (po raz pierwszy tytułu First Lady użył w 1849 roku amerykański prezydent Zachary Taylor w stosunku do Dolley Madison), mimo że formalnie nigdzie nie została zapisana, wiąże się nie tylko z pełnieniem funkcji reprezentacyjnej, ale i z ogromną odpowiedzialnością przed społeczeństwem. To zaszczyt, który wymaga wielu wyrzeczeń i towarzyszenia mężowi w oficjalnych wizytach krajowych i zagranicznych. Dobrze widziana jest także działalność charytatywna pierwszej damy, odpowiadanie na listy, uczestniczenie w licznych uroczystościach, rozpatrywanie próśb o okolicznościowe patronaty…

Kosztem ubocznym jest całkowita utrata prywatności. Żonie prezydenta na co dzień towarzyszą nie tylko oficerowie Biura Ochrony Rządu, ale również ciekawskie spojrzenia przypadkowych świadków jej życiowej aktywności. W PRL-u życie prywatne dostojników państwowych owiane było tajemnicą: nie znało się ich żon, choć krążyły o nich mniej lub bardziej niesamowite plotki. Teraz życie prywatne polityków jest sprawą publiczną, a wizerunek małżonki prezydenta to sprawa polityczna. Kim są prezydentowe III Rzeczpospolitej? Jak je wychowano? Co w pełnieniu funkcji pierwszej damy było dla nich najtrudniejsze? Czy tajniki protokołu dyplomatycznego trzeba mieć we krwi, czy można się ich nauczyć? W książce Aleksandry Szarłat, bogato ilustrowanej zdjęciami, również z prywatnych zbiorów, znajdziemy odpowiedzi na wiele z tych pytań.

Ile oni im zawdzięczają?

Znaczenie roli pierwszej damy najlepiej oddaje anegdota o Billu i Hillary Clintonach. Oto państwo Clintonowie podjeżdżają pod stację benzynową, a Hillary mówi do męża: „Widzisz tego przystojniaka nalewającego nam paliwo? To mój były chłopak, niewiele brakowało, a wyszłabym za niego”. A Bill: „To chyba jesteś zadowolona, że wyszłaś za mnie – jesteś żoną prezydenta”. „Gdybym wyszła za niego, to on byłby prezydentem, a tym nalewałbyś nam paliwo…” – odpowiada Hillary. Taki też jest z pierwszymi damami III Rzeczpospolitej – gdyby chcieć podsumować jednym zdaniem ich rolę, można by napisać: za każdym mężczyzną u władzy stoi kobieta, która pomogła mu zdobyć wpływy. „Gdyby nie Danuta, nie byłoby takiego Lecha” – mówią znajomi Danuty i Lecha Wałęsów.

2.jpg

Aleksander Kwaśniewski zapytany, co jego prezydentura zawdzięcza żonie, odpowiada: „Mnóstwo”, po czym długo wylicza listę zasług Jolanty. Lech Kaczyński składał hołd Marii: „Swoje sukcesy zawdzięczam żonie”. Bronisław Komorowski przyznaje, że nie mógłby oddawać się polityce, gdyby nie Anna – wspierająca, organizująca życie licznej rodziny. Andrzej Duda mówi o Agacie: „Mam wspaniałą, mądrą, bardzo dobrą żonę”. Autorka książki na przykładzie życiowej drogi, którą przemierzały pierwsze damy III RP przez ponad ćwierćwiecze – poczynając od 1989 roku po dzień dzisiejszy – ukazuje zarazem, jak ewoluowała instytucja Małżonki Prezydenta; jak kolejne kobiety w tej roli budowały ją od podstaw, w zaoranej po komunie ziemi.

12.jpg

Moje bohaterki to wspaniałe osoby, które łączy siła ducha, poczucie niezależności i wrażliwość na problemy społeczne – podkreśla Aleksandra Szarłat. – Są ostoją rodziny, a zarazem doradczyniami mężów-prezydentów. Wspierają ich, ocieplają wizerunek, a podczas nieformalnych spotkań w międzynarodowym gronie stanowią „wartość dodaną” – to najlepsi „ministrowie spraw zagranicznych”, jakich tylko można sobie wyobrazić. Są wzorem elegancji i taktu. Działają charytatywnie, angażując się w trudne kwestie opieki zdrowotnej, rodzin wielodzietnych, wymagających pomocy dzieci i ludzi starszego pokolenia. O ileż uboższy byłby bez nich świat... Jak bardzo, dziś już nawet nie potrafimy sobie wyobrazić.


Dodał(a): materiał partnera , Piątek 09.12.2016 (aktualizacja: 2016-12-09)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar

Zobacz również

×