Robert Górski o kobietach - tylko u nas!

O swojej "żonie", do której zwraca się per Dziubas, kabarecie i twórczej erekcji mówi w rozmowie z portalem MilionKobiet.pl Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju.

bewF8FD85.jpg

Idąc tutaj oglądałeś się za dziewczynami?

Nie oglądałem się, tylko patrzyłem na te, które mnie mijają, więc patrzyłem przed siebie. Wychodzi na to samo, tylko nie trzeba skręcać szyi.

Czyli jednak Cię zainteresowały

Patrzyłem z ciekawością, bo dawno nie byłem na mieście. Ciągle jestem w rozjazdach, rzadko mi się zdarza, by przejść się po Warszawie prywatnie, nie spiesząc się nigdzie. Mam mało czasu na kontemplowanie świata, w ramach tej kontemplacji patrzyłem też na kobiety, ale niewiele było widać, bo dziś jest mróz, więc całe są pozasłaniane.

Ale jak się rozbiorą, to będzie na co popatrzeć…

Różnie z tym bywa, ale czasami lepiej nie widzieć wszystkiego.

Dlaczego?

Fajnie jest wyobrazić sobie, jakie skarby kryją się pod grubymi kurtkami i jesionkami, a jak jest kawa na ławę, to nie sprawia takiej radości.

Jak poderwałeś swoją partnerkę?
Wydaje mi się, że to dziewczyny podrywają chłopaków, a nie odwrotnie.

Dziewczyny - jak to?

One ostatecznie wyrażają zgodę albo niezgodę. Mężczyźni wykazują chęć do flirtu i wysyłają sygnały, ale koniec końców to kobiety wydają ostateczny werdykt.

A jak było z Tobą?

Poderwałem ją, a ona mnie. Byliśmy w letniej restauracji na Nowym Rynku, ja byłem w jednym letnim ogródku, ona w innym letnim ogródku i spotkaliśmy się przy toalecie, która była…

..wspólna?

Tak. Czekaliśmy, aż ktoś ją zwolni, więc był czas na podjęcie dyskusji, a ponieważ ja byłem po jakimś alkoholu i ona też, to nam się gładko rozmawiało, a ponieważ wtedy miałem kabaret, to łatwo było nawiązać kontakt na kolejne dni. Wystarczyło zaprosić na występ. Nie musiałem się specjalnie umawiać do parku, do kina czy na randkę w restauracji, tylko pod pretekstem zaproszenia na występ umówić się - tak niezobowiązująco, a potem okazało się, że zostaliśmy na dłużej.

Często zagadujesz kobiety w toaletach?

To chyba był ostatni raz.

Pierwszy i ostatni?

Tak w ogóle, to nie zagaduję ludzi, ale w ten sposób poznałem też Jacka Borcucha. Ostatnio w Krakowie - w Alchemii, a w zasadzie przed toaletą. Można tak zawrzeć dużo ciekawych znajomości. Ale więcej dziewczyn nie poznałem w ten sposób.

Zdarzyło Ci się, aby dziewczyna podrywała Cię opowiadając dowcipy?

Ciężko to odróżnić, bo faceci też mi opowiadają żarty. I właściwie częściej to robią faceci.

Myślisz, że w części byli to homoseksualiści z zamiarami wobec Ciebie?

Myślę, że to ludzie, którzy szukali u mnie akceptacji albo porozumienia co do tego, że gdyby tylko dać im szansę, to też byliby w stanie stworzyć kabaret. Nie da się ukryć, że poczucie humoru jest bardzo ważnym elementem w ocenianiu kogoś. Podobają Ci się nawet ludzie, którzy szwankują trochę z urodą, ale poczucie humoru te braki wynagradza.

U kobiet także?

Tak. Chyba że są naprawdę estetycznie nie do przyjęcia, to wtedy muszą być komediantki pierwszej wody. W każdym razie poczucie humoru jest pewnego rodzaju afrodyzjakiem, takim stymulującym bodźcem.

A Twoja żona ma poczucie humoru?

Myślę, że tak, dlatego ze sobą jesteśmy. Generalnie rzecz biorąc, to jest moja konkubina…

…ale w niektórych wywiadach mówisz o konkubinie, a w innych o żonie. Jak to jest naprawdę?

Formalnie rzecz biorąc, Katarzyna jest moją konkubiną, ale dążę do uproszczenia języka, więc mówię "żona", bo to tylko dwie sylaby - łatwiej się wymawia.

Co ona na to?

Przyjmuje to spokojnie, nie udziela zbyt wielu wywiadów, więc nie ma okazji, by się ze mną spierać o jakieś słowa. Ona mówi o mnie "mąż", ja mówię o niej "żona".

I tak sobie żyjecie…

…a ślub jest nam niepotrzebny. Chyba jest to dość popularna forma współżycia. Zresztą konkubina źle się kojarzy - z jakimiś zakrwawionymi zwłokami, które ktoś porzucił w mieszkaniu pełnym alkoholu, więc "żona" mimo wszystko jest ładniej. Lepsze pole skojarzeniowe.

Katarzyna nie nalega na ślub?

Jest już po jednym małżeństwie, więc poznała smak stania przed ołtarzem, a do tego już nie ma powrotu, chyba że papież by się na to zgodził, ale raczej się nie zgodzi. Kiedyś bardziej nalegałem na to, byśmy się pobrali. Potem uznaliśmy oboje, że bez względu na to, czy się pobierzemy czy nie, to jak będziemy chcieli być ze sobą, to będziemy. A ślub może czasem stwarzać presję. Na starość pewnie się jednak pobierzemy, bo załatwią nas podatki i sprawy urzędowe.

Co zrobić, gdy brakuje weny - czytaj na drugiej stronie!

Dodał(a): Marcelina Romańska , Czwartek 22.03.2012 (aktualizacja: 2012-03-22)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (3)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
milusiaelunia
Z tym ideałem pojechał ;)
Dodano: 2012-03-23 20:52:37 Zgłoś nadużycie
marcy
Uwielbiam Roberta Górskiego. Jest rewelacyjny!
Dodano: 2012-03-23 13:28:00 Zgłoś nadużycie
olinkaa24
fajnie się czytało ten wywiad :)
Dodano: 2012-03-22 19:51:22 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×