Innego końca świata nie będzie. Dlaczego warto obejrzeć "Wołyń"?

Wołyń to nie tylko film o ludobójstwie. To obraz świata ogarniętego przez zło, które rozprzestrzenia się w zaskakującym tempie. Zło, na widok którego każdy nieruchomieje. I mimo że film nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, naprawdę trzeba go zobaczyć!

glownewol.JPG

Wśród moich znajomych jest wiele osób, które na "Wołyń" po prostu boją się pójść. Taki jest Wojciech Smarzowski. Prawdziwy do bólu, nie pozostawiający czasu na przemyślenie kolejnych bestialskich kadrów. Trudno jest dojść do siebie praktycznie po każdym z jego filmów...

Tak myślałam, dopóki nie zobaczyłam "Wołynia". Ten film to nie tylko obraz wołyńskiej rzezi czy zła w czystej postaci. To również piękna historia miłości, jak i  bajkowa opowieść o zwyczajach ludzi żyjących niegdyś na Wołyniu. Film rozpoczyna scena wesela, na którym poznajemy główną bohaterkę, Zosię. To właśnie z nią przez najbliższe dwie godziny będziemy kurczowo trzymali się życia. Zosia jest bardzo młoda, jednak już zakochana do szaleństwa. Niestety, nigdy nie będzie jej dane poślubić ukochanego. To tylko jedna z niewielu przeszkód, ponieważ prawdziwe zło dopiero nadciąga. Czuć je w płynących nad Wołyniem chmurach, w nastrojach sąsiadów i przenikliwej muzyce. Zaczyna się horror. To nie jest już zwykła, ludzka nienawiść. Można powiedzieć, że wieś wypełnia się wręcz szatańskim opętaniem, które dzieli ludzi na oprawców i ofiary. Trudno w to wszystko uwierzyć- jeszcze niedawno żyli tu wszyscy razem, pomagali sobie w codziennych obowiązkach. Wszystko dzieje się bardzo szybko, nie ma czasu na zastanowienie, sala kinowa wypełnia się ciszą. Tak wygląda koniec świata.

Wołyń to jeden z najbardziej kontrowersyjnych polskich filmów- znany był już przed premierą, głównie ze względów politycznych. Film, jak mówił reżyser, Wojciech Smarzowski, miał pomóc budować mosty, nie stawiać mury. Czy to się udało? Obraz wywołał duży skandal, głównie na Ukrainie- to właśnie ukraińscy aktorzy odtwarzający główne role musieli zmierzyć się z konsekwencjami swojego udziału w filmie. Być może jednak, aby budować mosty, trzeba najpierw nazwać po imieniu wszystkie bolączki, jakie trapią naród? Co zostawia po sobie "Wołyń"? Przede wszystkim uczucie smutku. Niewypowiedzianą pustkę, która sprawia, że musi minąć trochę czasu zanim zaczniemy wspominać seans. Takie filmy to rzadkość.

Zdjęcie: Youtube



Dodał(a): Alicja Bartosiak , Wtorek 15.11.2016 (aktualizacja: 2016-11-15)
Ocena:

Dodaj komentarz

Wszystkie komentarze

Awatar

Zobacz również

×