Nie jestem przebojowa

Mijający rok należy do niej! Zagrała w dwóch filmach,wystąpiła w "Tańcu z gwiazdami", błyszczy w telewizyjnym show i nie opuszcza planu serialu. Jak ona to robi?

Kasia Zielińska

Redakcja: Trudno było umówić się na ten wywiad. Chyba brakuje pani czasu?

Katarzyna Zielińska: Tęsknię za leniwymi popołudniami. Od kilku miesięcy marzę, by usiąść z kubkiem kawy na kanapie, nigdzie się nie spieszyć. Odsapnąć, nie robić nic szczególnego. Ale gdybym często miała do tego okazję, pewnie czułabym się gorzej niż teraz. Bo nie ma idealnej pory ani na wolne,  ani na pracę. Zawsze za czymś będę tęsknić,
jedno odbywa się kosztem drugiego. Choć z czasem jest u mnie naprawdę krucho, to jednak znajduję go dla najbliższych: narzeczonego, rodziców, przyjaciół...

"Barwy szczęścia", "Kocham Cię, Polsko!", kino, teatr. Czy nie za wiele ma pani obowiązków na głowie?

Takie myśli pojawiają się od czasu do czasu, szczególnie gdy jestem zmęczona. Chciałabym odpocząć, pojechać do rodziców... Ale sięgam po telefon i rozmawiamy. Rodzice powtarzają: "Życie jest jedno, miej z niego radość!". Wiem, że jeśli wezmę na siebie za dużo, bliscy postawią mnie do pionu: "Kaśka, dosyć!". Staram się więc być rozsądna zawodowo. Muszę zarabiać, ale nie rzucam się na każdą propozycję.

W świątecznej komedii romantycznej "Listy do M.", którą właśnie można oglądać w kinach, zagrała pani ciężarną modelkę. Dlaczego wybrała pani ten scenariusz?

Zauroczył mnie, było w nim coś magicznego. Poczułam, że to film, w którym chcę wystąpić. Powstała opowieść o relacjach między ludźmi, bez patosu. W jeden szczególny dzień pięć kobiet i pięciu mężczyzn przekonuje się, że przed miłością nie można uciec. Moja rola nie jest duża, ale podobno widzowie ją zapamiętują.

W tym roku widzieliśmy też panią w filmie „Och, Karol 2". Dlaczego wcześniej nie pojawiała się pani na wielkim ekranie?

Pojawiałam się, ale w rolach trzecioplanowych lub wręcz epizodycznych. Za to u znakomitych reżyserów: Marka Koterskiego czy Krzysztofa Krauzego. Nie wybrzydzam przy wyborze scenariuszy. Jednak ważne jest dla mnie, z kim przyjdzie mi pracować. Liczą się obsada, reżyser, twórcza chemia. 

A jak było z tańcem? Wszystkie uczestniczki "Tańca z gwiazdami" jak mantrę powtarzają, że je odmienił.

Wahałam się, czy przyjąć propozycję udziału w "Tańcu z gwiazdami", bo nie jestem taka przebojowa. Prywatnie często bywam wyciszona, lubię stać z boku. Jeden z reżyserów poradził: "Kasiu, pozwól sobie na chwilę wytchnienia". Założyłam sobie, że idę nauczyć się tańca i przy okazji dobrze się bawić. Wspominam ten czas jak najlepiej. Oczywiście, trzeba było dużo i ciężko trenować, ale ten program przynosi dużo pozytywnej energii. Poznałam w nim wspaniałych ludzi i miałam najlepszego partnera pod słońcem. Choć już nie tańczę w programie,
inaczej trzymam głowę, prostuję sylwetkę. To nadal działa.

Do tego nowe uczesanie, szczupła figura, o czym piszą media. To też sukces?

Tak... Choć, z ręką na sercu, podczas "Tańca z gwiazdami" nie odmawiałam sobie jedzenia (śmiech). Zresztą nie tylko w jedzeniu kieruję się zasadą, żeby próbować wszystkiego, byle z umiarem. Smakuję życie średnią, a nie wielką łyżką. Nie zachłystuję się, umiem je kontemplować. Tak radzą rodzice, którzy są dla mnie autorytetem.  

A co mówią o pani udziale w programie "Kocham Cię, Polsko!"?

Tata niedawno mi uświadomił, że już dwa lata występuję w tym show. Dotarło do mnie, że dzięki niemu poznałam setki niezwykłych ludzi – artystów, dziennikarzy, sportowców... U nas pojawiają się wielkie nazwiska. Bardzo się zżyłam z ekipą – z Marzeną Rogalską i z prowadzącym Maćkiem Kurzajewskim. A rodzice śledzą pilnie każdy odcinek.

To najwierniejsi fani?

Tak, są bardzo życzliwi, wspierający, ale nie bezkrytyczni! Liczę się z ich opinią. Mówią mi, kiedy, ich zdaniem, coś poszło nie tak. Powtarzają, żebym się nigdy nie poddawała. Bardzo mnie wspierają.

A co udało się w życiu prywatnym?

Życie przynosi mi ostatnio wiele radości. Zawsze chciałam zobaczyć Nowy Jork. Pojechałam tam na urlop, pokochałam to miasto i mam nadzieję, że niedługo tam wrócę. W tym roku, mimo nawału pracy, sporo podróżowałam. Byłam także w Barcelonie i na Santorini, bo uwielbiam Grecję. Nie bez znaczenia są spokój i bezpieczeństwo, które dają mi bliscy. Mam poczucie stabilizacji.

Nie boi się pani, że po tym paśmie sukcesów przyjdzie gorszy moment w karierze?

Tata nauczył mnie myśleć pozytywnie. Przecież spadek formy czy gorszy moment i tak kiedyś nadejdzie, takie są koleje życia. Lepiej nastrajać się optymistycznie, aby przyciągać dobrą energię. Poza tym dzięki gorszym momentom bardziej smakują te lepsze.

To jaki będzie 2012 rok dla Kasi Zielińskiej? Jest apetyt na więcej?

Mam tylko jedno życzenie: żeby nie był gorszy niż ten mijający!


KWESTIONARIUSZ

  • Data i miejsce urodzenia: 29 sierpnia 1979 roku, Limanowa.
  • Przyjaźni się m. in. z: aktorką Małgorzatą Sochą.
  • Sposób na relaks: gotowanie,spacery po Warszawie i czytanie biografii (ostatnio Marilyn Monroe).
  • Hobby: kolekcjonowanie gadżetów z wizerunkiem Audrey Hepburn.
  • Zna: angielski, rosyjski i jidysz.
  • W wolnej chwili: pisze blog.

Tekst: Magdalena Kuszewska

Przeczytaj również:

Nikogo nie udaję

Kompozytor i jego syrenka 

Młodość jest w oczach


Dodał(a): Magdalena Milewska , Poniedziałek 09.01.2012 (aktualizacja: 2012-01-09)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
nick6
Mnie strasznie irytuje choć talent aktorski ma to coś mi w niej nie gra...
Dodano: 2012-03-17 19:49:15 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×