Uległość w łóżku - wstyd?

W pokoleniu naszych babek, powszechnie uważano, że kobieta powinna być uległa względem swojego mężczyzny. Nie powinna zastanawiać się nad sobą i swoimi potrzebami, ale cały swój czas, całą energię i wszystkie siły kierować w stronę zapewnienia zadowolenia mężowi i dzieciom.

dominacja w łóżku

Dzisiaj dają o sobie znać skrajnie inne oczekiwania społeczeństwa – mamy być silne, niezależne, świadome. Uważam, że możliwość samostanowienia o sobie jest cudowną drogą życia. Czy jednak jest to konieczność, od której nie powinno być wyjątków? Niemożność pozwolenia sobie na najmniejszy nawet objaw uległości względem partnera może być jednak przyczyną pewnych problemów.

Dziś mężczyźni coraz śmielej mówią o tym, że chcieliby, żeby ich kochanki przejęły stery, zarządziły czasową dyktaturę i wzięły sobie w łóżku wszystko, na co mają ochotę. Z perspektywy człowieka dorastającego w czasach popularności  Bravo, Cosmo i MTV to żadne osiągnięcie. Patrząc jednak przekrojowo, musiało się bardzo wiele zmienić, by mężczyźni byli w stanie choćby wspomnieć, że chcieliby choć czasem podporządkować się swoim kobietom.

Ród męski przeszedł bardzo długą drogę, by móc pozwolić sobie na uległość w seksie. My, kobiety, dopiero tworzymy obraz siebie jako silnych i niezależnych. W przeciwieństwie do swoich babek coraz częściej nie mamy już trudności w powiedzeniu czy pokazaniu na co mamy ochotę w czasie seksu, czy nawet w całkowitym przejęciu inicjatywy w łóżku. Ale jak dla naszych babek dominacja była wstydliwą perwersją, tak dla naszego kobiecego pokolenia uległość w seksie staje się coraz częściej problemem.

Jak pewna siebie kobieta, niezależna bizneswoman, twarda negocjatorka ma nagle zmienić się w uległą kochankę? Dla sporej grupy kobiet jest to nie do pomyślenia. A jednak nasza seksualność rządzi się swoimi własnymi prawami. Tak jak owocna może być współpraca w łóżku czy pełne zdominowanie partnera, poddanie się męskiej, być może trochę zwierzęcej sile też może być bardzo atrakcyjne. Czasem nawet bardziej, niż któraś z nas chciałaby się  przed sobą przyznać. Gdy kobieta zwalcza tego rodzaju potrzebę i usilnie próbuje utrzymać inicjatywę, seks może stać się bardziej próbą sił i udowadnianiem sobie czegoś. Seks wtedy traci swój erotyczny posmak, przestaje przynoście satysfakcję. Z czasem, coraz bardziej przypomina zapasy, z tą różnicą, że w łóżku, a nie na macie.  

Wiele kobiet obawia się, że pozwolenie sobie na uległość w łóżku oznacza wyzbycia się własnej niezależności. Nie ma jednak nic złego w odrobinie tarmoszenia, przytrzymywania, wiązania czy ciągnięcia w sypialni. Tego typu seks jest tylko pewnym rodzajem współżycia, a nie stylem życia. Wbrew opiniom niektórych, nie jest także sygnałem, że w głębi ducha marzymy o powrocie do tradycyjnego, patriarchalnego porządku świata, gdzie mężczyzna był zdobywcą i myśliwym, a kobieta uległą mu istotą odpowiedzialną wyłącznie za ognisko domowe. Czym innym jest zabawa w sypialni, a czym innym poglądy i przekonania na temat związków, partnerstwa i roli kobiet we współczesnym świecie.

Pewna doza siły i dominacji ze strony partnera nie ma nic wspólnego z autentycznym zmuszaniem do czegokolwiek w seksie. Czym innym jest przejęcie kontroli i zdominowanie drugiej strony za jej zgodą, a czymś innym wymuszenie czy gwałt. Powiedzmy to dobitnie: kobiety fantazjują o byciu zdominowanymi czy uległymi, ale nie o gwałcie! Marzą czasem o byciu związaną, o tym, że partner przytrzyma dłonie, będzie bardziej stanowczy w swoich łóżkowych poczynaniach lub włoży więcej energii w miłosne pchnięcia. Nie oznacza to jednak autentycznego wymuszania, poniżania, bicia czy zmuszania do seksu wbrew woli kobiety. Nikt nie lubi doznawać faktycznej przemocy ani realnego przymusu, a szczególnie w tak intymniej i delikatnej sferze jaką jest seks. Bardzo więc proszę nie mylić uległości czy podporządkowania w seksie z prawdziwym molestowaniem czy gwałtem.

Nasza kultura ma wpływ na naszą seksualność. Przez piętnowanie lub promowanie niektórych zachowań wpływa na nas i nasze poglądy w kwestii współżycia. Seks jest jednak czymś bardziej pierwotnym niż wymogi cywilizacyjne. Nasze upodobania są różne i zmieniają się przez nasz rozwój, aktualne wydarzenia życiowe i dojrzewanie związku w jakim jesteśmy. W seksie nie ma ani rzeczy obiektywnie dobrych ani złych, są jedynie takie, które nam pasują bądź nie. Więc jeśli mamy ochotę dominować, współpracować lub być zdominowane, to jest to wyłącznie kwestia naszych obecnych preferencji. Podążanie za nimi sprawia, że seks ciągle cieszy, z upływem czasu staje się coraz piękniejszy i coraz bardziej satysfakcjonujący. Warunkiem jest słuchanie siebie, własnych pragnień i nieuleganie seksualnym modom. W końcu seks jest bardzo indywidualną sprawą!

Tekst: Marta Kołacka - seksuolog, psycholog
                                                                                                               Źródło: MilionKobiet.pl

Przeczytaj również:

Od stóp do głów

Sypiam z dwoma facetami

Seks singielki

Dodał(a): Karolina Kawecka , Poniedziałek 23.04.2012 (aktualizacja: 2012-04-23)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×