Młodość jest w oczach

Właśnie kończy 40 lat i rolą Poli w "Przepisie na życie" cieszy swoich fanów. Mówi, że wiele łączy ją z serialową bohaterką. Z wyjątkiem jednego - Edyta ma w życiu więcej szczęścia!

Edyta Olszówka

Redakcja: "Jest ryczącą czterdziestką, jak ja" – powiedziała pani o Poli, czyli seksownej bizneswoman z serialu "Przepis na życie", którą pokochali widzowie. Autoironia i dystans pomagają w tym zawodzie?

Edyta Olszówka: Na pewno! Drażni mnie schemat. Niektórzy pytają: "Dlaczego przyznajesz się do wieku?". A ja im odpowiadam: "A dlaczego nie?!". Ukrywanie metryki to hipokryzja. O co chodzi? Nie przepadam za komplementami typu: "Wyglądasz na trzydziestkę". Staram się przeciwko temu buntować. Na razie dobrze się czuję w skórze czterdziestolatki, chociaż nie wiem, czy równie dobrze będę się czuła jako pięćdziesięcio - czy sześćdziesięciolatka. Ale
nie chcę się podporządkować dyktaturze sztucznego odmładzania. 

Redakcja: Cieszę się, że pani o tym głośno mówi, aktorki rzadko wypowiadają takie słowa.

Edyta: Przecież sama pani dobrze wie, że nic nie powstrzyma upływu czasu. A kobieta 50-letnia będzie wyglądała na swój wiek bez względu na to, ile botoksu sobie wstrzyknie! Poza tym młodość widać przede wszystkim w sposobie myślenia i patrzenia na życie.  

Redakcja: Czy w takim razie należy się spodziewać, że wyprawi pani huczne urodziny?

Edyta: Nie, bo nie lubię imprez ani bankietów. Czułabym się nieswojo, gdyby goście zaczęli mi śpiewać "Sto lat". Wieku nie kryję, ale urodziny fetuję zazwyczaj tylko wśród najbliższych przyjaciół.

Redakcja: Z Agnieszką Pilaszewską, scenarzystką "Przepisu na życie", też? Mówi o was, aktorach: obsada marzeń (m.in. Maja Ostaszewska, Piotr Adamczyk, Borys Szyc). Zaprzyjaźniłyście się na planie?

Edyta: Agnieszka sama jest wspaniałą aktorką, zawsze ją podziwiałam. Kiedy trafiłam do teatru Ateneum w roku 1994, już była tam gwiazdą. Miałam cichą nadzieję, że spotkamy się na scenie. Zaskoczyła mnie rolą scenarzystki. To, że zostałam zaproszona na casting do tego serialu, było dla mnie wielką niespodzianką. 

Redakcja: Ostatnio wszyscy narzekają, że w Polsce powstaje za mało seriali i filmów fabularnych. Czy zdarza się pani odmawiać roli?

Edyta: Jeśli odmawiam, to tylko z przyczyn merytorycznych. Kiedy nie widzę szansy na zbudowanie postaci. Podstawą dla mnie jest zawsze dobry scenariusz. Aktora identyfikuje się z rolami i najbardziej liczą się te ostatnie.

Redakcja: Jednym z pani atutów jest charakterystyczny, rozpoznawalny głos z chrypką. Proszę się przyznać, czy mówi tak pani od dziecka, czy jednak musiała pani nad nim trochę... popracować.

Edyta: Od dziecka mam głos jak skrzek starej żaby. Tak wspominają moi rodzice. Do tego dochodzi rola genów. Ale kiedy byłam mała, długo chorowałam na anginę, wycięto mi nawet migdałki. Myślę, że to wpłynęło ostatecznie na brzmienie mojego głosu. W szkole teatralnej miałam z nim problem, wciąż zarzucano mi, że brzmi, jakbym była chora! Piłam zioła, nawet rzuciłam palenie, przytyłam 30 kg, ale nie uległ zmianie. Jak teraz ktoś chwali mój głos, to zastanawiam się, czy nie żartuje.

Dodał(a): Magdalena Milewska , Czwartek 01.12.2011 (aktualizacja: 2011-12-12)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze (2)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
basia4ab
Jest czarująca kobietą.Piękny ma uśmiech i bardzo ją lubię jako aktorkę.
Dodano: 2011-12-05 10:56:12 Zgłoś nadużycie
Robrojka
Bardzo ją lubię! Szkoda tylko, że prywatnie jej się nie ułożyło...
Dodano: 2011-12-02 13:55:42 Zgłoś nadużycie

Zobacz również

×