Nie mam statku, mam dom

Przestronny apartament hotelu de Russie w Rzymie. Tutaj JOY spotkał się z jedną z najpiękniejszych brytyjskich aktorek. Keira Knightley miała na sobie zwiewną sukienkę Valentino, była w dobrym humorze i jak zwykle śmiała się przy każdej okazji. Ma dziewczęcy wdzięk, ale jej ruchy zdradzają precyzję i pewność siebie. W czasach Piratów z Karaibów błyszczała, teraz zaczyna realizować swoje aktorskie ambicje. Największa zmiana dokonała się jednak w jej życiu prywatnym.

Nie mam statku, mam dom

Po pięciu latach Keira rozstała się z aktorem Rupertem Friendem (29) – od połowy stycznia nie są już parą. Ich znajomi uważają, że Rupert czuł się coraz bardziej zmęczony życiem w blasku fleszy, podczas gdy Keira zainteresowanie mediów traktuje jako nieodłączną część swojego zawodu. Aktorka ostatnio nie schodziła z planu filmowego. Zagrała z Colinem Farrellem w "Londyńskim bulwarze" (w kinach), w dramacie "Nie opuszczaj mnie" (premiera 4 marca) i w "Last Night" z Evą Mendes.

JOY: W "Last Night" grasz mężatkę, która spędza romantyczną noc ze swoim eks – wciąż coś do niego czuje, ale nie idzie z nim do łóżka. W tym samym czasie mąż zdradza ją z koleżanką z pracy, której nie kocha. Co jest gorsze?
Keira Knightley: Zawsze myślałam, że ten pierwszy rodzaj niewierności – gdy zdradzasz sercem – jest poważniejszy. Ale kiedy przeczytałam scenariusz tego filmu, zaczęłam myśleć inaczej. Partner, który idzie do łóżka z kimś innym, ma potem dużo większe powody, by się ze swojego postępowania tłumaczyć. Moja bohaterka może o sobie powiedzieć: "Nie zdradziłam". Ale tak naprawdę obie sytuacje niosą ze sobą równie poważne konsekwencje. Podczas kręcenia filmu wciąż się wahałam, co jest bardziej dotkliwe dla związku. Czasem zmieniałam zdanie kilka razy w ciągu dnia – w zależności od tego, którą scenę kręciliśmy (śmieje się ).

Sądzisz, że widzowie będą trzymali stronę twojej bohaterki?
Niech każdy decyduje za siebie! Film nie narzuca żadnego stanowiska, wybór publiczności nie jest niczym ograniczany. Związki to naprawdę skomplikowany temat, każdy jest inny. Dlatego też dla każdego z nas zdrada zaczyna się gdzie indziej.

Wierzysz w siłę przeznaczenia?
Zdecydowanie! Historia pokazana w "Last Night" to typowy przykład na to, że życie często nas zaskakuje. Moja bohaterka czuje się w swoim związku całkowicie bezpiecznie, niczego jej nie brakuje. Ale gdy jej mąż wyjeżdża w podroż służbową, ona przypadkiem spotyka swojego byłego faceta – i nagle sytuacja się zmienia. Nie zawsze mamy kontrolę nad tym, co się z nami dzieje. Może po wyjściu z tego hotelu wpadnę pod autobus – przecież wszystko jest możliwe.

Swoją karierę też pozostawiłaś przypadkowi?
Nie do końca. Gdy byłam młodsza, miałam znacznie większą potrzebę, by wszystko dokładnie planować. Oczywiście nie z każdego mojego planu coś wyszło. Marzyłam na przykład o studiach uniwersyteckich – i na marzeniach się skończyło. Gdy miałam 17 lat, chciałam zostać murarzem, ale i to mi nie wyszło. Dzisiaj moja dewiza brzmi: "Płyń z prądem", reaguj na to, co się wokół ciebie wydarza. Gdybym już dziś wiedziała, co będę robiła w 2012 roku, dostałabym klaustrofobii.

Co robisz, gdy przyjaciele proponują ci spontaniczny wyjazd?
Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że wywalczyłam sobie w swoim zawodzie już pewną niezależność. Jeżeli więc ktoś proponuje mi wypad na Karaiby, mówię: "Na razie wszystko wskazuje na to, że będę miała czas, który mogę sobie zarezerwować". Jeśli jednak coś w ostatniej chwili pokrzyżuje mi zamiary, muszę się z tym pogodzić. Większość moich znajomych pracuje w wolnych zawodach – doskonale wiedzą, że nie wszystko można zaplanować. Dlatego nie muszę się przed nimi tłumaczyć, rozumieją moje ograniczenia. Ci, którzy pracują w biurze, też starają się być wyrozumiali i nie obrażają się, jeśli na dwa tygodnie przed terminem wylotu nadal nie wiem, czy na pewno uda mi się wyrwać.

Gdzie wybrałaś się w swoją ostatnią podróż?
W Himalaje. To było naprawdę ekscytujące przeżycie. Jesteś typem turystki, która podróżuje z plecakiem, czy wolisz hotel? Lubię i to, i to! Czasami nastawiam się na przygodę, czasem wystarczy mi, że usiądę przed domem na tarasie i mogę przyglądać się innym ludziom. Inspiracją stał się dla mnie film dokumentalny "Long Way Around", o podroży Ewana McGregora i Charliego Boormana. W 2004 roku w ciągu 115 dni zwiedzili na motorach 12 krajów, od Rosji po USA. Pokonali 32 tysiące kilometrów! To mi zaimponowało – no i wzbudziło moją zazdrość!

Odważyłabyś się na coś takiego?
Kilka lat temu poważnie się nad tym zastanawiałam! Razem z moją koleżanką Carey Mulligan obejrzałyśmy "Dzienniki motocyklowe" i zaczęłyśmy się poważnie zastanawiać, czy nie wyruszyć na skuterach w podroż po Południowej Ameryce. Kupiłyśmy przewodnik, ale nie udało nam się ostatecznie zaplanować naszej trasy.


Dodał(a): Redakcja , Poniedziałek 23.05.2011 (aktualizacja: 2011-05-23)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×