Mam przepis na życie

Na planie daje z siebie wszystko. Ale wie, kiedy powiedzieć: muszę zwolnić. Kariera aktorska nie jest dla niej najważniejsza. Zawsze ma czas dla swoich dzieci i na realizowanie pasji.

Mam przepis na życie

Zabłysnęła jako Agnieszka w serialu "Samo Życie", a potem na kilka lat zniknęła. W tym czasie urodziła syna i córkę. Potem poświęciła się śpiewaniu – stworzyła m.in. znakomity spektakl muzyczny "Byle nie o miłości". Od niedawna znów coraz częściej można ją zobaczyć na telewizyjnym ekranie. Jako porzucona przez męża Anka w serialu "Przepis na życie" udowadnia, że najważniejsze w życiu są optymizm i... dobre jedzenie!

Redakcja: Co ostatnio pani ugotowała?
Magda Kumorek: To było danie na szybko – makaron ze szpinakiem i z kozim serem.

O.: Ma pani swój ulubiony przepis?
M.K.: Uwielbiam szarlotkę na płatkach owsianych (zamiast mąki). Robię ją zawsze w ilościach hurtowych, ponieważ jedna blacha w moim domu to stanowczo za mało (śmiech).

O.: Ma pani dryg do gotowania! Umiejętności kulinarne pomagają pani na planie "Przepisu na życie"?
M.K.: Na pewno. Niektóre sceny są tak długie, że w ich czasie trze-ba przygotować potrawę od początku do końca. Obieram, siekam i smażę, jakbym gotowała we własnej kuchni. Oczywiście pomaga mi nasza konsultantka do spraw kulinarnych, pani Ania. Na koniec ujęcia ekipa ma co jeść (śmiech).

O.: Myślę, że problem pojawia się wtedy, kiedy trzeba przygotować jakąś mięsną potrawę. Jak sobie z tym pani radzi jako wegetarianka już z siedmioletnim stażem?
M.K.: Na szczęście do tej pory tylko raz musiałam rozrywać wędzone kurczaki. Dałam radę! Ale drżę, ponieważ w scenariuszu jest też zaplanowana scena, w której kroję wątróbki na kawałki. Po cichu liczę, że danie się zmieni.

O.: Nie jest łatwo być wegetarianinem na planie takiego serialu...
M.K.: To prawda. Na szczęście wszyscy są dla mnie bardzo wyrozumiali i nikt mnie nie zmusza do jedzenia mięsa (śmiech). Tak samo jak ja nikogo nie zmuszam do diety wegetariańskiej. W moim domu każdy sam wybiera, co je. Mąż i syn jedzą mięso, dlatego od czasu do czasu smażę dla nich mnóstwo kotlecików z indyka i mrożę je na później.

O.: Nie ma pani ochoty na małego gryza?
M.K.: Nie (śmiech)! W kwestii mięsa to czasem tylko żałuję, że niektóre kuchnie świata nie są dla wegetarian bardziej dostępne. Jakiś czas temu chciałam podszkolić się z francuskiego i moja nauczycielka zapowiedziała, że skoro tak lubię gotować, to na następnych zajęciach zrobimy lekcję kulinarną i omówimy jakiś przepis. Zgodziłam się, ale pod warunkiem że będzie to coś bezmięsnego, co będę mogła potem wypróbować w domu. Na lekcji przewertowałyśmy całą książkę kucharską, ale nie znalazłyśmy żadnego przepisu wegetariańskiego. Jak nie mięso, to krewetki albo ślimaki... W końcu nauczyłam się tylko podstawowego słownictwa (śmiech). Ale na przykład kuchnia włoska, którą bardzo lubię, jest idealna dla wegetarian. Dojrzałe pomidory, oliwa, bazylia i tymianek – to coś, co jest mi bliskie. Zwłaszcza latem, kiedy mogę wysłać syna do ogrodu po świeże zioła...

O.: Syn, córka, mąż – ma pani szczęśliwą  rodzinę. W odróżnieniu od Anki, którą gra pani w serialu "Przepis na życie".
M.K.: To prawda. W jej  życiu wszystko wywróciło się do góry nogami. Miała męża, dobrą pracę. I nagle to straciła. Ale z pomocą matki, córki i przyjaciół Anka znajduje nowy przepis na  życie.

O.: Przepis na życie? Czy on istnieje?
M.K.: Tak, ale dla każdego jest inny.

