Nikogo nie udaję

Brawurowo prowadził nowy show TVP "The Voice of Poland". Wiedzie mu się tez w życiu prywatnym- właśnie po raz czwarty został ojcem. Dobra passa Huberta Urbańskiego trwa w najlepsze!

Hubert Urbański z żoną Julią

Redakcja: Co pan wpisuje w rubryce: zawód?

Hubert Urbański: Aktor.

Redakcja: Jednak?

Hubert: Skończyłem szkołę aktorską, to najbardziej konkretna rzecz, jaką mogę wpisać.

Redakcja: Ale nie obraża się pan, gdy ktoś nazywa pana prezenterem?

Hubert: Nie. Dopiero niedawno wróciłem do zawodu, zagrałem epizod w serialu "Czas honoru". Nie jestem też dziennikarzem, choć wiele osób tak zakłada. Więc prezenter jest OK. (śmiech).

Redakcja: Studiował pan w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie w doborowym towarzystwie!

Hubert: I to podwójnie (śmiech)!

Redakcja: Jak to?

Hubert: Zaliczyłem zajęcia z dwoma rocznikami. Po trzecim roku studiów wziąłem urlop dziekański, a po powrocie studiowałem już z innymi osobami. Najpierw chodziłem na zajęcia m.in. z Kasią Skrzynecką, a jak kończyłem – byłem w grupie np. z Kasią Herman.

Redakcja: Niezłe ma pan koleżanki!

Hubert: Zgadzam się. Zresztą uważam, że przyjaźnie szkolne mają szczególną moc. Na spotkaniach po latach towarzystwo szybko wraca do poziomu licealnego czy studenckiego, kiedy wszyscy byli sobie równi. Można wtedy rozmawiać swobodnie, jak za dawnych czasów. Jak, powiedzmy, Maciek z Michałem, a nie pan mecenas z panem ministrem.

Redakcja: Jak pan widzi kolegów i koleżanki z roku na ekranie czy scenie, to nie żal panu straconej szansy na karierę aktorską?


Hubert:
Wtedy – z całym szacunkiem dla tych, którzy zrobili karierę – myślę o tych, którzy też byli świetni, ale jej nie zrobili. Zwłaszcza o dziewczynach, bo im jest trudniej w tym zawodzie. Może to zabrzmi banalnie, ale aktorstwo jest wyniszczającym zawodem, który polega na tym, że trzeba się podobać. I ta konieczność bywa stresująca, a czasem frustrująca. Nawet dla tych, którym się udaje.

Redakcja: Dlaczego dyplom obronił pan dopiero po 10 latach?


Hubert: Prawdę mówiąc, nie obroniłem go... Ale jeśli tak jest gdzieś napisane, to niech tak zostanie (śmiech). Myślałem, że zdążę. Nawet wróciłem do szkoły jako dorosły facet, mąż i ojciec. Miałem absolutorium, wystarczyło tylko napisać pracę magisterską. Dziekan i rektor byli dla mnie bardzo życzliwi, tylko... czasu mi zabrakło. Tak wyszło. Kiedy patrzę wstecz, widzę, że rośnie liczba rzeczy, których nie da się zrobić, i trzeba to sobie umieć wybaczyć.

Redakcja: Nie martwi się pan, że daje tym zły przykład swoim córkom?


Hubert: Moje starsze córki (21-letnia Marianna i 16-letnia Krystyna – przyp. red.) są bardzo niezależne. Oczywiście, ciągle szukają tego, co chcą robić. To jedna z najtrudniejszych decyzji – znaleźć właściwą ścieżkę w życiu, nie tylko tę zawodową. Ale one same decydują i ja, jako rodzic, po prostu bardzo im kibicuję. Czy będą miały magisterkę, to najmniejszy problem. Pamiętam, że moi rodzice byli zadowoleni, że w ogóle poszedłem na studia (śmiech).  


Dodał(a): Dorota Sędek , Poniedziałek 26.12.2011 (aktualizacja: 2012-01-02)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×