Zuo Corp.: Podbijemy świat

Z Bartkiem Michalcem i Łukaszem Laskowskim, twórcami marki Zuo Corp., rozmawiamy o modzie, dizajnerskich ciuchach i światowych gwiazdach, które chcieliby ubierać.

zuo.jpg

Karolina Czaja: Zuo Corp. jest dość młodą marką, a już osiągnęliście ogromny sukces. Jaki jest Wasz przepis na sukces?

Bartek Michalec: Przepisem na sukces jest pracowitość, upór, konsekwencja, sumienność i pokora. To sprawia, że człowiek idzie do przodu. Jesteśmy już pracoholikami, ale przede wszystkim kochamy to co robimy. To nie jest zimny biznes, to nasza pasja.

Coś jeszcze?

Bartek Michalec: Kolejnym czynnikiem jest kreatywność. Ja wymyślam  fajny żakiet, a Łukasz go ubiera w innowacyjną formę promocji. Moją idolką kreatywności na każdej płaszczyźnie biznesu jest Reikawa Kubo z Comme de Garsons. Dla niej, jako jedynej z całego szeregu wielkich projektantów, nie sam produkt jest najważniejszy. Ważne jest wykreowanie całego świata. Reikawa  czuwa nawet nad tym gdzie i jak leżą przedmioty w sklepach, jakie będą reklamy, jak cały duch jej świata będzie wyglądał dla odbiorcy. My idziemy właśnie w tym kierunku, dbamy o ogół świata Zuo Corp.

Dlaczego ceny Waszych ubrań nie są wygórowane?

Bartek Michalec: Powiem wprost. Chodziło o niszę.

Łukasz Laskowski:  Takie było zapotrzebowanie rynku. Wiele osób nam mówiło, że widziało coś fajnego np. w All Saints, ale ich na to nie stać…

Bartek Michalec: Ludzie szukają czegoś, co będzie ich wyróżniać. Chcą mieć poczucie wyjątkowości. Był popyt, a nie było podaży.

Łukasz Laskowski:  Pierwsza nasza kolekcja była bardzo streetowa. To nie była nawet kolekcja modowa, a bardziej handlowa, zweryfikowana pod względem właśnie zapotrzebowania.

To znaczy?

Bartek Michalec: Możesz się ubrać od stóp do głów w Zuo Corp. i nie wydajesz na to fortuny. Obecnie jesteśmy na etapie rozdzielania marki na dwie linie. Pierwsza z nich to linia Premium, skierowana do klienta dojrzałego, który docenia wysoką jakość i innowacyjność. Tę linię pokazywaliśmy na Poland Fashion Week w Łodzi, a teraz na autorskim pokazie w czerwcu, gdzie produkty są bardziej eleganckie, wytworne, szyte z wysokich jakościowo komponentów.

A tańsza linia?

Bartek Michalec: Jest skierowana do młodszego odbiorcy, mniej więcej w przedziale od 15 do 30 roku życia. Tę linię trochę zunifikowaliśmy, w tym sensie, że wycofaliśmy bardzo luksusowe tkaniny, czyli wysokogatunkowe wełny, jedwabie itp.

Łukasz Laskowski:  Również nowoczesne technologicznie, które generują koszt.

Bartek Michalec: Nasza tańsza linia jest wykonana wyłącznie z bawełny i nowoczesnych syntetyków. Mówimy tu o oczywiście o wiskozie, poliamidach, a nie kreszowanym ortalionie, który możesz kupić na bazarze. Japończycy pracują tylko na syntetykach i wszyscy myślą, że to są super jedwabie. Ta linia ma być pozbawiona bogatych deseni, postawiliśmy na konstrukcje, kolory, gładkie faktury. Ceny produktów mieszczą się w przedziale od 100 do 1000 zł.

Tworzycie dość odważne projekty. Nie baliście się ich odbioru?

Łukasz Laskowski:  Boimy się, ale nie mamy aż takiej skali produkcji. Ponieważ to co robimy jest bardziej elitarne to i cena to rekompensuje. Wiadomo, że osób, które nie stać na drogie ubrania jest więcej niż takich, które zarabiają dużo. I tacy ludzie kupują relatywnie więcej odzieży. My ubieramy się tam gdzie oni.

