Kuba Marcinowicz: mój zawód to zabawa

Historia tego młodego redaktora Czwartego Programu Polskiego Radia naprawdę inspiruje. O tym, czy do radia można dostać się bez koneksji, jak zarabiać na życiowej pasji i o tym, że w pracy głównie się bawi mówi w rozmowie z portalem Milionkobiet.pl Kuba Marcinowicz.

Kuba Marcinowicz


Milionkobiet.pl : Jak zaczęła się Twoja przygoda z radiem?

Kuba Marcinowicz: Uwielbiam opowiadać tę historię, jestem z niej bardzo dumny. Wiele osób nie dowierza, że tam, gdzie teraz jestem, dostałem się bez kosmicznych znajomości w branży…

To jak się tam dostałeś?

Gdy miałem 15 lat organizowałem w mojej podstawówce koncert. Szczęśliwy traf chciał, że znalazła się tam też jedna z reporterek Radia dla Ciebie, mazowieckiej rozgłośni regionalnej. Zaczepiła mnie i poprosiła, żebym przyszedł do jej programu i opowiedział o tym wydarzeniu. Wypadłem chyba nieźle, bo zaproponowała, żebym przyszedł drugi raz… i trzeci… i czwarty. W końcu wylądowałem z własną piątkową audycją – trwała 20 minut, ale dla piętnastoletniego dziecka to było naprawdę coś wielkiego.

Do kiedy prowadziłeś audycję?

Po roku okazało się, że program dla młodzieży nie jest potrzebny i etap z Radiem dla Ciebie skończył się, ale ja już złapałem bakcyla – wiedziałem, że to jest coś, co chcę robić.

I co zrobiłeś?

Zacząłem wysyłać CV. Na jedną z moich aplikacji odpowiedziała Radiostacja. Rzucili mnie od razu na głęboką wodę. Pierwszego dnia dostałem do ręki sprzęt, mikrofon i pojechałem na Marywilską, żeby przygotować reportaż na temat tragicznie zmarłego w tym dniu Marka Kotańskiego. Nie wiedziałem, co robić, nikt nie dał mi żadnych wskazówek: jak zadawać pytania, na co zwracać uwagę, ile materiału zebrać. Z tego, co przygotowałem, w programie użyto około 15 sekund, ale i tak wydawało mi się, że zrobiłem materiał życia…

Długo tam pracowałeś?

W Radiostacji zostałem aż do matury. Chciałem spróbować swoich sił w Polskim Radiu, zacząłem pracować w radiu Bis. Prowadziłem tam program rozrywkowy, Interakcja – gry, zabawy, zgadywanki i rebusy ze słuchaczami. Hit sezonu! Okazało się, że pobiłem wszelkie istniejące rekordy słuchalności…

Dlaczego odszedłeś?

Nie do końca zgadzałem się z opiniami szefa. Gdy odchodziłem powiedział, że zawsze będzie tu dla mnie miejsce i mogę wrócić w każdej chwili. Z właściwą sobie butą odparowałem, że na pewno wrócę, ale wtedy zamienimy się miejscami. Potem złapałem się za głowę… Zahaczyłem się na chwilę w TVP. Teleranek, Kawa czy Herbata, 5 – 10 – 15, Ferie z Jedynką. To był fajny okres, ale to w radiu czuję się najlepiej.

Jak wygląda Twój zwykły dzień w pracy?


Nie ma czegoś takiego! Moja profesja to nie praca, a zabawa… za którą ktoś mi płaci. Dzień upływa mi na przygotoKuba Marcinowiczwywaniu materiału do audycji, zabawie gadżetami (mój ulubiony to zdalnie sterowany helikopterek) i rozmowie ze słuchaczami. Dużo śmiechu i pozytywnych bodźców.

Co robisz w wolnym czasie? Trudno jest Ci oderwać się od pracy?

Ciężko jest mi nie zgodzić się z Markiem Niedźwieckim, który „nie wierzy w życie pozaradiowe”. To profesja, której poświęca się w całości. Jestem pracoholikiem, ale robię to, co lubię. Każdemu życzę takiego życia.

Jakie trzy słowa mogłyby scharakteryzować Twoją pracę?


Adrenalina, pozytywny stres i ciekawość świata.

Od zawsze chciałeś być radiowcem?


Nie. Chciałem zostać… piosenkarzem, szybko jednak okazało się, że lepiej niż śpiewanie wychodzi mi mówienie. Rozważałem też aktorstwo, ale perspektywa szkoły aktorskiej nie przekonała mnie.

A propos aktorstwa, jak znajdujesz się przed kamerami, dzięki którym słuchacze Czwórki mogą obserwować Cię przy pracy?

Nie peszą mnie. Może to głupie… Założyliśmy sobie, że kamery nie są w studiu po to, żeby się przed nimi wyginać i puszyć tylko po to, żeby słuchacz mógł nas podglądać – taki mały Big Brother. Kamery są też źródłem fajnych sytuacji – kiedyś przebrałem się za glizdę… Testowaliśmy śpiwory i stwierdziłem, że to świetny pomysł, żeby się w taki śpiwór ubrać. Byłem leżącą na krześle zieloną larwą...

Gdybyś mógł być superbohaterem, kim byś był?

Mój superbohater miałby zapisane w statucie, że jeździ fajnymi samochodami. Może bohater – taksówkarz? Darowałbym sobie obcisły trykocik, to nie dla mnie. Z racji fizjonomii występowałbym pod pseudonimem Badyl. Byłbym absolutnie bezużytecznym superbohaterem.

Rozmawiała: Natalia Woroniec

Źródło: MilionKobiet.pl


Dodał(a): Natalia Woroniec , Poniedziałek 27.08.2012 (aktualizacja: 2012-08-27)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Anonim
fajne
Dodano: 2012-08-29 20:56:56 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×