Mam apetyt na więcej!

Pracuje po kilkanaście godzin dziennie, biegając między Teatrem Narodowym a planem seriali "M jak miłość i "Rodzinka.pl". Ale to nie wszystko. Małgorzata Kożuchowska planuje nagrać płytę, wyjechać na wakacje i hucznie wyprawić swoje czterdzieste urodziny!

Mam apetyt na więcej!

Redakcja: Wszystkiego najlepszego! Niebawem pani urodziny. Czy ma pani jakieś plany na ten dzień, czy może woli pani o nim zapomnieć?

Małgorzata Kożuchowska: Dziękuję za życzenia. Nie zaplanowałam jeszcze niczego konkretnego, ale na pewno będzie to moje małe święto. Nie mam problemu z upływającym czasem, wydaje mi się, że z wiekiem zyskuję. Urodziny to dla mnie pretekst, by spotkać się z przyjaciółmi, aby także im sprawić przyjemność. Tego wieczoru będą bliscy mi ludzie z tak wielu różnych środowisk, że sama czekam z ciekawością, jak będą się bawić. Miło będzie ich zobaczyć, a jeszcze jak wspólnie zaśpiewają "Sto lat"... (śmiech).

O.: Niektórzy mówią, że w środowisku artystycznym trudno o przyjaźnie.

M.K.: Mam też znajomych spoza branży, bo czasami trzeba "przewietrzyć głowę". Jednak większość przyjaciół rzeczywiście pochodzi ze środowiska aktorskiego. Codziennie spotykamy się w pracy, więc siłą rzeczy dużo o sobie wiemy. Często na próbach, zanim spektakl trafi na afisz, pokonujemy swoje blokady, słabości, wstyd w obecności kolegów i to bardzo nas do siebie zbliża.

O.: Skoro o wstydzie mowa, w ostatnim spektaklu, "Księżniczka na opak wywrócona", w którym gra pani z Piotrem Adamczykiem, macie scenę miłosną, a w innym momencie zostaje pani tylko w bieliźnie. Czy to jest dla pani problem?

M.K.: Niewiele mam takich doświadczeń, ale wydaje mi się, że dla każdego aktora to trudne. Jednak po kilkunastu latach w zawodzie wiem, kiedy nagość czy scena erotyczna jest niezbędna, a kiedy wymuszona. Jeśli jest niezbędna, dodaje wyrazu całości – zgadzam się na nią. Zauważyłam, że po latach pracy mam do siebie większy dystans, ewentualna krytyka nie jest przeze mnie interpretowana jako krytyka mnie samej, Małgosi Kożuchowskiej, ale mojej roli. Z taką świadomością jest mi łatwiej.

O.: Prosto z planu seriali "Rodzinka.pl" i "M jak miłość" pędzi pani do teatru. Jak wychodzi pani z roli, by wejść w nową?

M.K.: To są bardzo różne role: Hanki Mostowiak, Natalii Boskiej czy księżniczki Diany,więc nie mam z tym problemu. Kiedy wyjeżdżam z hali na Woronicza, gdzie kręcimy "Rodzinkę.pl", w samochodzie włączam muzykę, odpoczywam, ładuję energię na przedstawienie, a w teatrze charakteryzuję się, wkładam kostium – i już jestem kimś innym. Po pracowitym dniu potrzebuję chwili wyciszenia, odpoczynku. Jem kolację, piję herbatę, rozmawiam z mężem. Nie potrafię wrócić do domu i od razu zacząć się uczyć tekstu albo iść spać.

O.: Czy mąż (Bartłomiej Wróblewski – przypis redakcji) nie ma żalu o to, że pani tak długo nie ma? Rozumie żonę aktorkę?

M.K.: Miałam szczęście, że spotkałam takiego człowieka. Na początku naszej znajomości uprzedzałam, że życie z aktorką nie będzie usłane różami... (śmiech). Bartek, choć sam jest zajęty, nigdy nie zapomina, że po całym dniu pracy na planie często jadę jeszcze do teatru. Zawsze przesyła mi w tej krótkiej przerwie miły SMS: "Trzymam kciuki, wierzę w ciebie, poradzisz sobie!". To niby drobiazg, ale dodaje otuchy! Mam poczucie, że nie jestem sama, że Bartek mnie rozumie.

O.: Zastanawiam się, jak to jest... Czy aby zagrać przekonująco małżeństwo, między aktorami musi zaiskrzyć? Ma pani doświadczenie: w "M jak miłość" gra pani z Kacprem Kuszewskim, teraz jest pani "żoną" Tomka Karolaka.

M.K.: Na tym polega umiejętność reżysera czy producentów, żeby już podczas castingów dobrać odpowiednio aktorów. Oczywiście, aktor powinien wiarygodnie zagrać miłość, szacunek bez względu na to, czy kogoś lubi, czy nie. Ale ta energia, która się wytwarza między ludźmi, bywa pomocna i przenosi się na ekran. Dla mnie jest ważne, jeśli między ujęciami mogę swobodnie pogadać z kolegą, kiedy nadajemy na tych samych falach.