O.: Jak pani myśli, czy kobiety, które boryka-ją się z takimi problemami jak Anka, odnajdą coś dla siebie w tym serialu?
M.K.: To już zależy tylko od tych kobiet i od tego, na ile są otwarte, żeby na swoją sytuację spojrzeć z boku, z dystansem. Ale ten serial na pewno jest dla nich. "Przepis na życie" niesie bowiem bardzo pozytywne przesłanie. Trudności w życiu mobilizują nas i wystarczy się otworzyć, żeby zauważyć, że jedne drzwi się zamykają, ale otwierają kolejne.

O.: Zdjęcia do pierwszej części serialu powoli się kończą. Jakie są pani plany?
M.K.: Duuużo relaksu! W wolnych chwilach uwielbiam myśleć o tym, co będę robić po zakończeniu zdjęć do serialu, i wiem, że będą to rzeczy niezwiązane z zawodem (śmiech).

O.: Będzie pani też miała czas na czytanie?
M.K.: Oj, tak! Już teraz czytam, kiedy tylko mogę, choć przy takiej intensywności pracy jest to dość trudne. Ale proszę sobie wyobrazić, że na planie serialu w jednym z filmowych mieszkań odkryłam wielką bibliotekę! Kiedy tylko mam chwilę wolnego, biegnę tam i wyciągam książkę, obojętnie jaką, i czytam. Po chwili słyszę: "Magda, na plan!" i zaczytana odpowiadam: "Już, już!". Wracam, zostawiając porozrzucane książki. Potem scenografowie się złoszczą: "Kto znowu przeglądał książki?!", a ja... nie mogę się powstrzymać. Notorycznie czytam po kilka książek naraz. Ale na szczęście książka nie zając, nie ucieknie (śmiech).

O.: A co panią ostatnio zafascynowało?
M.K.: Jestem po pierwszych rozdziałach książki Szymona Hołowni "Bóg. Życie i twórczość". I ciągle mnie zadziwia, że tego samego inteligentnego, błyskotliwego człowieka, którego oglądam w telewizji, odnajduję na stronach książki. Z przyjemnością czytam też debiut mojej koleżanki ze studiów Pauliny Holtz. "Luśka na planecie Dziecko. Nieporadnik świadomego rodzica" to bardzo ciekawa książka. Zwłaszcza dla mnie, ponieważ całkiem niedawno po raz drugi zostałam mamą.

O.: Już pani nie śpiewa? Dawno nie słyszałam pani na scenie.
M.K.: Ojej, teraz to śpiewam głównie córeczce na dobranoc... (śmiech). W marcu miałam dwa koncerty – jeden w czasie Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, drugi w Kielcach ze spektaklem "Dobranoc, panowie". Kiedy mam więcej pracy dla telewizji, śpiewam mniej. I odwrotnie (śmiech). Na razie nie planuję zbyt wiele. Marzę o tym, żeby dobrze zagrać rolę... i wrócić do Wrocławia. Tam na mnie czeka dom z ogrodem, mnóstwo warzyw i kwiatów, które muszę posadzić...

O.: Jest pani zapaloną ogrodniczką?
M.K.: Trochę tak (śmiech). Ale ogród to nie tylko praca. Ciągle mam w pamięci taki obrazek z ubiegłego roku: mój synek biega między krzaczkami i zrywa małe pomidorki koktajlowe, zajada i wyciera ręce w spodnie. Jak tak patrzyłam na swojego syna w ogrodzie, to pomyślałam nawet: "To jest to! Czego chcieć więcej?".

Czego o niej nie wiecie:

■ data urodzenia: 14 sierpnia 1979 r.
■ miejsce urodzenia: Pyskowice
■ ulubiona książka: ma ich wiele
■ ulubiony film: od wielu lat bez zmian "Niebieski" Krzysztofa Kieślowskiego
■ ulubiona płyta: co chwila inna
■  w wolnym czasie: celebruje każdy moment z rodziną, czyta, dużo czasu spędza w swoim ogrodzie

Tekst: Marta Drelich

Foto:BE&W



Dodał(a): Emilia Czaczkowska , Poniedziałek 14.11.2011 (aktualizacja: 2012-03-01)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
angeluchna
Uwielbiam Panią Magdę Kumorek! Wydaje się być niesamowitą kobietą!;)
Dodano: 2011-11-20 10:38:43 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×