Bartek Michalec: Ubieramy się u siebie. Zawsze chciałem się realizować w sferze Premium. Moda uliczna wymaga wąskich ram, ale to nie jest dla mnie ograniczające. A jeśli chodzi o szaleństwo o którym mówisz, to nie patrzymy na to w kategoriach ryzyka. Nie boimy się odważnych projektów, bo zawsze znajdzie się grupa ludzi, której się one spodobają.  Ta tańsza linia, jest dla większej liczby klientów i tu trzeba się liczyć z ich wrażliwością. Tak naprawdę kupowanie ubrania to kaprys, który należy zaspokoić w perfekcyjny sposób. Tu jest dużo główkowania.

Chcecie otworzyć typowy butik?

Łukasz Laskowski: Chcemy to zrobić do końca roku.

Bartek Michalec: Chcemy robić takie rzeczy powoli i mądrze. Pawilon już był eksperymentem. To było ryzyko, ale chwyciło.

Łukasz Laskowski:  Byliśmy totalnie nowi, totalnie nieznani i było fajnie zrobić coś, co jednocześnie zachęci klientów i spowoduje jakiś szum medialny wokół nas, a jednocześnie też będzie chwytem handlowym. Chcielibyśmy to kontynuować, zobaczymy czy się uda.

A sprzedaż internetowa?

Łukasz Laskowski:  Na razie nie chcemy tego robić. Mamy dość trudny i specyficzny produkt i uważamy, że najpierw trzeba go przymierzyć. Rozmawialiśmy ze sklepami internetowymi na temat wprowadzenia tam produktów Zuo Corp., ale wielkość sprzedaży na jaką moglibyśmy liczyć, była niewielką częścią tego, co sprzedajemy tutaj na miejscu. Przy czym cała obsługa z tym związana, koszty, zwroty jest nieopłacalna.

Macie marzenia, plany, żeby wyjść poza polski rynek?

Bartek Michalec:  To jest jeden z naszych głównych celów. Tylko powoli, z namysłem. Trzeba bardzo mądrze zaplanować ścieżkę promocji. Zastanowić się, czy ten konkretny rynek jest dla nas. Może będziemy sprzedawać w Ameryce Południowej, może tam warto wchodzić, a nie od razu do Paryża. Paryż czy Nowy Jork to platforma promocji, a prawdziwa sprzedaż jest gdzie indziej.

W jednym z wywiadów sprzed 3 lat powiedziałeś, że nie ma dla Ciebie miejsca w polskiej modzie. Ciągle tak czujesz?

Bartek Michalec: Ciągle tak jest. Robię trudną modę. Nie ukrywajmy, że teraz jest pewna polaryzacja gustu ludzi w stronę awangardy, jest moda na takie produkty. Ja natomiast idę w tendencje estetyczne. Chcemy tworzyć innowację z poszanowaniem tradycji, tak np. Givenchy czy Balenciaga. Nie chcę, żeby to głupio zabrzmiało, ale w Polsce jesteśmy trochę zacofani, bo nie mieliśmy okazji jeszcze tego odkryć po przemianach ustrojowych. W Paryżu ludzie wiele doświadczyli i są już na innym etapie, a mnie bardziej tamten etap interesuje. Jest dla mnie miejsce, ale myślę, że nasza marka i nasze projekty bardzo wyróżniają się na rynku pod względem estetycznym. Zuo Corp. rzuca się w oczy bo jest inne. A bycie innym jest trudne. Musisz przyzwyczajać ludzi do tego, że jesteś inny, ale też fajny, potrzeba więcej wysiłku, pracy i promocji, żeby przekonać do siebie klientów.

Co czujesz, gdy widzisz przypadkiem kogoś w swoich projektach?

Bartek Michalec: To bardzo miłe. Na początku, kiedy zaczęliśmy normalną sprzedaż, to było pierwsze realne doświadczenie, że ktoś chodzi w moich ubraniach, ale teraz to jest już dla mnie normalne. Znam te ubrania na pamięć. Znam je od podstaw, nie mam do nich w ogóle dystansu. Myślę sobie: nie chce mi się już na nie patrzeć. A tak poważnie to jest bardzo przyjemne, że ktoś docenia Twoją pracę. Fajna sprawa.