O.: Zapytam wprost: czy między panią a Tomkiem Karolakiem od razu "zagrało"?

M.K.: Sama byłam ciekawa tego spotkania. Na planie zetknęliśmy się po raz pierwszy.Okazało się, że dobrze na siebie działamy. Podoba mi się jego luz, dystans, poczucie humoru, co w serialu komediowym jest bezcenne! Tomek wnosi na plan bardzo pozytywną energię. Dzięki niemu wytwarza się taka... słoneczna atmosfera.

O.: Co jest najtrudniejsze podczas pracy nad serialem "Rodzinka.pl"?

M.K.: Tempo! Musimy nagrać 26 odcinków w 52 dni! Bywały takie tygodnie, że dzień po dniu pracowałam po kilkanaście godzin!

O.: Seriale, filmy, teatr. Jak rzadko która aktorka łączy pani te trzy dziedziny. Jest pani szczęściarą?

M.K.: Wyznaję teorię, że aby utrzymać się w tym zawodzie, po pierwsze – trzeba być pracowitym, po drugie – chcieć się rozwijać, a po trzecie – mieć szczęście do ludzi. To ostatnie oznacza znalezienie się w odpowiednim czasie i miejscu. Czyli żeby ktoś, kto realizuje ciekawy projekt, zobaczył cię i pomyślał: "Ona jest idealna do tej roli!". Sukces w tym zawodzie nie zależy do końca od nas, aktorów. Ale możemy sobie pomagać poprzez rozwój i wychodzenie do ludzi.

O.: Kiedyś wydała pani płytę z piosenkami, którą dołączono do kobiecego magazynu. Czy nie kusi pani nagranie albumu z prawdziwego zdarzenia?

M.K.: Kusi mnie, kusi! I... jestem coraz bliżej realizacji tego marzenia. Ale wiem, ile to kosztuje pracy i czasu. Zrobię to, bo muzyka jest dla mnie bardzo ważna, wzmacnia mnie. Jednak rozumiem, że jest zbyt wymagająca, by się nią dzielić. Czekam na dobry moment.

O.: Ale na wolontariat czas pani znajduje. Czwarty rok jest pani ambasadorką Fundacji "Mam Marzenie". Które zapadło w serce szczególnie?

M.K.: Jest ich bardzo dużo, a każde wyjątkowe. Choćby historia małego Gracjana, u którego zdiagnozowano nowotwór. Chłopiec bardzo chciał pojechać na grób papieża Jana Pawła II do Watykanu. Był gościem w moim programie "My, wy, oni". Kiedy udało się zebrać pieniądze, zgrać terminy, dostałam e-mail, że stan chłopca jest krytyczny i że nie ma szans na wyjście ze szpitala. Wszyscy pytali, czy zwracamy sponsorowi pieniądze, czy przekazujemy je innemu dziecku. Postanowiliśmy, że póki Gracjan żyje, jest nadzieja. Po kilku miesiącach dostałam wiadomość: Gracjan czuje się na tyle dobrze, że może wybrać się w podróż! I pojechał do Rzymu razem z mamą. Dziś jest zdrowy!

O.: To piękna historia.

M.K.: Gdybym nie znała Gracjana, może nawet trudno byłoby mi w to uwierzyć... Ta opowieść daje nadzieję nawet wtedy, gdy już jej tak naprawdę nie mamy.

O.: Czy znajdzie pani czas na odpoczynek przy tak napiętym grafiku?

M.K.: Oczywiście, dojrzałam już do tego, że powinnam ładować akumulatory, żeby praca sprawiała radość i mnie, i widzom. Aktor musi mieć czas także na zwykłe zajęcia, więc marzec przeznaczam na życie rodzinne, przyjemności i długie wakacje.


Foto: BE&W

Rozmawiała: Magdalena Kuszewska

Dodał(a): Redakcja , Piątek 13.05.2011 (aktualizacja: 2011-06-08)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (3)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
rendus
Nie rozumiem zachwytów nad aktorstwem pani Małgosi. Według mnie w każdym filmie gra tak samo. Te same miny, ten sam sposób mówienia. Mam wrażenie jakby wszystkie kreacje pani Małgosi to był jeden długi film. Jako kobieta natomiast bardzo mi się podoba
Dodano: 2011-10-30 20:38:17 Zgłoś nadużycie
passionfruit
Dobrze pamiętam, że to ona zaczynała karierę od scen nago w "Młodych Wilkach"? Show biznes to ciężka kromka chleba, ta Pani sobie z tym radzi świetnie i chwała jej za to, ale nie uważam jej za wybitną aktorkę. W każdym razie jest pracowita jak widać.
Dodano: 2011-07-01 19:06:57 Zgłoś nadużycie
wiola
Bardzo piękna i sympatyczna kobieta z pani Małgosi!Ale nie chciałabym żyć w takim tempie:)
Dodano: 2011-06-24 00:09:15 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×