Wolisz projektować dla mężczyzn, czy dla kobiet?

Bartek Michalec: Moda damska daje większe pole do popisu. Moda męska jest jednak bardziej zachowawcza, bo to wynika z temperamentu i zachowania mężczyzny. Są oczywiście marki, np. Galliano, których kolekcje męskie można nazwać ekscentrycznymi.

Męskie produkty projektujemy na razie do tańszej linii, w Premium są na razie tylko damskie, bo ona daje pole do większego manewru. Nie o to chodzi, że tylko kobiety lubią się stroić, bo moda jest też dla mężczyzn, ale jeśli mówimy o modzie dla mężczyzn, skłaniałbym się ku kolekcji bardziej zachowawczej, np. super marynarka. Nie interesuje mnie krzyk ekstrawagancji. Sam ubieram się całkowicie inaczej, zakładam spódnice, turbany, dziwne konstrukcje, ale dizajnersko nie interesowałoby mnie eksploatowanie tego pola, bo na sobie się wyżywam jako twórca.

Inne mam wyobrażenie mężczyzny idealnego. Na tym polega właśnie bycie projektantem, to jest moje wyobrażenie o kobiecie. Ja chce ją taką widzieć. Raz chcę okrągły kołnierzyk, a innym razem strzyżone futra. Raz ją widzę jako lalkę Barbie, a raz jako księżniczkę. To nie jest tak, że coś mi się lepiej projektuje, czy odwrotnie. Myślę, że za parę lat, kiedy będę doświadczonym projektantem mody, może będę chciał projektować meble. Nie wiem tego. To też jest projektowanie przedmiotów, tylko rządzi się innymi prawami. Nie rusza się, tylko stoi.

Jak to się stało, że zaczęliście współpracować z Peaches? Jak znalazła Wasze projekty?

Bartek Michalec: To my ją znaleźliśmy. Napisaliśmy do niej. Pewna event promotorka organizowała jej występ w klubie w Polsce. Pracowaliśmy nad projektem albumu, do którego topowi polscy fotografowie interpretują naszą markę według własnego uznania podczas sesji zdjęciowych. Planujemy wydać album w formie książkowej, w którym będą umieszczone prace różnych artystów, malarzy i grafików. Zapraszamy do tego projektu także różne gwizdy, m.in. Małgosię Niemen. Pomyśleliśmy żeby spróbować z zagranicznymi gwiazdami. Łukasz napisał do managementu Peaches, a ona się zgodziła. Sesję zrobili Zuza Krajewska i Bartek Wieczorek. Daliśmy jej w podziękowaniu parę naszych projektów. Polubiła i poczuła ducha naszej marki, wie że te ubrania są dla niej.

Kogo najbardziej chcielibyście ubierać?

Bartek Michalec: Nie mam zielonego pojęcia. Różni ludzie mnie inspirują. Mógłbym ubierać Joan Collins. Osobiście uwielbiam Pamelę Anderson, chciałbym ją poznać i zaprojektować coś dla niej. Poważnie! Uwielbiam takie laski, one mnie fascynują. To sa szalone kobiety, blondyny z tipsami, powiększonymi cyckami w sensie zjawiska. A Pamela Anderson jest dla mnie uosobieniem tego wszystkiego. Powiedziałem Łukaszowi, że chcę poznać Pamelę i to zrobimy.

Najbliższe plany?

Bartek Michalec: Pokaz autorski w czerwcu, potem drugi pod koniec roku. Powoli przymierzamy się do ekspansji zagranicznej, tego nie ukrywam. Później projekt tego albumu, ale to może dopiero w przyszłym roku. Najrealniejszy plan to przede wszystkim budowanie sieci dystrybucji i promocji. Chcemy kreować świat Zuo Corp.

Czyli podbijacie świat?

Bartek Michalec: Chcielibyśmy.

19 czerwca odbędzie się pokaz najnowszej kolekcji zuo corp. na  sezon wiosna- lato 2012 w auli wydziału fizyki Politechniki Warszawskiej.

Rozmawiała: Karolina Czaja

Źródło: MilionKobiet.pl



Dodał(a): Emilia Czaczkowska-Bołtromiuk , Wtorek 12.06.2012 (aktualizacja: 2012-06-26)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.

Zobacz również

×